W katarskim obozie As-Sayliyah ponad 1100 afgańskich ewakuowanych pozostaje bez jasnej perspektywy relokacji do USA po decyzji o zamknięciu placówki do 31 marca. Wśród nich są osoby, które współpracowały z amerykańską misją w Afganistanie i twierdzą, że powrót pod rządy talibów oznacza dla nich śmiertelne zagrożenie.

Od 18 miesięcy w obozie przejściowym As-Sayliyah w Dosze afgańscy ewakuowani czekają na obiecaną relokację do USA, ale po decyzjach amerykańskiej administracji ich dalszy los stał się niepewny, co pogłębiło poczucie zagrożenia i zawieszenia.

W katarskim obozie, będącym dawną bazą armii amerykańskiej, znalazło się ponad 1100 ewakuowanych z Afganistanu przez Stany Zjednoczone. Wcześniej tysiące Afgańczyków przechodziły tam procedurę przesiedlenia do USA w ramach operacji „Allies Welcome”, uruchomionej po przejęciu władzy przez talibów w 2021 r. i chaotycznym wycofaniu wojsk amerykańskich.

Na początku tego roku administracja Donalda Trumpa ogłosiła, że obóz zostanie zamknięty do 31 marca, a przebywające tam osoby nie zostaną przewiezione do USA. Dla setek ewakuowanych oznaczało to wejście w okres strachu i niepewności.

Wśród tych osób jest Alia, dawna prawniczka z Afganistanu, której imię zmieniono ze względów bezpieczeństwa. „Zostaliśmy zdradzeni. Nie przez naród amerykański, ale przez tych w rządzie, którzy obiecali zapewnić nam bezpieczeństwo w Ameryce” — mówi Alia, która pracowała jako prawniczka w Afganistanie, zanim talibowie przejęli władzę w 2021 roku.

W ostatnim czasie niepokój ewakuowanych wzrósł dodatkowo z powodu napiętej sytuacji bezpieczeństwa w Katarze. Obóz As-Sayliyah znajduje się około 19 km od amerykańskiej bazy lotniczej Al-Udeid, która była wielokrotnie atakowana przez Iran. Ewakuowani wskazują, że w tych warunkach również miejsce ich tymczasowego pobytu przestało dawać poczucie bezpieczeństwa.

We wspólnym komunikacie grupa przedstawiła skalę narastającego lęku. „Zagrożenie nie jest skierowane przeciwko samemu Katarowi, prawdziwym celem są amerykańskie bazy w Katarze, a jedną z nich jesteśmy my… Sytuacja emocjonalna dzieci, kobiet w ciąży i osób starszych jest niepokojąca. Ludzie błąkają się po korytarzach i płaczą”.

W tej sytuacji ewakuowani zwrócili się do prezydenta USA Donalda Trumpa z prośbą o jednorazowy wyjątek ze względu na niestabilną sytuację. Ich argumentacja opiera się na tym, że nie trafili do Kataru samodzielnie, lecz zostali tam skierowani przez amerykańskie władze jako osoby mające następnie wyjechać do Stanów Zjednoczonych.

Taką ocenę sytuacji podziela Shawn VanDiver, weteran armii amerykańskiej i szef organizacji AfghanEvac. „Ta grupa ludzi to nie tylko przypadkowi uchodźcy, którzy pojawili się w Katarze. Zostali tam sprowadzeni przez rząd Stanów Zjednoczonych i poinformowani, że przeniosą się do Stanów Zjednoczonych” — mówi VanDiver. „To wszyscy ludzie, którzy z takiego czy innego powodu byli związani z misją Stanów Zjednoczonych [w Afganistanie]. I z powodu tego związku są w niebezpieczeństwie” — dodaje.

Droga ewakuacyjna do USA zaczęła się zamykać po objęciu władzy przez Donalda Trumpa. 20 stycznia 2025 r., w pierwszym dniu urzędowania, podpisał on rozporządzenie wykonawcze zawieszające rozpatrywanie wniosków o azyl. W czerwcu zawieszono także wjazd obywateli Afganistanu do USA w ramach szerszego zakazu podróży.

Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza po listopadowym ataku w Waszyngtonie, gdy Afgańczyk zastrzelił członka Gwardii Narodowej i ciężko ranił drugiego. W tych warunkach możliwość udzielenia wyjątku ewakuowanym stała się praktycznie nieosiągalna, a zapowiedź zamknięcia obozu została odebrana jako ostateczny cios.

Wśród pozostających w Katarze jest także Latif, starszy mężczyzna, którego imię również zmieniono ze względów bezpieczeństwa. Pracował w amerykańskiej bazie w Afganistanie. „Przez lata uczciwie i wiernie współpracowałem z Amerykanami” — mówi Latif. „Nigdy nie dostrzegli u mnie żadnej zdrady” — dodaje. „Jestem w tak wielkim stresie, że aż się rozchorowałem. Moja żona też jest chora. To nie są prawa człowieka” — stwierdza.

Równie mocno własne położenie opisuje Alia. „Odkąd Trump doszedł do władzy, nasza sytuacja życiowa przypomina powolną śmierć. Jestem załamana i cierpię na lęk” — mówi.

Według relacji ewakuowanych początkowo Departament Stanu USA próbował nakłonić ich do powrotu do Afganistanu. Dla wielu z nich taki scenariusz pozostaje jednak nie do przyjęcia z uwagi na wcześniejszą współpracę z Amerykanami lub działalność zawodową, która może narazić ich na odwet pod rządami talibów.

„Powiedziałem im, że albo ty, albo Katarczycy możecie nas zabić i odesłać nasze ciała z powrotem do Afganistanu, ale nie wrócimy żywi” — mówi Latif. „Przez 14 lat walczyłem z talibami. Jak mogę wrócić?” — dodaje.

Alia wskazuje z kolei na swoje wcześniejsze działania jako prawniczki. „Ludzie, którym pomogłam skazać, są teraz u władzy. Będą chcieli się na mnie zemścić” — mówi.

Po przejęciu władzy w 2021 r. talibowie ogłosili amnestię dla wszystkich, którzy współpracowali z dawnym wojskiem lub rządem, ale zarówno Alia, jak i Latif nie wierzą tym zapewnieniom. Ich obawy wzmacnia przekonanie, że po powrocie do Afganistanu byliby narażeni na represje i prześladowania.

Departament Stanu USA wyjaśnił, że nie odsyła ewakuowanych do Afganistanu siłą, ale część osób wróciła tam dobrowolnie. Nie potwierdzono, czy wypłacano odszkodowania powracającym, jednak według informacji przywoływanych w tej sprawie ewakuowanym oferowano 4500 dolarów dla głównego wnioskodawcy i 1200 dolarów na każdego członka rodziny. Taka kwota mogłaby pozwolić rodzinie przetrwać od 18 miesięcy do dwóch lat, lecz w warunkach kryzysu gospodarczego w Afganistanie i trudności ze znalezieniem pracy nie dawałaby stałego zabezpieczenia.

Zdecydowana większość ewakuowanych nadal pozostaje w Katarze. Departament Stanu USA oświadczył, że prowadzi rozmowy z państwami trzecimi w sprawie ich przyjęcia i bronił swojej decyzji, twierdząc, że „utrzymywanie tej grupy osób na platformie [CAS] w nieskończoność nie jest właściwe ani humanitarne”. Dodano również, że „platforma CAS była pozostałością po próbach administracji Bidena, mających na celu przeniesienie jak największej liczby Afgańczyków do Ameryki – w wielu przypadkach bez odpowiedniej weryfikacji”.

Tę ocenę zakwestionował VanDiver. „To nie jest oparte na faktach. Weryfikacja jest surowa. Toczyliśmy tam wojnę przez 20 lat, a wszyscy ci ludzie, którzy służyli u naszego boku i ich rodziny, byli wielokrotnie weryfikowani” — powiedział szef AfghanEvac.

Departament Stanu USA nie odpowiedział, do którego państwa trzeciego ewakuowani mieliby zostać przeniesieni ani kiedy mieliby zostać o tym poinformowani. Dla osób przebywających w obozie oznacza to dalsze życie bez pewności co do najbliższej przyszłości.

„Przyjechaliśmy tu, bo powiedziano nam, że pojedziemy do Ameryki. Jeśli Ameryka nie powstanie, chcemy alternatywy takiej jak Ameryka” — mówi Alia.

VanDiver uważa natomiast, że jedynym właściwym rozwiązaniem pozostaje przewiezienie ewakuowanych do Stanów Zjednoczonych. „Nie wiem, jak jacykolwiek przyszli partnerzy mogą nam zaufać, jeśli nie dotrzymamy słowa danego Afgańczykom, którzy wspierali nas przez 20 lat” — stwierdza.

Kresy.pl/BBC

Tagi: , , ,
forma płatności