Hiszpania zaprzeczyła twierdzeniom Białego Domu, jakoby Madryt współpracował militarnie z Waszyngtonem po rozpoczęciu przez Amerykanów wojny przeciwko Iranowi.
Jeszcze w środę rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zasugerowała w środę, że zmianie uległo stanowisko Hiszpanii, która sprzeciwiła się wykorzystaniu amerykańskich baz znajdujących się na jej terytorium na potrzeby wojny z Iranem. „Jeśli chodzi o Hiszpanię, myślę, że wczoraj usłyszeli oni przesłanie prezydenta głośno i wyraźnie i z tego, co rozumiem, w ciągu ostatnich kilku godzin zgodzili się na współpracę z armią USA” – słowa Leavitt zacytowała Al Jazeera.
Madryt szybko zareagował. Minister spraw zagranicznych Jose Manuel Albares stwierdził, że „kategorycznie” zaprzecza twierdzeniom Białego Domu. „Nie zmienił się ani jeden przecinek i nie mam pojęcia, do czego to może się odnosić” – powiedział Albares w programie radiowym Hora25, którego fragment również zacytowała w czwartek katarska telewizja.
Albares jeszcze w poniedziałek oświadczył, że wspólnie użytkowane przez Hiszpanię i Stany Zjednoczone instalacje pozostają pod hiszpańską suwerennością i nie mogą być wykorzystywane w sposób wykraczający poza obowiązujące porozumienia. Jak zaznaczył, „hiszpańskie bazy nie są wykorzystywane w tej operacji i nie będą używane do niczego, co nie jest objęte umową ze Stanami Zjednoczonymi ani zgodne z Kartą Narodów Zjednoczonych”.
Wywołało to nerwową reakcję w Waszyngtonie. Wybrzmiały groźby ze strony samego prezydenta USA Donalda Trumpa, który powiedział – „Zerwiemy wszelki handel z Hiszpanią. Nie chcemy mieć nic wspólnego z Hiszpanią”.
„Świat, Europa i Hiszpania już wcześniej stanęły w obliczu tego krytycznego momentu. W 2003 roku kilku nieodpowiedzialnych przywódców wciągnęło nas w nielegalną wojnę na Bliskim Wschodzie, która przyniosła jedynie niepewność i cierpienie” – napisał w środę na X premier Hiszpanii, Pedro Sanchez. Dodał, że stanowisko Hiszpanii nadal opiera się na odrzuceniu wojny, naruszeń prawa międzynarodowego i „złudzenia, że możemy rozwiązać światowe problemy za pomocą bomb”.
Na wymianę zdań między władzami Hiszpanii i USA zareagował już prezydent Iranu Masud Pezeszkian. „Odpowiedzialne postępowanie Hiszpanii w sprzeciwie wobec rażących naruszeń praw człowieka i agresji militarnej koalicji syjonistyczno-amerykańskiej wobec państw, w tym Iranu, pokazuje, że na Zachodzie wciąż istnieje etyka i przebudzone sumienia” – Al Jazeera zacytowała wpis Pezeszkiana na portalach społecznościowych.
W sobotę rano USA i Izrael rozpoczęły zbrojny atak na Iran. Fala bombardowań jest znacząco większa niż w czasie pierwszego dnia wojny dwunastodniowej z czerwca zeszłego roku. Wśród kilku członków irańskiego przywództwa polityczno-wojskowego, w bombardowaniach poległ sam najwyższy przywódca Ali Chamanei. Giną też irańscy cywile, w tym dzieci. Łącznie, w ciagu pierwszych dwóch dni USA i Izrael miały przeprowadzić na Iran ponad 2 tys. uderzeń.
Poważniejsza jest także militarna odpowiedź Iranu, który wystrzelił rakiety nie tylko na Izrael, ale na bazy amerykańskie i inne obiekty w Omanie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Celem ataku była też brytyjska baza wojskowa na Cyprze.
Doszło już do wzrostów cen ropy naftowej. Jeszcze szybciej rośnie cena gazu ziemnego, którego eksport wstrzymał jeden z czołowych producentów LNG – Katar.
aljazeera.com/kresy.pl
































