Administracja USA odniosła się do słów Donalda Trumpa na temat roli sojuszników w Afganistanie, które wywołały oburzenie w przestrzeni publicznej. Zastępca rzecznika Białego Domu przekazała, że wkład Stanów Zjednoczonych w NATO pozostaje nieporównywalnie większy niż innych państw.
Biały Dom skomentował falę krytyki, jaka pojawiła się po ostatnich wypowiedziach prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczących zaangażowania sojuszników NATO w Afganistanie. Zastępca rzecznika administracji USA Anna Kelly przekazała w piątek Polskiej Agencji Prasowej stanowisko Waszyngtonu w tej sprawie.
„Prezydent Trump ma rację – wkład Ameryki w NATO przyćmiewa wkład innych krajów” – stwierdziła Kelly w przesłanym PAP oświadczeniu. Była to odpowiedź na pytania dotyczące reakcji sojuszników na czwartkowe słowa amerykańskiego prezydenta, w których umniejszał znaczenie ich udziału w misjach zagranicznych.
W dalszej części komunikatu przedstawicielka Białego Domu stwierdziła, że „sukces w realizacji zobowiązania sojuszników z NATO do pięcioprocentowego zwiększenia wydatków na obronę pomaga Europie wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własną obronę”.
Falę komentarzy wywołała wypowiedź Trumpa udzielona w czwartkowej rozmowie z telewizją Fox News. Prezydent USA ocenił wówczas, że Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały wsparcia NATO i „nigdy tak naprawdę o nic nie prosiły” partnerów z sojuszu. Dodał również, że część państw wysyłała swoje wojska m.in. do Afganistanu lub Sudanu, jednak „pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu”.
Słowa te spotkały się z ostrą reakcją wśród sojuszników, w tym w Polsce. Do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta odnieśli się wcześniej prezydent, premier oraz przedstawiciele rządu.
Zobacz: Nawrocki spotkał się z Trumpem w Davos. Bezpieczeństwo i gospodarka wśród tematów rozmów
wydarzenia.interia.pl / Kresy.pl
































