11 października 1994 roku we wrocławskiej księgarni przy placu Legionów doszło do incydentu, który stał się jednym z najbardziej symbolicznych epizodów polskiej transformacji.
Podczas spotkania autorskiego generała Wojciecha Jaruzelskiego, promującego książkę „Stan wojenny. Dlaczego?”, z tłumu wyszedł 65-letni Stanisław Helski – dawny lider „Solidarności Chłopskiej”. W ręku trzymał kamień owinięty w gazetę. Podszedł do stołu, przy którym generał rozdawał autografy, i uderzył go w głowę.
„Ci, którzy mnie zniszczyli, żyją w spokoju i honorach”
Helski pochodził z Kobylej Głowy na Dolnym Śląsku. Był rolnikiem i działaczem, który w latach 80. walczył o prawa chłopów w PRL. Współorganizował strajk głodowy w Świdnicy, domagając się legalizacji Niezależnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność Chłopska”.
Za działalność opozycyjną był wielokrotnie aresztowany, bity i szykanowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Jak wspominał opozycjonista Jan Bajtek, raz Helski został pobity tak dotkliwie, że nie był w stanie siedzieć, a całe ciało miał pokryte siniakami.
W maju 1982 roku Helski sprzeciwił się decyzji o przymusowym obsianiu jego pola jęczmieniem. Były to szykany za jego działalność opozycyjną. Gdy zignorował nakaz, na jego ziemię wjechało kilkanaście ciągników eskortowanych przez milicję. Pole obsiano, a koszty akcji przerzucono na właściciela. Helski, w geście protestu, zaorał zasiew i został skazany na sześć lat więzienia. Komornicy przejęli jego majątek, natomiast syn, przymusowo wcielony do wojska, ciężko zachorował.
Po wyjściu z zakładu karnego Helski był zrujnowany. Próbował walczyć o uniewinnienie i odszkodowania, ale sprawy sądowe ucięła amnestia, którą ogłoszono po zniesieniu stanu wojennego. Także po 1989 roku nie doczekał się sprawiedliwości – jego liczne skargi kierowane do organów państwowych i Rzecznika Praw Obywatelskich pozostawały bez odpowiedzi. Czuł się opuszczony i zapomniany, podczas gdy – jak mówił – „ci, którzy mnie zniszczyli, żyją w spokoju i honorach”.
„Chciałem, żeby ktoś mnie wreszcie usłyszał”
Podczas spotkania z Jaruzelskim we Wrocławiu rozmowa między nimi zaczęła się od wymiany zdań: generał zapytał z uśmiechem „Gdzie książka?”, na co Helski odpowiedział: „Nie stać mnie na książki, odkąd mnie pan zrujnował”. Po chwili wyjął z torby petycję z 1986 roku, domagającą się postawienia Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu, i rzucił kamieniem – jak później tłumaczył, symbolicznym, z jego własnego pola.
Ochrona BOR natychmiast go obezwładniła, a generał z powierzchownym urazem głowy trafił do szpitala. Helski nie zaprzeczał czynowi. – Nie miałem innego sposobu. Nie było drogi sądowej ani prawnej, wszystko pozamykano amnestiami. Chciałem, żeby ktoś mnie wreszcie usłyszał – mówił w Polskim Radiu.
Sąd skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat i grzywnę. Jaruzelski publicznie mu przebaczył, twierdząc, że „nie wiedział, co czyni”, lecz Helski odrzucił gest pojednania. Dla niego bez zadośćuczynienia nie mogło być przebaczenia.
Wówczas opinia publiczna potępiła jego czyn, uznając go za atak na byłego prezydenta. Dopiero po latach, m.in. dzięki filmowi IPN „Stanisław Helski. Dlatego”, jego historia zaczęła być postrzegana jako dramat człowieka złamanego przez system, który po 1989 roku nie znalazł sprawiedliwości. Helski nie był zamachowcem – był symbolem desperacji i gniewu tych, którzy w nowej Polsce czuli się zapomniani.
Kresy.pl / Historykon.pl
Na YouTube można obejrzeć w całości nagradzany film dokumentalny „Stanisław Helski. Dlatego” w reż. Michała Torza.










