Największą powojenną zbrodnią sowiecką popełnioną na Polakach była tzw. obława augustowska – operacja pacyfikacyjna przeprowadzona na Suwalszczyźnie, Augustowszczyźnie i Sokólszczyźnie oraz na sąsiednich terenach Litwy i Białorusi.
Zasadnicza faza operacji rozpoczęła się 12 lipca 1945 roku i trwała do 18 lub 19 lipca, jednak kolejne zatrzymania prowadzono jeszcze w następnych dniach, co najmniej do 28 lipca.
Celem operacji było rozbicie i likwidacja formacji podziemia antykomunistycznego działających na terenach Puszczy Augustowskiej oraz w powiatach: augustowskim, suwalskim i częściowo sokólskim. Jej okoliczności do dzisiaj nie wyjaśniono.
Po odejściu frontowych jednostek Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku wpływy podziemia niepodległościowego na Suwalszczyźnie i Augustowszczyźnie znacznie wzrosły. Na rozległych terenach wiejskich skutecznie działały oddziały i siatka terenowa Armii Krajowej Obywatelskiej, natomiast władza komunistyczna utrzymywała się przede wszystkim w miastach powiatowych. Partyzanci zwalczali lokalne struktury nowej władzy oraz komunistyczny aparat represji. Sytuacja ta skłoniła władze sowieckie do zorganizowania masowej operacji pacyfikacyjnej, której celem było podporządkowanie regionu.
Trzon sił wykorzystanych w obławie stanowiły jednostki 50. Armii 3. Frontu Białoruskiego, wspierane przez wydzielone oddziały innych związków Armii Czerwonej oraz funkcjonariuszy Wojsk Wewnętrznych NKWD. Za wojskowe przygotowanie operacji odpowiadali m.in. generałowie Fiodor Ozierow, Nikołaj Garnicz i Nikołaj Ponomariow. Działaniami Smiersza, w tym selekcją osób przeznaczonych do zgładzenia, kierowali gen. major Iwan Gorgonow oraz gen. porucznik Paweł Zielenin.
W operacji uczestniczyli również funkcjonariusze polskiego komunistycznego aparatu bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej oraz ich tajni współpracownicy. W powiecie suwalskim do akcji włączono także dwie kompanie 1. Praskiego Pułku Piechoty Wojska Polskiego.
Ponad 7 tys. zatrzymanych, co najmniej 592 zamordowanych
Sposoby zatrzymań były różne – aresztowano ludzi w domach, na drogach, podczas pracy w polu, a czasem otaczano całe wsie. W Jaziewie zorganizowano wiejskie zebranie, a następnie zatrzymano wszystkich jego uczestników. Po potyczce nad jeziorem Brożane Sowieci wzięli do niewoli 57 partyzantów, w tym dowódcę oddziału Władysława Stefanowskiego „Groma”.
Czerwonoarmiści przeczesywali teren tyralierą, w której poszczególni żołnierze szli w odległości od sześciu do dziesięciu metrów od siebie, co praktycznie uniemożliwiało ucieczkę. Zatrzymanych przekazywano funkcjonariuszom Smiersza, którzy podczas przesłuchań stosowali przemoc i tortury, próbując ustalić ich związki z podziemiem niepodległościowym.
Eugenia Buczko wspominała na antenie Polskiego Radia: „Mój tatuś poszedł na łąkę nad Biebrzę, aby kosić trawę. Tam go aresztowali i zamknęli w Krasnym Borze. Potem Sowieci zaczęli zganiać mężczyzn z okolicy do naszego chlewa. Mojej mamie powiedzieli, że tak ma być i koniec. Zaraz przyszło trzech wojskowych i poinformowali, że zajmują jeden z pokoi w naszym domu. Nie pytali, czy chcemy, czy nie. […] Przez kilka dni przeprowadzali tam przesłuchania i wtedy nas wyganiali, abyśmy byli jak najdalej od domu. Jak przesłuchiwali więźniów, to nawet daleko było słychać. Strasznie krzyczeli, więc na pewno ich bili”.
Według sowieckich danych do 19 lipca zatrzymano 7049 osób. Po wstępnej „filtracji” 5115 z nich zwolniono, a 514 osób uznanych za Litwinów przekazano służbom Litewskiej SRR. Smiersz zatrzymał 592 Polaków uznanych za członków podziemia, natomiast wobec kolejnych 828 osób nadal prowadzono przesłuchania. Co najmniej 592 Polaków zamordowano. Według najnowszych szacunków IPN liczba ofiar mogła jednak wynosić około 700.
Miejsce egzekucji i pochówku pozostaje nieznane, choć wiele poszlak wskazuje na okolice jeziora Szlamy i dawnej leśniczówki Giedź po białoruskiej stronie granicy.
IPN określa obławę augustowską jako największą masową zbrodnię popełnioną na cywilach w Europie między zakończeniem II wojny światowej a konfliktami w byłej Jugosławii w latach 90. XX wieku.
Cierpiały też żony i dzieci „bandytów”
Rodziny ofiar nie otrzymały żadnych informacji o losie zatrzymanych. Przez lata żyły nadzieją, że ich bliscy wrócą. „Mama ciągle wierzyła, że tata wróci, i podawała się za mężatkę” – wspominał Jan Krzywosz. – „Całą moją młodość przekonany byłem, że tata jest gdzieś na Syberii”.
Bliscy ofiar musieli również mierzyć się z szykanami ze strony władzy. Byli traktowani jako „rodziny bandytów”, czyli wrogowie nowego ustroju.
Obława augustowska, nazywana niekiedy „Małym Katyniem”, miała miejsce już po zakończeniu wojny, ale była wyrazem kontynuacji sowieckiej polityki represji wobec polskiego społeczeństwa i niepodległościowego oporu. Została przeprowadzona brutalnie i bezwzględnie – bez procesu sądowego, bez wyroku i bez możliwości obrony.
Do dziś nie wyjaśniono wszystkich okoliczności tej zbrodni. Miejsce pochówku ofiar pozostaje nieznane, a rosyjskie archiwa – w większości niedostępne. W 2015 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił 12 lipca Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.
Kresy.pl / Polskie Radio










