W sprawie rzekomej prośby Elona Muska o azyl polityczny w Rosji głos zabrał rzecznik Kremla. Dmitrij Pieskow w rozmowie z dziennikarzami na Forum Ekonomicznym w Petersburgu zasugerował, że cała sprawa może być wyssana z palca.
– Po co Musk miałby prosić o azyl? Może to po prostu dziennikarska kaczka? – odpowiedział rzecznik prezydenta Władimira Putina, cytowany przez agencję RIA Nowosti. Dodał, że ani rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ani sam Elon Musk nie potwierdzili tych informacji. W jego ocenie „w tej sprawie nie ma nawet cienia intrygi”.
Spekulacje rozpoczęły się po publicznych słowach Wladislawa Dawanowa, wiceprzewodniczącego Dumy Państwowej, który stwierdził, że rosyjski MSZ otrzymał oficjalną prośbę Elona Muska o przyznanie mu azylu politycznego. Dawanow, cytowany przez media, mówił, że „Musk popełniał błędy, ale należy mu je wybaczyć” – nie precyzując jednak, jaką formę miała przyjąć rzekoma prośba i w jakim kontekście została złożona.
Pieskow podkreślił, że ani strona rządowa, ani sam zainteresowany nie wydali w tej sprawie żadnych oficjalnych oświadczeń. – Nie ma faktów, nie ma treści, nie ma decyzji. Trudno komentować coś, co najprawdopodobniej w ogóle nie istnieje – dodał jeden z anonimowych urzędników cytowany przez rosyjskie media.
Choć wiele wskazuje na to, że informacje o prośbie Muska są nieprawdziwe, sama burza medialna, którą wywołały, pokazuje napiętą atmosferę wokół miliardera. W ostatnich tygodniach Elon Musk krytykował m.in. działania administracji USA, a także sugerował możliwość przeniesienia części działalności poza Stany Zjednoczone. W tym kontekście pojawiły się też internetowe memy i komentarze sugerujące „emigrację” Muska do Rosji lub Chin – co jednak miało charakter czysto satyryczny.
Na chwilę obecną ani Elon Musk, ani jego biuro prasowe nie skomentowali tej sprawy.
Na początku czerwca br. doszło pogorszenia relacji między Trumpem a Muskiem. Napięcia zaczęły narastać, kiedy Musk publicznie skrytykował nową ustawę budżetową administracji Trumpa, nazywając ją „finansowym szaleństwem” oraz „odrażającym potworkiem”. Według szacunków Kongresowego Biura Budżetowego, może on zwiększyć deficyt i dług publiczny USA o 2,4 bln dol. w ciągu 10 lat.
Musk zapowiedział, że będzie zwalczał każdego republikańskiego kongresmena, który ją poprze. W odpowiedzi Trump zasugerował zakończenie rządowych dotacji i kontraktów dla firm Muska. Wkrótce potem Musk ogłosił: „Bez mojego wsparcia Trump przegrałby wybory. Demokraci mieliby większość w Izbie, a Republikanie zaledwie 51 miejsc w Senacie”.
Wypowiedź wywołała poruszenie również wśród kongresmenów Partii Republikańskiej, których część prywatnie miała próbować mediować między byłymi sojusznikami. Musk jednak zdecydował się eskalować konflikt, wracając do sprawy Jeffreya Epsteina – zmarłego w 2019 roku finansisty, oskarżonego o prowadzenie siatki handlu seksualnego i wykorzystywanie nieletnich. Twierdzi, że Trump znajduje się w tzw. „aktach Epsteina”, co jego zdaniem tłumaczy, dlaczego Biały Dom nie chce ich ujawnić w całości.
W podcaście Theo Vona „This Past Weekend” JD Vance nazwał krytykę Muska wobec Trumpa „ogromnym błędem”. – „Zawsze będę lojalny wobec prezydenta i mam nadzieję, że Elon w końcu powróci do grona. Może teraz nie jest to możliwe, bo stał się tak nuklearny. Ale mam nadzieję, że tak” – powiedział Vance, nazywając Muska „niesamowitym przedsiębiorcą”.
Musk, który przez lata był zwolennikiem konserwatywnych reform, wsparł finansowo kampanię Trumpa w 2024 r., przeznaczając na ten cel ok. 300 mln dol. Twierdził, że jego wkład pozwolił Partii Republikańskiej utrzymać większość w Izbie Reprezentantów i odzyskać większość w Senacie. Trump powierzył Muskowi kierowanie Departamentem Efektywności Rządowej, którego celem było ograniczenie zatrudnienia i wydatków rządowych.
Kresy.pl / lenta.ru































