Radio Wnet ujawniło założenia nieopublikowanej jeszcze strategii polityki gospodarczej rządu. Dokument zakłada faworyzowanie największych ośrodków miejskich, wsparcie dla Zielonego Ładu oraz napływ milionów imigrantów zarobkowych do 2035 roku. Krytycy ostrzegają przed marginalizacją mniejszych miejscowości.
Rząd pracuje nad dziesięcioletnim planem gospodarczym, którego założenia – jak informuje Radio Wnet – przewidują koncentrację inwestycji w największych miastach oraz celowe ograniczenie rozwoju mniejszych miejscowości. Dokument, określany jako „strategia nowej równowagi”, miał pozostać niejawny przynajmniej do zakończenia kampanii wyborczej.
Na antenie Radia Wnet projekt analizował Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej. W jego ocenie dokument przywraca koncepcję rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego, w ramach którego wzmacniane mają być wybrane ośrodki, kosztem reszty kraju. – „Mówiąc krótko, inwestujemy z grubsza rzecz biorąc w dawne miasta wojewódzkie i trochę powiatowych. (…) Natomiast rozwoju tam nie będzie” – ostrzegał Wróbel.
Strategia ma zakładać również znaczące wsparcie dla transformacji energetycznej, odnawialnych źródeł energii i założeń Zielonego Ładu, mimo że – jak zauważył Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – w kampanii prezydenckiej obaj kandydaci deklarują dystans wobec tej polityki. – „Widać, że ten dokument jest raczej bardzo optymistyczny, jeżeli chodzi o Zielony Ład, co też dziwi” – ocenił Roszkowski.
Zgodnie z zapisami, Polska miałaby do 2035 roku przyjąć 15 milionów imigrantów zarobkowych. Dokument sugeruje stworzenie warunków do ich osiedlania się, a także możliwość zróżnicowania cen energii w zależności od regionu.
Eksperci zauważają rozbieżności między treścią dokumentu a deklaracjami publicznymi polityków. Strategia może zatem stać się istotnym tematem debaty publicznej po zakończeniu wyborów.
Francuski dziennik Le Monde wskazuje, że szefowa KE Ursula von der Leyen świadomie wspiera Donalda Tuska w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w Polsce. Aby nie zaszkodzić kandydatowi KO, unika kwestii budzących kontrowersje.
Gazeta opisała w ubiegłotygodniowym artykule nieformalne porozumienie pomiędzy von der Leyen a Tuskiem, polegające na wspieraniu obecnego rządu przez Komisję Europejską – m.in. poprzez przymykanie oka na niektóre wypowiedzi premiera czy opóźnianie publikacji raportów niekorzystnych dla Polski. Jak czytamy, szefowa KE “wie, jak zrobić to, co konieczne, żeby w razie potrzeby pomóc obozowi ‘proeuropejskiemu'”.
Jednymi z tematów objętych swego rodzaju “zasłoną” mają być polityka migracyjna i unijny pakt migracyjny. Przewodnicząca KE nie reaguje na deklaracje ze strony Polski, że kraj ten nie zamierza wdrażać postanowień tego dokumentu.
“W miarę zbliżania się wyborów prezydenckich, von der Leyen stawała się coraz bardziej wyrozumiała w sprawie paktu migracyjnego. Podczas wspólnej konferencji prasowej w Gdańsku, nie zareagowała, gdy Donald Tusk zadeklarował, że nie wdroży unijnego paktu migracyjnego i azylowego, choć ta legislacja ma wejść w życie w 2026 roku i jest wiążąca. Wolała nie robić z tego afery, wiedząc, że po wyborach Tusk będzie przestrzegać przepisów” – pisze Le Monde.
Kolejnym przykładem jest kwestia Zielonego Ładu. Według dziennika, Tusk może pozwolić sobie na wypowiedzi, które w przypadku innych unijnych przywódców spotkałyby się z reakcją Komisji. Von der Leyen miała też zdecydować o przesunięciu publikacji raportu dotyczącego redukcji emisji CO₂ na czas po wyborach w Polsce, mimo że pierwotnie miał się on ukazać w pierwszym kwartale roku, a jego treść byłaby niekorzystna dla Polski.
Dziennik zauważa, że Komisja opóźnia działania w sprawach drażliwych z punktu widzenia polskiej opinii publicznej, takich jak regulacje dotyczące handlu z Ukrainą po 5 czerwca czy ratyfikacja umowy z krajami Mercosur. Ma to na celu uniknięcie potencjalnych napięć społecznych, szczególnie wśród polskich rolników, co mogłoby wpłynąć negatywnie na notowania Tuska.
Kresy.pl/Radio Wnet
































