Szefowie Stellantis i Renault ostrzegają, że w 2025 r. Chiny po raz pierwszy wyprodukują więcej samochodów niż Europa i USA. Za ten stan rzeczy ma odpowiadać polityka klimatyczna Unii Europejskiej, która przyczynia się do zapaści europejskiego rynku motoryzacyjnego.
W wywiadzie dla francuskiego dziennika „Le Figaro”, John Elkann i Luca de Meo, szefowie koncernów Stellantis i Renault, ostrzegli przed konsekwencjami unijnej polityki klimatycznej, domagając się radyklanego i szybkiego ułatwienia przepisów.
„Europejski rynek samochodowy znajduje się w recesji już od pięciu lat” – wyjaśnia John Elkann – „To jedyny duży rynek globalny, który nie powrócił do poziomu sprzed pandemii COVID-19” – dodał.
W zeszłym roku w Europie (w 27 państwach członkowskich UE, a także w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii) sprzedano 15 milionów pojazdów, w porównaniu do 18 milionów w 2019 roku – „I to nadal trwa” — zauważa prezes Renault, alarmując – „W obecnym tempie rynek może zmniejszyć się o ponad połowę w ciągu dekady. Musimy zacząć od nowa od popytu” – mówi Luca de Meo.
W połowie kwietnia na dorocznym walnym zgromadzeniu koncernu Stellantis prezes Elkann zaznaczył, że po raz pierwszy w historii chiński rynek samochodowy będzie większy niż amerykański i europejski razem wzięte.
– „Bezpośrednio cierpi producent, którego dwoma głównymi rynkami są Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Ale w rzeczywistości cierpi na tym cały zachodni przemysł motoryzacyjny” – oświadczył. Przyznał, że przyczyną kłopotów są amerykańskie cła, a z drugiej „oderwana od realiów rynku” presja na elektryfikację motoryzacji.
Podobną opinię wyraziła niedawno Hildegard Müller, prezes Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Motoryzacyjnego. W jej ocenie niemiecką gospodarkę osłabiają wysokie koszty energii, obciążenia podatkowe i biurokracja, które coraz bardziej odstraszają inwestorów. Jej zdaniem Niemcy, jako duży ośrodek przemysłowy, przestały być konkurencyjne na arenie międzynarodowej. Jak twierdzi, to nie Chiny ani Donald Trump zagrażają niemieckiemu przemysłowi motoryzacyjnemu, lecz polityka prowadzona przez samych Niemców.
Polityka klimatyczna UE
Na portalu kilkukrotnie opisywaliśmy unijne przepisy, które były wymierzone bezpośrednio w kierowców, przyczyniając się do wzrostu cen paliw i pojazdów.
25 marca 2024 r. minął czas a przedstawienie Brukseli harmonogramu wdrażania nowych opłat drogowych.
Zmiana tzw. dyrektywy o eurowiniecie z 2022 r. rozszerza zakres jej przepisów na wszystkie pojazdy ciężkie i lekkie. Oznacza to, że dokument nie będzie już dotyczył, jak dotąd, wyłącznie samochodów ciężarowych o masie powyżej 3,5 tony. Nowe przepisy wprowadzają także obowiązek stosowania opłat z tytułu kosztów zewnętrznych za zanieczyszczanie powietrza, odnoszących się do pojazdów ciężkich. Jednocześnie zniesiony zostanie obowiązek różnicowania opłat drogowych na podstawie normy Euro. Regulacje zakładają, że wysokość opłat będzie uzależniona od emisji CO2 przez pojazd.
Dodatkowo w Polsce w październiku 2024 r. pojawił się projekt ministerstwa infrastruktury, który dotyczy wprowadzenia dwóch nowych opłat drogowych, z czego jedna ma zależeć od emisji CO2 pojazdu, druga od klasy emisji Euro.
Warto zaznaczyć, że od 2025 r. średni limit emisji CO2 dla nowych samochodów w UE został obniżony do 81 g/km, co ma wymusić wzrost udziału pojazdów elektrycznych w sprzedaży. Przekroczenie limitu ma skutkować karami w wysokości 95 euro za każdy dodatkowy gram CO2 na kilometr, pomnożonym przez liczbę sprzedanych aut.
Siedem krajów Unii Europejskiej – Polska, Włochy, Austria, Bułgaria, Czechy, Rumunia i Słowacja – wspólnie apelują o odroczenie wprowadzenia nowych norm.
Kresy.pl/LeFigaro.fr/DoRzeczy.pl






























