Odpowiadając na pytanie o skutki nałożonego na import samochodów wysokiego cła, prezydent USA dał do zrozumienia, że nie przejmuje się jego skutkami.
Uwagi takie padły podczas rozmowy Donalda Trumpa z dziennikarzem telewizji NBC News pytającym o domniemane naciski na przedsiębiorców, by utrzymali oni dotychczasowe ceny samochodów. Prezydent USA zaprzeczył stanowczo, by wywierał takie naciski. “Nie, nigdy tego nie powiedziałem. Nie obchodzi mnie, czy podniosą ceny. Jeśli to zrobią, ludzie będą kupować samochody wyprodukowane w Ameryce. Mamy ich pod dostatkiem” – słowa Trumpa zacytował portal TVN24.
Stacja telewizyjna przytoczyła w tym kontekście w niedzielę wcześniejsze doniesienia “The Wall Street Journal” o tym, że prezydent USA zwracał się do miejscowych koncernów przemysłu motoryzacyjnego, grożąc im jeszcze wyższymi cłami, w sytuacji, gdyby zdecydowały się na podwyższenie cen sprzedawnych aut.
Tump naciskał na przedsiębiorstwa, by przenosiły produkcję do USA. Jednak ich szefowie wahają się, bo wymagałoby to od nich budowy linii produkcyjnych od podstaw w warunkach, gdy koszt siły roboczej w Stanach Zjednoczonych ciągle wydaje się im zbyt wysoki. W dodatku nie uważają polityki celnej Trumpa za stabilną, jak zrelacjonował, za CNN, TVN24.
Prezydent Donald Trump ogłosił w środę, że nakłada 25-procentowe cła na importowane samochody i części samochodowe. Cła zaczną obowiązywać w przyszłym tygodniu.
Wywołało to już negatywne reakcje u czołowego partnera handlowego USA – Kanady. Jej premier zapowiedział działania odwetowe, lecz jeszcze ich nie skonkretyzował.
Jeszcze w lutym Tump wprowadził cła na import stali i aluminium.
Od 4 marca wprowadzono również cła na szerszy import z Kanady i Meksyku oraz podwyższenie stawki celnej na importowane towary z Chin.
Już w czasie swojego inauguracyjnego przemówienia Trump ogłosił, że cła będą ważnym narzędziem jego polityki mającym za zadanie reindustrializować USA.
tvn24.pl/kresy.pl






























