Rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zareagowało na wypowiedź rumuńskiego polityka Călina Georgescu.
W czwartek 30 stycznia rumuńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych „zdecydowanie potwierdziło” swoje niezachwiane poparcie dla suwerenności, integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy w granicach uznanych przez społeczność międzynarodową.
„To stanowisko jest jasne i zakorzenione w prawie międzynarodowym, interesie narodowym i długotrwałej polityce zagranicznej opartej na wartościach” – podało rumuńskie MSZ na platformie X.
RO MFA strongly reiterates 🇷🇴 steadfast position in support of the sovereignty, teritorial integrity and independence of Ukraine within its internationally recognized borders. This position is clear and rooted in international law, national interest and a long lasting…
— Ministry of Foreign Affairs of Romania 🇷🇴 (@MAERomania) January 30, 2025
Călin Georgescu nazwał w środę Ukrainę „państwem fikcyjnym” i rościł sobie prawa do jej terytorium. Uważa, że po wojnie Ukraina zostanie podzielona między sąsiednie kraje. Giorgescu dodał, że dalszy los tych terytoriów zależeć będzie od tego, jak będą rozwijać się stosunki między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Federacją Rosyjską. Giorgescu dodał, że dalszy los tych terytoriów zależeć będzie od tego, jak będą rozwijać się stosunki między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Federacją Rosyjską.
“Świat się zmienia. Granice się zmienią. A co więcej, jeśli granice się zmienią, gdzie my jesteśmy? Mamy więc Północną Bukowinę, mamy Budzial, mamy Północny Maramuresz z byłego Zakarpacia, które pozostaje z Węgrami, Lwów, który pozostanie z Polakami i Małorosję” – powiedział Calin Georgescu.
“W stu procentach. W stu procentach tak będzie. Cóż, nie mają innej drogi. Droga do czegoś takiego jest nieunikniona. Ukraina to wymyślone państwo. Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka, to wymyślone państwo” – dodał Calin Georgescu.
Przypomnijmy, że 6 grudnia br. rumuński Sąd Konstytucyjny zadecydował o unieważnieniu pierwszej tury wyborów prezydenckich, podając jako powód podejrzenie ingerencji Rosji. Decyzja zapadła w momencie, gdy druga tura głosowania zaplanowana była na nadchodzącą niedzielę. W jej ramach miała rozstrzygnąć się walka między Călinem Georgescu, kandydatem prawicowym, a proeuropejską centrystką Eleną Lasconi, z małej partii Związku Zbawienia Rumunii (USR).
Jednak według snoop.ro, rumuńska agencja podatkowa ustaliła, że to liberałowie opłacili kampanię w mediach społecznościowych. Działali poprzez tzw. influenserów i promowanie odpowiedniego hasztagu. Jednak w rezultacie, beneficjentem ich działań okazał się być Georgescu. Dodajmy, że kandydat Partii Narodowo-Liberalnej, Nicolae Ciucă, zajął dopiero piąte miejsce. Partia ta należała do ustępującej koalicji rządowej.
Jak czytamy, Partia Narodowo-Liberalna opłaciła firmę zewnętrzną, Kensington Communication. To ona miała przeprowadzić kampanię w soc-mediach.
Firma wydała oświadczenie, w którym twierdzi, że „jeśli kampania została sklonowana lub przejęta na korzyść jednego lub drugiego kandydata, prosimy właściwe organy o weryfikację i podjęcie niezbędnych środków prawnych”. Firma utrzymuje też, że scenariusz, który wysłała do tzw. influenserów na rzecz kampanii został zmieniony.
Czytaj także: Rumuński Sąd Konstytucyjny unieważnił wybory. Georgescu mówi o „zamachu stanu” i „deptaniu demokracji”
Politico pisze, że anulowanie pierwszej tury wyborów prezydenckich doprowadziło do głębokiego kryzysu politycznego w Rumunii. Komisja Europejska wszczęła w związku z tą sytuacją formalne śledztwo w sprawie tego, jak TikTok zarządza ryzykiem ingerowania w proces wyborczy.
Kresy.pl






























