25-letni Igor S. zmarł 15 maja w czasie przesłuchania na wrocławskiej komendzie policji przy ulicy Trzemeskiej. Funkcjonariusze twierdzili, że po użyciu paralizatora.

Sekcja zwłok wykazała złamanie nosa i poważne stłuczenie oczodołu. W lokalnym środowisku informacja wzburzyła część młodzieży. Dziś o godzinie 18 pod komendą przy ul. Trzemeskiej doszło do spontanicznego zgromadzenia około 300 młodych ludzi twierdzących, że śmierć Igora S. to skutek oczywistego przekroczenia uprawnień przez pracujących tam policjantów. “Pojawiłam się tu, by bronić sprawiedliwości” – powiedziała telewizji Polsat News jedna z uczestniczek pikiety. Młodzi ludzie zapalili znicze oraz odpalili race. Przestawienie znicza przez jednego z funkcjonariuszy doprowadziło do wybuchu gniewu zgromadzonych. W stronę policjantów zaczęli rzucać kamienie i petardy. Według reportera Polsatu kilka osób jest rannych. Zabrały ich karetki pogotowia. Młodzież twierdzi, że już wczoraj ustawiono znicze pod komendą, ale jej pracownicy wyrzucili je, uznając to za zaśmiecanie.

Tymczasem kobieta będąca świadkiem zatrzymania Igora S. na wrocławskim Rynku (pracuje w kawiarni, nagrała zajście telefonem komórkowym), zaprzecza relacjom policjantów jakoby młody człowiek był agresywny. “Widziałam, że usiadł na ławce i wyciągał wszystko z kieszeni. I nagle, w pewnym momencie, kiedy się tylko odwróciłam, zobaczyłam go już tak naprawdę leżącego na glebie, przy nim było czterech policjantów, którzy go próbowali skuć” – twierdzi świadek – “chłopak krzyczał, błagał o pomoc”.

polsatnews.pl/kresy.pl

forma płatności