Lokalne władze wołyńskie chcą podtrzymywać pamięć o tragedii sprzed 70. lat, by ta sprawa łączyła a nie dzieliła Polaków i Ukraińców. W tym roku mija 70. lat od rzezi jakiej dokonały jednostki Ukraińskiej Powstańczej Armii na polskiej ludności Wołynia.

Ta sprawa nie jest łatwa do przyjęcia dla obecnych władz, ponieważ wielu przedstawicieli obecnej administracji jak choćby Borys Klimczuk przewodniczący Wołyńskiej Obwodowej Administracji Państwowej, ze wspomnień ojca wie jak wyglądało współżycie Polaków I Ukraińców przed wybuchem wojny. „Co wydarzyło się z tymi ludźmi – zastanawia się Borys Klimczuk – którzy do początku okupacji żyli w pokoju i przyjaźni, przynajmniej tu na Wołyniu były mieszane małżeństwa. Mój ojciec mi mówił, że kiedy Polacy świętowali Boże Narodzenie, my nie pracowaliśmy, czekaliśmy aż skończy się msza i szliśmy, by wspólnie z Polakami wypić jeden malutki kieliszek wódki. Tak samo kiedy nadchodziły prawosławne święta wszystko odbywało się tak samo. Nikt z Polaków nie myślał, żeby pracować” – mówi.
Jego zdaniem, znalezienie tego, kto pierwszy strzelił albo kto komu spalił pierwszy dom jest wręcz niemożliwe. Dlatego Borys Klimczuk zapewnia, że robi wszystko, by przede wszystkim pamiętać o wspólnych ofiarach tragedii. „Staramy się szanować i odnawiać pamięć tych ludzi którzy zginęli na Wołyniu nie nadając im żadnych kategorii oprócz niewinnie zamordowanych w czasie wojny” – dodaje.
Ale wśród lokalnych władz nie brak głosów z lekką nutą żalu z powodu zarzutów jakie Polacy stawiają Ukraińcom. Starosta Lubomla Aleksander Dziaduk wyjaśnia, że Polacy widzą sprawę zbrodni wołyńskiej zbyt jednoznacznie. Jego zdaniem, była to polityczna akcja i trudno zorientować się ile było tu walczących stron. „Mówi się – przypomina starosta – tylko o dwóch, a przecież byli: czerwoni partyzanci i polscy, czerwona armia i niemiecka, było tylu walczących że ludzie nie wiedzieli przed kim się chować, kogo się bać, a kogo się nie bać”- mówi. Zdaniem Aleksandra Dziaduka, Ukraińcy mogą tak samo oskarżać Polaków ale tego nie robią. A w Polsce – w jego opinii – jest tak, że na tragedii wołyńskiej politycy starają się zdobyć poparcie polityczne. Jednak, mimo rozgoryczenia, Aleksander Dziaduk wierzy, że można wspólnie stanąć nad tą bolesną sprawą.
Podobnie rozumie zbrodnię wołyńską Wołodymyr Kryżuk, wójt gminy Równe, na obszarze której znajdowały się spacyfikowane dwie polskie wsie Ostrówki i Wola Ostrowiecka, a obecnie jest tam polski cmentarz. „Teraz to jest miejsce pielgrzymek i jest to na prawdę miejsce pojednania. Kiedy tu przyjeżdżają sąsiedzi z Polski, to niejednokrotnie przychodzą miejscowi, wśród których jest wielu świadków tamtej historii, i nikt z naszych mieszkańców nigdy nie narzeka. Ludzie – zapewnia – jednym głosem mówią, że powinniśmy o tym pamiętać tylko po to, żeby nigdy takie rzeczy się nie powtórzyły”- podkreśla.
Zbrodnie na Wołyniu były dziełem Ukraińskiej Powstańczej Armii. Na rozkaz UPA i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przystąpiono do planowego i masowego terroru. Polskie wsie i dwory były palone i burzone, a ludność mordowana. Rzeź trwała w okresie od lutego 1943 do lutego 1944 roku. Kulminacja terroru przypadła na lipiec i sierpień 1943 roku. W odpowiedzi na ataki Polacy rozpoczęli akcję odwetową.
IAR/KRESY.PL



Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz