W sobotę 20 września w holenderskim Driel odbyły się doroczne uroczystości upamiętniające udział Polaków w operacji Market Garden. Podczas obchodów odsłonięto tablicę poświęconą 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej i jej dowódcy, gen. Stanisławowi Sosabowskiemu.

W sobotę 20 września w miejscowości Driel w Niderlandach odbyły się coroczne uroczystości poświęcone pamięci polskich żołnierzy, którzy wzięli udział w bitwie o Arnhem w ramach operacji Market Garden we wrześniu 1944 roku. Tegoroczne obchody miały wyjątkowy charakter, gdyż uzupełniono je o odsłonięcie tablicy upamiętniającej gen. Stanisława Sosabowskiego oraz dowodzoną przez niego 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową.

Na odsłoniętej płycie widnieje napis: „Oceny dokonane po zakończeniu kampanii [Market Garden] nie odzwierciedlały w pełni wyjątkowego poświęcenia tych, którzy z odwagą i determinacją, w ramach śmiałej operacji powietrznodesantowej, dążyli do wyzwolenia Królestwa Niderlandów”. Treść inskrypcji została przygotowana w trzech językach – polskim, angielskim oraz niderlandzkim, tak aby podkreślić międzynarodowy wymiar pamięci.

Uroczystości odbyły się przy pomniku operacji Market Garden oraz przy pomniku gen. Sosabowskiego i żołnierzy brygady, wzniesionym w 2006 roku z inicjatywy Cory Baltussen, mieszkanki Driel, a także dzięki zaangażowaniu brytyjskich weteranów i Polonii.

W wydarzeniu wzięło udział około 1500 osób, w tym krewni polskich żołnierzy biorących udział w walkach. Holenderski minister obrony Ruben Brekelmans podkreślił wagę polsko-holenderskich relacji: „Historia Driel łączy Polskę i Niderlandy na zawsze. Ta więź jest dziś ważniejsza niż kiedykolwiek. Holenderscy patrioci i F-35, wspólnie z Polakami, strzegą teraz wschodniej flanki NATO”.

Polską delegację reprezentował Stanisław Wziątek, natomiast stronę brytyjską minister stanu ds. obrony Vernon Coaker.

Podczas ceremonii 6. Brygada Powietrznodesantowa im. gen. Stanisława Sosabowskiego, kontynuująca tradycje 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, została udekorowana barwami Orderu Wojskowego Wilhelma – najwyższego odznaczenia wojskowego w Holandii.

Klaas Meijer, rzecznik Ministerstwa Obrony Niderlandów, określił uroczystość mianem „historycznego momentu”. „Brytyjski minister stanu ds. obrony, lord Vernon Coaker, odsłonił w Driel tablicę, która wreszcie upamiętnia niezwykły wkład polskiej Brygady Spadochronowej w bitwie o Arnhem. W końcu” – napisał w mediach społecznościowych.

17 września 1944 roku alianci rozpoczęli operację Market Garden – jedną z największych akcji powietrznodesantowych II wojny światowej, upamiętnioną później w filmie „O jeden most za daleko”. Brała w niej udział polska 1. Dywizja Powietrznodesantowa gen. Stanisława Sosabowskiego.

Do uderzenia z powietrza wyznaczono trzy dywizje: amerykańskie 101. i 82. oraz brytyjską 1. Dywizję Powietrznodesantową. Tę ostatnią wzmocniła polska 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego. Zadania wyglądały prosto: Amerykanie mieli opanować mosty w okolicach Eindhoven, Grave i Nijmegen, a Brytyjczycy z Polakami – kluczowy most w Arnhem nad Dolnym Renem.

Plan miał jednak wady. Miejsca zrzutu wyznaczono daleko od mostów, zrzuty rozłożono na kilka dni i zaplanowano na biały dzień, co odbierało efekt zaskoczenia. Zlekceważono także informacje, że w rejonie Arnhem odpoczywają po walkach dwie dywizje pancerne SS. Dodatkowo 30 Korpus w ramach operacji „Garden” miał nacierać jedną wąską drogą – każdy zator natychmiast opóźniał marsz.

17 września 1944 roku pierwsze samoloty dotarły do Holandii. Amerykanie zdobyli część przepraw. Brytyjczykom udało się małym oddziałem zająć północny przyczółek mostu w Arnhem, ale reszta dywizji utknęła w walkach po drodze. Złe warunki pogodowe spowalniały kolejne zrzuty, a zaopatrzenie często lądowało w rękach Niemców. 30 Korpus z kolei posuwał się za wolno – m.in. dlatego, że Niemcy wysadzali mosty i co chwilę przecinali „korytarz” natarcia.

Polska brygada Sosabowskiego przez dwa dni nie mogła dołączyć do operacji z powodu mgły. W końcu 21 września wylądowała pod Driel, na lewym brzegu Renu, pod niemieckim ostrzałem i bez sprzętu do przeprawy. Mimo to polskie patrole w nocy przeprawiały się w pontonach na drugi brzeg, by wzmocnić okrążonych Brytyjczyków w Oosterbeek. Kolejnej nocy przeszło tam około 200 polskich żołnierzy. Główne siły brygady trzymały pozycje od południa, odpierając kontrataki i osłaniając przeprawy. Straty były wysokie, wyniosły ok. 400 polskich żołnierzy, z czego ok. 100 poległo.

Sytuacja pod Arnhem szybko się pogarszała. 1. Dywizja Powietrznodesantowa broniła się na małym skrawku terenu, brakowało amunicji i łączności. 25/26 września dowództwo zarządziło ewakuację ocalałych na lewy brzeg. Osłaniały ją m.in. oddziały polskie. Operacja nie osiągnęła celu: mostu w Arnhem nie utrzymano, a szybkie wejście aliantów do Niemiec nie doszło do skutku.

Dlaczego się nie udało? Złożyło się na to kilka czynników: zbyt ambitny plan, niedoszacowanie sił niemieckich, jedna wąska droga natarcia, pogoda blokująca zrzuty i wsparcie z powietrza, wreszcie słaba łączność na terenie zabudowanym. Po wojnie część brytyjskich polityków i wojskowych próbowała zrzucić winę na gen. Sosabowskiego – od początku krytycznego wobec założeń operacji, ale mimo to lojalnie w niej walczącego. Według Brytyjczyków Sosabowski kwestionował rozkazy i oszczędzał podwładnych. – Były to zarzuty całkowicie nieprawdziwe – powiedział Polsce Zbrojnej dr hab. Karol Polejowski z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. – Owszem, Sosabowski miał ogromne zastrzeżenia do planów operacji, co zresztą wyrażał w sposób bezpardonowy, ale lojalnie z aliantami współpracował. Brytyjczycy uczynili go kozłem ofiarnym.

Kresy.pl/polanddaily24

Tagi: , ,
forma płatności