Senat zaakceptował nowelizację prawa geologicznego. Spóźnione prawo ma przyspieszyć eksploatację polskich złóż gazu łupkowego.
Chodzi o przyspieszenie wydawania koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego i zabezpieczenie interesów państwa. Nowela przewiduje, że badania geofizyczne będzie można prowadzić tylko na podstawie jednej koncesji poszukiwawczo-rozpoznawczo-wydobywczej. Zgodnie z uchwalonymi przepisami wprowadzone zostaną przetargi na udzielanie koncesji. Nowe regulacje przewidują też m.in. konieczność składania przez koncesjonariuszy zabezpieczeń na wypadek, gdyby nie podjęli przewidzianych koncesją prac, blokując w ten sposób dostęp innym chętnym do danych złóż. Główne procedury środowiskowe – długie i skomplikowane – przesunięto z początku prac na ostatnią fazę przed rozpoczęciem wydobycia. Rząd zaręcza, że projekt zapewnia zachowanie praw nabytych inwestorów, a koncesje, które zostaną udzielone przed wejściem w życie ustawy, zachowają swoją ważność.
PiS popiera zmiany, ale uważa je za mocno spóźnione i niewystarczające. Pojawiają się także pytania o odpowiedzialność za dotychczasowe zaniechania i brak wiarygodnych szacunków na temat ilości i jakości polskich złóż gazu łupkowego. – Polskie łupki to historia zmarnowanych szans. Donald Tusk zapowiadał, że Polska będzie drugim Kuwejtem, ale minęły prawie dwie kadencje. Dlaczego to zostało tak spaprane i kto ponosi za to odpowiedzialność, choć jest to taka wielka szansa dla naszego biednego państwa? – pytał senator Bogdan Pęk (PiS) podczas debaty nad nowelizacją prawa geologicznego. Kierując swoje słowa do przedstawicieli rządu podkreślał, że jest to ostatnia ekonomiczna szansa dla naszej gospodarki i zadłużonego państwa. Apelował również o rychłe uruchomienie wydobycia paliwa z łupków. Chociaż do 6 stycznia br. wykonano w Polsce 52 odwierty, to na razie nie wydano jeszcze koncesji na ich eksploatację. Obecnie zainteresowanych jest nią 21 grup kapitałowych i 3 podmioty z udziałem Skarbu Państwa.
Senacka Komisja Gospodarki Narodowej wprowadziła do ustawy kilka poprawek. Chodzi o to, by w postępowaniu kwalifikacyjnym ustalano, czy podmiot zamierzający ubiegać się o koncesję na poszukiwanie złóż oraz ich wydobywanie znajduje się pod kontrolą korporacyjną państwa trzeciego lub jeżeli zamierza ubiegać się o koncesję samodzielnie albo wspólnie z innymi podmiotami, to czy działa w branży co najmniej od trzech lat i ma doświadczenie. Wcześniej okazywało się, że firmy, które uzyskały możliwość robienia odwiertów, nie posiadały do tego odpowiedniego kapitału, a nawet możliwości technologicznych. Senator Jan Michalski (PO) tłumaczył, że chodzi o to, aby zabezpieczyć interesy bezpieczeństwa państwa.
Senator Bogdan Pęk pytał m.in. o informacje dotyczące tego, jakie straty poniosło państwo polskie przez błędnie wydawane koncesje, i przypomniał raport NIK w tej sprawie, w którym poddano ostrej krytyce dotąd obowiązujące procedury. Izba miała również zastrzeżenia do sposobu udzielania koncesji przez zablokowanie niektórym firmom dostępu do nich. W innych przypadkach nie uwzględniano natomiast ograniczonych możliwości technicznych i ekonomicznych firm poszukiwawczych, które nie były w stanie wykonywać wszystkich koniecznych odwiertów.
Poważnym zarzutem Izby był też brak wiarygodnego oszacowania zasobności krajowych złóż gazu łupkowego. Senator Pęk przypomniał, że podczas jednego z posiedzeń senackiej Komisji Środowiska przedstawiano materiały, według których ilość gazu zawartego w skale jest cztery razy wyższa niż w złożach amerykańskich. Jednak eksperci twierdzili, że są to skały zawierające taką samą ilość gazu jak w złożach amerykańskich. – To ktoś oszukuje albo nie potrafi wiarygodnie oszacować, a może ktoś chce doprowadzić do sytuacji, że w Polsce ma nie być szans na wydobycie gazu – zastanawiał się Bogdan Pęk.
Podobnie jak w Sejmie, także w Senacie PO nie zgodziła się na wpisanie do ustawy zapisu o powołaniu do życia Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych. Poseł Piotr Naimski (PiS) przekonuje, że ta poprawka jest konieczna, gdyż daje państwu narzędzie do kontroli tego, co się dzieje na terenie badanych złóż. Zdaniem PiS, wysokość zabezpieczenia w przetargu powinna być nie mniejsza niż równowartość 20 proc. wartości robót geologicznych. Rząd jednak chce, by wadium wpłacane przez inwestora wahało się w granicach między 0 a 20 proc. wartości, ale to otworzy pole do nadużyć i korupcji.
Maciej Walaszczyk




























