Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Amerykańskie siły przeprowadziły siódmą serię nalotów na cele w Iranie – poinformowało Dowództwo Centralne USA. Według mediów Iran odpowiedział ostrzałem rakietowym wymierzonym m.in. w państwa Zatoki Perskiej. (więcej…)
Kolejne firmy rezygnują z rządowego pilotażu skróconego czasu pracy, ponieważ nie są w stanie spełnić jego warunków. Problemem okazuje się zarówno utrzymanie zatrudnienia na wymaganym poziomie, jak i ograniczenie czasu pracy o 20 proc. Do tej pory z programu wycofały się cztery prywatne podmioty.
Po sześciu miesiącach realizacji rządowego pilotażu skróconego czasu pracy w programie uczestniczy ponad 5 tys. pracowników zatrudnionych w 80 podmiotach publicznych i prywatnych. Cztery firmy zrezygnowały jednak z przedsięwzięcia, ponieważ nie były w stanie spełnić wymogów dotyczących ograniczenia czasu pracy lub utrzymania zatrudnienia.
Program „Skrócony czas pracy – to się dzieje” prowadzi Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jego budżet wynosi do 50 mln zł, z czego ponad 37 mln zł ma trafić do samorządów i podległych im jednostek.
Europejski komisarz do spraw obrony i przestrzeni kosmicznej Andrius Kubilius przyznał, że dymisja ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fedorowa była dla przedstawicieli Unii Europejskiej zaskoczeniem. Podkreślił jednocześnie, że zawarte z Ukrainą porozumienia dotyczące finansowania obronności i produkcji uzbrojenia powinny pozostać w mocy.
Kubilius zapytany, czy wcześniej docierały do niego informacje o możliwym odejściu Fedorowa, przyznał, że unijni przedstawiciele nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń. „To było dla nas spore zaskoczenie” – powiedział unijny komisarz.
Podczas podróży z Warszawy do Chełma Kubilius otrzymał również wiadomość, że premier Julia Swyrydenko została 14 lipca odwołana ze stanowiska. Ocenił, że zmiany personalne mogą być czasami potrzebne, a kandydat na nowego szefa rządu może mieć odpowiednie kwalifikacje.
Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą ofiary ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej. (więcej…)
Kościół katolicki 18 lipca wspomina św. Szymona z Lipnicy – bernardyna, kaznodzieję i jednego z najważniejszych przedstawicieli XV-wiecznego „szczęśliwego wieku Krakowa”, określanego łacińskim mianem „Felix saeculum Cracoviae”.
Szymon urodził się około 1438 roku w Lipnicy, dzisiejszej Lipnicy Murowanej, w rodzinie Grzegorza i Anny. Jego ojciec był piekarzem. Po ukończeniu miejscowej szkoły parafialnej młody Szymon udał się do Krakowa, gdzie w 1454 roku rozpoczął naukę na Wydziale Sztuk Wyzwolonych Akademii Krakowskiej. Wpisowe wynoszące zaledwie jeden grosz wskazuje, że pochodził z niezamożnej rodziny. Trzy lata później uzyskał stopień bakałarza.
Zamiast kontynuować karierę uniwersytecką, wstąpił do niedawno utworzonego klasztoru Braci Mniejszych Obserwantów pod Wawelem. W Polsce zakonników tych nazywano bernardynami – od wezwania ich krakowskiego kościoła św. Bernardyna ze Sieny. Na decyzję Szymona wpłynęła działalność św. Jana Kapistrana, którego płomienne kazania wywołały w Krakowie wielkie poruszenie religijne i przyciągnęły do zakonu licznych studentów oraz absolwentów Akademii Krakowskiej.
Amerykański wiceprezydent mówił o dobrze finansowanej izraelskiej kampanii wpływu wymierzonej w negocjacje z Teheranem i w niego osobiście. Oceniał, że działania te wpływają na decyzje polityczne w USA i mają służyć przedłużaniu wojny.
W środę, podczas trwającego niemal trzy godziny wywiadu dla amerykańskiego podcastera Joe Rogana, wiceprezydent USA J.D. Vance oskarżył część członków izraelskiego rządu o próbę storpedowania porozumienia Stanów Zjednoczonych z Iranem.
„Wiem bez cienia wątpliwości, że w rządzie Izraela są ludzie, którzy próbują odwieść nas od tej polityki, ponieważ chcą kontynuować kampanię militarną” — powiedział wiceprezydent USA.
Ślązakowcy korzystają z błędów, jakie Państwo Polskie popełniało i popełnia w stosunku do Śląska.
Z jednej strony mamy opcje postudecką, reprezentowaną przez PO, która wspiera nawet najbardziej antypolski, ślązakowski separatyzm. Źródłem takiego zachowania jest z zarówno typowa dla tego środowiska chęć rozbicia polskiej tożsamości narodowej, jak i chęć wyciągnięcia doraźnych korzyści politycznych ze współpracy z RAŚ.
Z drugiej strony mamy tendencje postkomunistyczne, czy „hurrapatriotyczne”, które chciałyby widzieć Śląsk, jako pozbawiony regionalnej tożsamości obszar, w scentralizowanym państwie. Ten pogląd z kolei nie chce zauważyć specyfiki Śląska, poza prostym folklorem, „ślunska godkom” i etosem kopalnianym. Wszystko inne jest traktowane, jako „zakamuflowana opcja niemiecka”.
Oba te stanowiska, dają ślązakowcom paliwa do działania, oba są błędne i dla Polski szkodliwe. Dlatego mówienie o trzeciej drodze ma sens. Pytanie tylko na czym miałaby ona polegać, bo na dzień dzisiejszy nie widzę żadnego spójnego programu, który z jednej strony wyraźnie przeciwstawiałby się tendencjom separatystycznym, z drugiej dawał alternatywę budowy ślaskiej tożsamości w ramach szerokiego nurtu polskości.
Należy cieszyć się, ze Redakcja Kresów.pl ten temat podejmuje i oczekiwałbym jakiejś szerszej i merytorycznej dyskusji w tej sprawie.
Na Śląsku sa wyłacznie Polacy i Niemcy. Nie ma niczego takiego jak mniejszość śląska, bo Ślązacy są Polakami, to nie jest jakaś inna narodowość. To co ktoś nazywa ślązakowcami, to są po prostu Niemcy.
Sprawa bynajmniej nie jest tak jednoznaczna. Na Śląsku jest wbrew temu co próbowały zaklinać władze warszawskie istnieje populacja autochtonów, którzy nie identyfikują się jednoznacznie, ani z niemieckością, ani polskością. Owszem trudno dzisiaj mówić o wykrystalizowanej śląskiej mniejszości, w rozumieniu narodu. Natomiast istnieje na Śląsku regionalna odrębność, podsycana błędami władz polskich. Ślązakowcy, idąc w ślady lietuvisów z Auszry na gruncie tej śląskiej odrębności budują antypolski separatyzm.
Mieszkam na Śląsku i jestem Ślązakiem. Tutaj się urodziłem, kończyłem szkoły i pracowałem przez całe życie. Nie wierz w żadną mniejszość śląską, w żadnych autochtonów, którzy rzekomo nie identyfikują się ani z Niemcami, ani z Polakami. To są głodne kawałki, które opowiada mniejszośc niemiecka. Niemcy robią tu dywersję, wspomagani przez GW. Są oczywiście autochtoni, ale oni albo optują za Niemcami, albo za Polakami. Nie ma takich, którzy by twierdzili, że nie są ani jednymi, ani drugimi. Ponieważ w latach 60-70 na Śląsk przyjechało mnóstwo ludzi z całej Polski, to mniejszość niemiecka na Śląsku jest znikoma. Natomiast są pewne skupiska Niemców w woj. opolskim, ale oni przynajmniej nie udają Ślązaków.
Nie wierz w żadną mniejszość śląską….
To nie jest kwestia wiary. Według spisu z 2002 roku 173 tys. osób zadeklarowało tożsamość śląską, w spisie z 2011 takich deklaracji było już 847 tys. Przy czym w powiatach mikołowskim i rybnickim było to ponad 40% ich populacji.
„Nie ma takich, którzy by twierdzili, że nie są ani jednymi, ani drugimi…”
Nieprawda, W 2011 roku jako JEDYNĄ narodowość śląską zadeklarowało 376 tys. Inni z tych 847 tys. deklarowali podwójną tożsamość w większości polską.
„skupiska Niemców w woj. opolskim,j nie udają Ślązaków”
Zapewne. Ale to nie jest tak, że w śląskim deklarują się jako Ślązacy, a w opolskim jako Niemcy. Bo na Opolszczyźnie są powiaty (strzelecki, krapkowiciki, opolski), gdzie ponad 20% osób deklarowało „śląskość”.
Owszem, można powiedzieć, że to tylko statystyka, rodzaj jakiegoś koniunkturalizmu. Ale zjawisko narasta. Jak nie spróbujemy go bardziej przeanalizować, jak wszystko zrzucimy na „robotę niemiecką”, to możemy się w kolejnym spisie jeszcze bardziej zdziwić. Tym bardziej, ze to nie urzędnik, czy dziennikarz decyduje o poczuciu narodowym.