Warszawska inwestycja Bliska Wola Tower, nazywana „Hongkongiem Warszawy”, stała się przedmiotem sporu między deweloperem a stołecznym ratuszem. Konflikt obejmuje 1,5 tys. lokali, w tym 157 mikrokawalerek zbudowanych na podstawie pozwolenia dla hotelu, a sprzedanych jako lokale inwestycyjne. Miasto odmawia uznania samodzielności części lokali, co uniemożliwia mieszkańcom uzyskanie praw własności, mimo ponoszenia przez nich wszystkich kosztów.

W Warszawie trwa spór dotyczący inwestycji Bliska Wola Tower, potocznie nazywanej „Hongkongiem Warszawy”. Inwestorem jest firma J.W. Construction, a konfliktem objęci są władze miasta, deweloper oraz nabywcy ponad 1,5 tys. lokali. Problemy rozpoczęły się po zakończeniu budowy w 2022 r., gdy okazało się, że część lokali, sprzedanych jako inwestycyjne, powstała formalnie na podstawie pozwolenia dla hotelu.

W skład Bliska Wola Tower wchodzą trzy wieże o wysokości do 92 metrów, zlokalizowane na skrzyżowaniu ulic Kasprzaka i Prymasa Tysiąclecia. Deweloper przez 15 lat realizował inwestycję na warszawskiej Woli, rozbudowując osiedle o setki mieszkań. W budynku znajduje się ponad 1,5 tys. lokali, w tym 157 tzw. mikrokawalerek o powierzchni od 18 m kw., określonych w dokumentacji jako „lokale hotelowe”. Ich nabywcy – jak podkreślają w liście do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego – „są zakładnikami tego sporu” i nie mogą sfinalizować umów notarialnych.

Miejski ratusz piąty raz odmówił wydania zaświadczeń o samodzielności poszczególnych lokali inwestycyjnych, tłumacząc, że takie lokale formalnie stanowią część hotelu i nie spełniają funkcji samodzielnego mieszkania. Jak czytamy w urzędowym piśmie, „tak, jak nie można w lokalu mieszkalnym jako samodzielnych lokali wydzielić jego poszczególnych pomieszczeń, (…) tak samo z hotelami: jednostka hotelowa, mimo że wydzielona trwałymi przegrodami, nie może stanowić samodzielnego lokalu”. Decyzje ratusza były dotąd uchylane przez SKO i sądy administracyjne, lecz urzędnicy powtarzają swoje stanowisko, podkreślając, że sądy nie nakazały wydania zaświadczeń, a jedynie ponowne rozpatrzenie sprawy.

Zarząd J.W. Construction argumentuje, że ratusz narusza reguły demokratycznego państwa prawa i alarmuje o „zamachu na praworządność”. Spółka skierowała sprawę do prokuratora generalnego oraz wystąpiła o postępowanie dyscyplinarne wobec urzędników. W komunikacji skierowanej do klientów oraz w mediach firma podkreśla, że nie ma podstaw, by zakładać, że właściciele „lokali hotelowych” będą tam mieszkać.

Ratusz odpiera te zarzuty, zaznaczając, że deweloper miał możliwość podpisania aktów notarialnych dotyczących całości hotelowej, jednak zdecydował się sprzedawać osobno 157 mikrokawalerek. Urzędnicy wskazują również na szerszy kontekst tzw. patodeweloperki, w ramach której formalnie powstają budynki o przeznaczeniu hotelowym, faktycznie wykorzystywane jako lokale mieszkalne o zaniżonym standardzie i powierzchni poniżej 25 m kw.

Nabywcy lokali w Bliska Wola Tower podkreślają w liście otwartym do władz Warszawy, że nie mogą podpisać aktów notarialnych, nie mają prawa własności lokalu, a ponoszą wszelkie koszty utrzymania i spłacają kredyty. „Całokształt tej sytuacji rzutuje także na wysokość zaciągniętych kredytów, powoduje konieczność spłaty podwyższonych rat, żądanie przez banki ubezpieczeń pomostowych i dodatkowych ubezpieczeń, a także na stabilność życia i dobrostan mieszkańców oraz brak możliwości rozporządzania prawem własności lokalu” – czytamy w liście.

Ratusz utrzymuje, że odmowa wydania zaświadczeń o samodzielności to także ochrona inwestora hotelu, gdyż podział lokali mógłby doprowadzić do zmiany funkcji budynku, utraty statusu hotelu i naruszenia przepisów budowlanych oraz o usługach hotelarskich. W urzędowym piśmie pojawia się argument, że przekształcenie „jednostek hotelowych” w odrębne mieszkania mogłoby skutkować powstaniem lokali niespełniających wymagań sanitarnych i technicznych, z niewystarczającą wentylacją, brakiem nasłonecznienia czy odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych.

Konflikt dotyka także kwestii infrastruktury osiedla. Ratusz zauważa, że proporcja miejsc parkingowych dla budynków mieszkalnych i hotelowych jest znacząco inna, co w przypadku „Hongkongu Warszawy” przekłada się na deficyt parkingów i przeciążenie okolicznych ulic. „W tego typu sprawach konieczne jest zajęcie stanowiska, które nie będzie prowadzić do utrwalenia skutków praktyk, które słusznie uzyskały miano patodeweloperskich oraz do utraty zaufania obywateli do instytucji państwa prawa” – podkreśla w piśmie Olga Szewczyk, przedstawicielka urzędu miasta.

Mieszkańcy podsumowują w liście, że jeśli stanowisko dewelopera i ratusza się nie zmieni, pozostaje im jedynie droga sądowa. Wskazują jednak, że opłata sądowa w wysokości 5 proc. wartości każdego lokalu stanowi zbyt duże obciążenie finansowe.

Warto zobaczyć: Deweloperzy obchodzą przepisy i budują co chcą

Przeczytaj również: Inwestycja w Nowej Hucie trwa mimo zakazu. Mieszkańcy protestują

Może Cię zainteresować: Nowe ograniczenia dla posiadaczy balkonów: obowiązkowe ubezpieczenie OC i normy obciążenia balustrad

Kresy.pl/wyborcza.pl
Tagi: , , , ,
forma płatności