Według wiceszefa MSZ Marcina Przydacza, Ukraina mogłaby oficjalnie zostać kandydatem do UE „w zasadzie jutro”, ale to kwestia decyzji politycznej po stronie unijnej. Przyznał, że na razie nie ma na to zgody Niemiec i Francji, „ale będziemy ich przekonywać”.

W czwartek rano, w wywiadzie dla RMF FM, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz został zapytany, kiedy Ukraina mogłaby zostać oficjalnie zaproszona do Unii Europejskiej.

– Kandydatem do Unii Europejskiej mogłaby zostać w zasadzie jutro, pojutrze, w przyszłym tygodniu. To jest kwestia decyzji politycznej po stronie Unii Europejskiej – odparł Przydacz, przypominając, że Ukraina formalnie taki wniosek niedawno złożyła. Zdaniem wiceministra, państwa członkowskie zasadniczo mogą podjąć decyzję w każdej chwili.

 

– Polska za tym optuje. Pan prezydent i pan premier wykonali szereg działań, by przekonać swoich kolegów z Europy. Dziesięć państw w tym momencie popiera tę inicjatywę. Mamy nadzieję, że także i nasi zachodni partnerzy – powiedział wiceszef MSZ.

Czytaj także: W Kijowie rozczarowani rezolucją PE w sprawie Ukrainy

Dopytywany, „czy Niemcy i Francja tak naprawdę są za tym, by Ukraina szybko weszła do Unii Europejskiej”, a przynajmniej została przyjęta w poczet kandydatów, Przydacz odpowiedział:

Na tym etapie ja nie mam takiej informacji, aby Berlin i Paryż godziły się na ten status, w tym momencie. Ale będziemy ich przekonywać, będziemy pracować. Mam nadzieję, że rzeczywiście Ukraina swoimi działaniami przekonuje, że walczy o wartości europejskie, ale nie w dyskusji, tylko rzeczywiście walczy o wartości realne europejskie, tam na froncie, w bunkrach, na wschodniej Ukrainie.

Komentując dotychczasowe negocjacje ukraińsko-rosyjskiej, wiceminister powiedział, że pierwsza runda rozmów nie przyniosła zasadniczego przełomu, a według informacji strony polskiej, „w zasadzie było to tylko spotkanie rozpoznawcze”.

– Mamy nadzieję, że ta druga runda przyniesie przynajmniej wstrzymanie ognia, przynajmniej zatrzymanie tych działań zbrojnych, które prowadzi Rosja. Jest jasnym w tym momencie, że Ukraina będzie bronić swojego terytorium – powiedział Przydacz. Jego zdaniem, pierwotny plan Rosji zakładający m.in. szybkie szybkie zdobycie Kijowa „poniósł fiasko” i „strona rosyjska powinna wyciągnąć z tego wnioski”.

-Nigdy nie należy porzucać nadziei. Zawsze rozmowy są lepsze niż działania zbrojne, niż  sytuacja, w której niewinni ludzie, niewinni cywile ponoszą śmierć – bo tak właśnie jest dzisiaj na Ukrainie – powiedział wiceszef MSZ, zwracając uwagę m.in. na bombardowanie miast przez Rosję.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

– To pytanie do władz ukraińskich, jakie warunki miałyby zostać spełnione. Podobnie i do strony rosyjskiej. Ale przestrzeń do dyplomacji powinna być zawsze, choć trzeba mieć świadomość, że Ukraińcy na pewno nie poddadzą się, nie zaakceptują tych miejscami absurdalnych oczekiwań, bo słyszymy także czasami je publicznie – że Ukraina ma się zdemilitaryzować, poddać, że Ukraina ma zaakceptować rosyjską dominację. Trudno, żeby Kijów na coś takiego przystał – uważa wiceminister spraw zagranicznych.

Przeczytaj: Prezydent: Polska nie zamierza brać udziału w wojnie

Rmf24.pl / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz