Prezydent Duda prezentuje dziwne podejście względem Ukrainy i Ukraińców. Wręcz na siłę im się narzuca, a oni się z tego śmieją. To kontynuowanie polityki prowadzonej przez poprzednie rządy – mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl prof. Czesław Partacz. Jego zdaniem, Ukraińcy nie mają żadnego prawa do krytykowania noweli ustawy o IPN, która jego zdaniem nie jest jednak zbyt precyzyjna.

W rozmowie z portalem Kresy.pl prof. Czesław Partacz, historyk, znawca stosunków polsko-ukraińskich i autor monografii nt. ludobójstwa OUN-UPA mówi, że jest zaszokowany postępowaniem prezydenta Andrzeja Dudy w sprawach ukraińskich. – Minęło już tyle czasu, a nic mi nie wiadomo, by pan prezydent Duda złożył jakikolwiek wieniec kwiatów na grobach Polaków pomordowanych przez banderowców, choć już kilka razy był na Ukrainie – mówi profesor. Jego zdaniem, Duda prezentuje „dziwne podejście” względem Ukrainy i Ukraińców. – Wręcz na siłę im się narzuca, a oni się z tego śmieją. To kontynuowanie polityki prowadzonej przez poprzednie rządy.

Przekaż swój 1% na Kresy.pl

Fundacja Kompania Kresowa KRS 0000350493
Przeakż 1% podatku

Prezydent Andrzej Duda zaskarżając w czwartek do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o IPN skoncentrował się m.in. na zapisach, które umożliwiają penalizację kłamstwa wołyńskiego i propagowania banderyzmu w Polsce. Jego wątpliwości wzbudziły sformułowania „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia”, które uznał za niedookreślone. Wcześniej te same zapisy krytykowała strona ukraińska.

Czytaj więcej: Duda zaskarżył do TK zapisy ustawy o IPN dotyczące ukraińskich nacjonalistów i Małopolski Wschodniej

Historyk powiedział, że Kresowianie, którzy głosowali na Dudę, są bardzo zawiedzeni jego stanowiskiem w sprawach ukraińskich i jego brakiem precyzji w działaniu. Jego zdaniem można było spodziewać się skierowania ustawy o IPN do TK. Profesor zaznacza przy tym, że nie jest ona bardzo precyzyjna. Przypomniał, że od lat w środowisku kresowian zastanawiano się nad założeniem sprawy sądowej ws. uznania OUN-UPA za organizację przestępczą, ale ostatecznie do tego nie doszło.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

– W końcu, najwyższy czas, że ta ustawa, która w pierwotnej wersji była poświęcona tylko penalizacji banderyzmu, a dopiero później dodano ten człon, na który oburzył się Izrael, powstała – powiedział prof. Partacz. Jednocześnie, wyraził zdziwienie, że sformułowanie „Małopolska Wschodnia” zostało przez prezydenta zakwestionowane.

– W Polsce jest ono dziś używane m.in. przez określone grupy osób związane z PO. Natomiast Ukraińcy używają wyłącznie formy Zachodnia Ukraina. Jest to nazwa geograficzna wymyślona przez Komintern, czyli międzynarodówkę komunistyczną, którą przejęli później ukraińscy nacjonaliści. Oni mają do nas pretensje, że my zajmujemy się Banderą, a przecież to jest teren Ukrainy i czego my w ogóle od nich chcemy – mówi historyk.

– W swoich publikacjach staram się podkreślać, że pierwsza umowa graniczna między PKWN a ZSRR została zawarta 27 lipca 1944 roku i na tej podstawie zabrano nam te ziemie. Ostatecznie, umowę graniczną podpisano 16 sierpnia 1945 roku. Do tego czasu, ziemie Małopolski Wschodniej, czyli województwa lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie, a także województwa wołyńskie i poleskie, były częścią Rzeczypospolitej Polskiej. Działający tam nacjonaliści ukraińscy byli okupantami części państwa polskiego – podkreśla prof. Partacz. – Oni tego w ogóle nie przyjmują do wiadomości. Dla nich Stepan Bandera stworzył państwo ukraińskie, co jest bzdurą.

– W kręgu pana prezydenta, wywodzącego się z Krakowa, popularne jest mówienie o tych ziemiach jako o Galicji, która – przypominam – skończyła się z chwilą decyzji Rady Ambasadorów przyznających ziemie Galicji Wschodniej Polsce. Od tego czasu używa się nazwy Małopolska Wschodnia. Owszem, ono jest zbyt wąskie, można było napisać Kresy Południowo-Wschodnie, co wówczas byłoby bardziej precyzyjne, a nawet rozciągliwe. W końcu do zbrodni dochodziło również na Lubelszczyźnie i na terenie późniejszego województwa rzeszowskiego.

Profesor podkreśla, że „oburzenie instytucji ukraińskich i nacjonalistów ukraińskich, że ta ustawa zrównuje zbrodnie OUN-UPA ze zbrodniami nazistowskimi i komunistycznymi jest całkowicie bezzasadne”. – Od wielu lat staram się udowodnić, że nazizm był tylko jeden, tak jak faszyzm był tylko włoski. Narodowy socjalizm, partia hitlerowska NSDAP, powstał na bazie socjalizmu – podobnie jak partia bolszewicka, a także Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). To były trzy w Europie ruchy (bo OUN de facto nie była partią, lecz ruchem politycznym) nazistowskie, czyli narodowo-socjalistyczne.

Prof. Partacz zwraca uwagę na tablicę poświęconą przez żołnierzy 27 WDP AK zamordowanym kapłanom Wołynia, znajdującą się w jednym z polskich kościołów. Widnieje tam napis: „Księżom zamordowanym na Wołyniu przez NKWD, OUN-UPA i Gestapo. – Można powiedzieć, że ta ostatni część mówi wszystko – zaznacza. – Więc to oburzenie pogrobowców ukraińskiego nacjonalizmu jest całkiem bezzasadne.

Profesor z przykrością dodaje, że lansując swoją tezę o zrównaniu niemieckiego nazizmu z nazizmem ukraińsko-halickim i bolszewizmem nie znajduje większego odzewu. – Nasze środowiska naukowe są lewackie i postkomunistyczne. Dla nich mówienie, że podstawą niemieckiego nazizmu był socjalizm to jest obrazoburstwo. Już nie mówiąc o bolszewikach.

Zdaniem prof. Partacza, z punktu widzenia polityczno-dyplomatycznego, decyzje prezydenta Dudy ws. skierowania ustawy do TK była słuszna, bo „trochę ostudziła rozgoryczenie środowisk związanych z diasporą żydowską”. – Natomiast Ukraińcy nie mają żadnego prawa do krytykowania tej ustawy. To przecież oni uchwalili swoje ahistoryczne ustawy, które karzą za mówienie prawdy o banderyźmie i OUN-UPA podczas wizyty prezydenta Komorowskiego w Kijowie.

Historyk podkreśla również, że dzięki wynikom dotychczasowych badań można udowodnić, że co najmniej 70 proc. kadry kierowniczej UPA było niemieckimi agentami, szkolonymi przez Abwerę. Podobna sytuacja miała miejsce w OUN, gdzie wiele stanowisk kierowniczych było obsadzonych przez Ukraińców będących na służbie III Rzeszy. – I jak widać w obecnej sytuacji politycznej, Kijów poparł Berlin i Izrael, a nie nas. Tak wygląda nasz strategiczny partner – mówi prof. Partacz.

Przeczytaj: Prof. Partacz dla Kresów.pl: porównywanie UPA do AK czy Strzelców Siczowych do Legionów to absurd

Zdaniem ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, prezydent Andrzej Duda, będący „wiernym naśladowcą mitu Giedroycia”, świadomie i konsekwentnie ustępuje ws. pamięci o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej pod presją ze strony Ukrainy i swoich doradców.

Z kolei w rozmowie z portalem Kresy.pl prof. Włodzimierz Osadczy powiedział, że wątpliwości prezydenta odnośnie określeń „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia”, wyrażone we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego ws. ustawy o IPN, są niezrozumiałe. Jego zdaniem to efekt presji ze strony Ukrainy, a prawdopodobnie również USA.

Według premiera Mateusza Morawieckiego, „jeżeli będzie taka konieczność i Trybunał Konstytucyjny tak uzna”, to istnieje możliwości „pewnego doprecyzowania” niektórych zapisów ustawy o IPN.

W ostatnim czasie krytycznie nt. nowelizacji ustawy o IPN wypowiadali się przedstawiciele środowiska prezydenta, m.in. Zofia Romaszewska, a także prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, członek Narodowej Rady Rozwoju, który niedawno na antenie Radia Wnet podkreślał, że powinny zostać zmienione przede wszystkim zapisy dotyczące „kwestii ukraińskich”. Również inny doradca prezydenta, prof. Andrzej Zybertowicz wyraźnie sugerował pójście na kompromis z Ukraińcami ws. ludobójstwa na Wołyniu w imię przyszłości i bezpieczeństwa państwa.

Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł

Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    zefir :

    To prawda,PAD coraz częściej dowodzi,że własnego zdania nie ma,że nie zadaje sobie pytania czy swym postępowaniem potwierdza że jest Polakiem.Z wyprzedzeniem kaja się przed banderowcami,Żydami i USA,ucieka w wygodny giedroycizm wbrew polskiej racji stanu,na którą lagę kładzie.PAD takim banderofilskim łajzom jak Przemysław Żur…vel Grajewski ulega nie zdając sobie sprawy,że w oczach wzrastającej liczby Polaków przestaje być prezydentem Polski.

  2. Avatar
    zbigniew2707 :

    Profesor Partacz kłamie mówiąc: „że pierwsza umowa graniczna między PKWN a ZSRR została zawarta 27 lipca 1944 roku i na tej podstawie zabrano nam te ziemie. Ostatecznie, umowę graniczną podpisano 16 sierpnia 1945 roku. Do tego czasu, ziemie Małopolski Wschodniej, czyli województwa lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie, a także województwa wołyńskie i poleskie, były częścią Rzeczypospolitej Polskiej. Działający tam nacjonaliści ukraińscy byli okupantami części państwa polskiego”
    Granicę wschodnią Polski określiła Konferencja aliantów w Jałcie, a nie żadna umowa z ZSRR. Przedwojenną granicę, z kolei, nie ustanowił Traktat Ryski w 1921 roku, jak próbuje wmówić wielu naszych historyków , a Rada Ambasadorów w końcu 1923 roku, kiedy zwycięstwo rewolucji bolszewickiej w Rosji stało się faktem. Do tego momentu na konferencji w Wersalu, nikt nie zamierzał przydzielać Polsce Galicji Wschodniej. Rada Ambasadorów nie nazwała tych ziem polskimi, a jedynie powierzyła Polsce zarządzanie nimi, aby uchronić je przed wcieleniem do państwa bolszewickiego. Polska miała zapewnić im autonomię, a po 25 latach przeprowadzić plebiscyt na temat ich przynależności państwowej. Stąd wniosek, że Partacz kłamie, sugerując, że z faktu bycia częścią Rzeczypospolitej przez niecałe 20 lat, stały się one ziemiami polskimi. Przez te lata Polska wbrew przyjętym zobowiązaniom, próbowała je spolonizować poprzez osadnictwo wojskowe, działalność Korpusu Ochrony Pogranicza, spalenie 190 cerkwi, ograniczenie szkolnictwa ukraińskiego i t.p. Wywoływał to wielki opór ukraińskich organizacji narodowo-wyzwoleńczych, których działalność przybierała często charakter terrorystyczny i odwetowy. Nie daje to jednak podstawy do określenia ich,że „nacjonaliści ukraińscy byli okupantami części państwa polskiego”. My też tak działaliśmy w okresie rozbiorów, ale nikt nie może twierdzić, że byliśmy okupantami państwa rosyjskiego,pruskiego czy austro-węgierskiego.
    I jeszcze o tak.zwanej Małopolsce Wschodniej. Od XIV wieku Rosja nazywała te ziemie Małorosją. A może jednak warto używać neutralnej, nie dyskryminującej nikogo, nazwy- Galicja Wschodnia

  3. Avatar
    Wolyn1943 :

    Powoływanie się na „umowę graniczną” zawartą między PKWN a ZSRR jest grubą niestosownością! Twór zwany PKWN nie był uznawany na arenie międzynarodowej, wówczas istniał przecież rząd polski w Londynie, który był prawną reprezentacją narodu. Ów rząd, o ile się nie mylę, przez całą wojnę, do momentu cofnięcia mu uznania, nie wydał ani jednego dekretu, ustawy, uchwały, rozporządzenia, w której w imieniu narodu polskiego zrzekał się części swego terytorium. To zaś oznacza, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego, do 1945 r. wschodnią granicą Polski była linia z traktatu ryskiego! Żaden bowiem rząd koalicji antyniemieckiej nie uznał skutków paktu Ribbentrop-Mołotow za obowiązujące dla Polski i jej granic! Tylko tyle, i aż tyle!