Zdaniem syryjskiego prezydenta amerykańskiego naloty na armię rządową mają świadczyć o ich poparciu dla terrorystów. Na jaw wychodzą informacje o udziale w nalocie lotnictwa W. Brytanii, Australii i Danii.
Prezydenta Syrii Baszar al-Asad nazwał naloty koalicji pod wodzą USA na pozycje wojsk rządzących koło miasta Dajr az-Zaur“rażącą agresją“, który ma świadczyć o “rosnącym poparciu dla terrorystów wśród państw przeciwnych (władzom) Syrii“. W opini al-Asada kraje sprzeciwiające się jego rządowi, w tym Stany Zjednoczone oraz państwa europejskie i państwa sunnickie z regionu, robią “wszystko, co w ich mocy”, by trwająca od 2011 roku wojna domowa w Syrii nadal trwała.
Dowodzona przez USA międzynarodowa koalicja przyznała się w sobotę do zbombardowania w Syrii pozycji, o których – jak twierdzi – sądziła, że należą do IS. Przedstawiciele sił zbrojnych USA poinformowali, że nalot został natychmiast wstrzymany, kiedy strona rosyjska przekazała, iż celem mogły być pozycje armii syryjskiej. USA wyraziły ubolewanie z powodu “niezamierzonych ofiar”. Doprowadziło to do amerykańsko-rosyjskiego spięcia na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Rosjanie zażądała w niedzielę od Amerykanów przeprowadzenia skrupulatnego śledztwa w tej sprawie.
“Możemy potwierdzić, że Wielka Brytania uczestniczyła w koalicyjnych atakach lotniczych w Syrii w ubiegłą sobotę i że w pełni współpracujemy z prowadzonym przez koalicję dochodzeniem” – głosi z kolei komunikat brytyjskiego ministerstwa obrony, dodając, iż “Wielka Brytania nie brałaby świadomie na cel syryjskich oddziałów wojskowych“.
Ubolewanie w związku z atakiem wyraził także premier Australii Malcolm Turnbull. Jak oświadczył w niedzielę dziennikarzom w Nowym Jorku, atak wstrzymano, gdy koalicyjni dowódcy zostali powiadomieni przez Rosjan, że uderzenie kieruje się przeciwko wojskom syryjskim. Zaznaczył, że australijskie reguły postępowania zakładają zwalczanie wyłącznie Państwa Islamskiego, i wyraził żal z powodu zabicia bądź ranienia syryjskich żołnierzy.
Australijska minister obrony Marise Payne oświadczyła w poniedziałek, że Australia uczestniczy w amerykańskim śledztwie w sprawie ataków lotniczych na to, co uznawano za stanowisko bojowe Państwa Islamskiego. Jak zaznaczyła, Australia nigdy świadomie nie wzięłaby na cel syryjskich oddziałów wojskowych. Odmówiła jednocześnie wyjaśnienia, czy w akcji brały udział australijskie odrzutowce bojowe, czy też samoloty pomocnicze.
W nalocie brali także udział Duńczycy.
kresy.pl/ pap






























