2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. GerardGorecki
    GerardGorecki :

    Skomentujmy jednak. Niech nie idzie w zapomnienie to wybitne osiągnięcie propagandy.

    Jak to miło, że nadworni propagandyści z wpolityce.pl uczcili rocznicę ludobójstwa tym ciekawym akcentem. Do propagandy też trzeba mieć talent i wyczucie, żeby działała i nie można im go odmówić. Aż dziw, że dotychczas nikt nie dostrzegł tych licznych analogii, które same się narzucają:
    1. oba wydarzenia stanowią wyjątkowe osiągnięcia bojowe: błyskawiczne zdobycie czterech baterii w niedostępnym terenie z dużymi stratami wprawdzie ale jednak i jeśli chodzi o dzielny „oręż” ukraiński, bestialskie, masowe wyrżnięcie niewinnej, bezbronnej ludności i to jeszcze praktycznie bez strat własnych.
    Po prawdzie, cel obu operacji nie był specjalnie podobny: wzięcie umocnionego zespołu punktów obronnych i ludobójstwo ale umówmy się, nie jest to znowu aż tak istotna dystynkcja. Trzeba przecież wziąć pod uwagę, że dzielny naród Zimbabwe, …tfu, stój! pardon, ukraiński jest młody, jeszcze niedorozwinięty i nie miał czasu na takie burżuazyjne fanaberie jak honor (co to w ogóle za brednie!), zasady prowadzenia wojny, zgodnie z konwencjami haskimi, które są przecież burżuazyjnym przeżytkiem, którymi dzielny naród Zim… tfu, pardon, ukraiński, słusznie nie miał się co przejmować. Operetkowe rozróżnianie dzielnej postawy bojowej od zbrodni przeciwko ludności cywilnej jest dla mięczaków.
    2. każde z tych wydarzeń zapisało się w historiografii narodowej, odpowiednio każdego z narodów polskiego i ukraińskiego, złotymi zgłoskami.
    3. każdy z narodów, polski i ukraiński, uczcił autorów tych osiągnięć licznymi pomnikami, no dobra, może w Polsce nie tak licznymi ale na (od marca 2022 r. nie otworzyłem ani razu wpolityce.pl ale jakoś nie mam wątpliwości, że są tam lepsi ode mnie i wierni najnowszym zdobyczom polskiego językoznawstwa, walce z objawami polskiego kolonializmu i nie uznają innego przyimka jak „w”) Ukrainie i owszem, gdzie nie spluniesz, w liczbie chyba już większej niż niedawno Lenina. Są tam dumni, jak tkliwie (to bardzo subtelni i wrażliwi ludzie) mówią „z naszych chłopców”; no może trochę za bardzo pohulali z tymi Lachami, ale przecież najważniejsze, że ich już tyle nie nosi „święta, odwiecznie ukraińska” ziemia i ich wsie z kościołami zniknęły z jej powierzchni.
    Tylko zdaje się polegli kanonierzy z somosierrskiej przełęczy mają chyba nawet godne mogiły, upamiętnienie (Memorial batalla de Somosierra?), cieszą się pamięcią narodową, uczciwym miejscem w podręczniku szkolnym, uznaniem królestwa, wartą honorową w rocznice. No, Polacy z dołów śmierci Wołynia i Małopolski Wschodniej jakoś chyba mniej, ale ostatecznie też o takie głupoty może się czepiać tylko ktoś taki, jak budzący „konsternację”, rozterkę i zażenowanie delikatnych pań, chory z nienawiści x. Isakowicz-Zaleski.