Jarosław Kaczyński na spotkaniu w Toruniu proponował, by „zapomnieć” i „wybaczyć” „więcej niż trudne” fragmenty polsko-ukraińskiej historii. Zmienił zdanie, gdy zwrócono mu uwagę z sali.

Jarosław Kaczyński spotkał się w sobotę w Toruniu z działaczami i sympatykami swojej partii. Było to pierwsze z cyklu spotkań w okręgach wyborczych, jakie prezes PiS ma zamiar odbyć w najbliższym czasie.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

3956.49 PLN    (17.98%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Jednym z tematów poruszonych przez Jarosława Kaczyńskiego była wspólna historia Polaków i Ukraińców. Polityk zauważył, że składała się ona z „różnych elementów”, w tym takich, które nazwał „więcej niż trudnymi” i podkreślił, że należy o tym pamiętać.

„Idziemy teraz dobrą drogą. Drogą, która pozwoli nam naprawdę zapomnieć, wybaczyć, zrobić to, do czego są zobowiązani chrześcijanie” – kontynuował Jarosław Kaczyński. W tym momencie prezes PiS odniósł się do głosu z sali. „Ktoś tutaj zwrócił uwagę, że nie należy zapominać. No może rzeczywiście nie mam racji, może zapominać nie należy. Ale wybaczyć należy” – mówił.

Przypomnijmy, że w 2017 roku Jarosław Kaczyński mówił, że „nie możemy przez lata zgadzać się, by na Ukrainie budowano kult ludzi, którzy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa”. Twierdził, że powiedział ówczesnemu prezydentowi Ukrainy Petrowi Poroszence, że „z Banderą to oni do Europy nie wejdą”.

Pojawiające się ostatnio w przestrzeni publicznej doniesienia sugerują, że linia prezentowana przez prezesa PiS w 2017 roku jest już nieaktualna. 17 czerwca były dyplomata Witold Jurasz napisał na portalu Onet, powołując się na swoje źródła, że polskie władze zdecydowały, „żeby w relacjach z Ukrainą wyciszyć spór o gloryfikację Stepana Bandery”. Według niego teraz Polska miałaby „ograniczyć się do sprzeciwu wobec kultu dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii odpowiedzialnych za mordowanie Polaków – Romana Szuchewycza oraz Dmytra Klaczkiwskiego. Kilka dni temu dziennikarz Łukasz Warzecha poinformował na Twitterze, że był na zamkniętym spotkaniu, na którym „ważny funkcjonariusz rządowych mediów oznajmił, że zainteresowanie Wołyniem jest w istocie marginalne i jest tylko sztucznie nadymane +w określonym celu+”. „Gdybym przy tym nie był, to bym nie uwierzył. Tak to było bezczelne” – komentował Warzecha.

CZYTAJ TAKŻE: Zełenski o Banderze: dla jakiejś części Ukraińców jest bohaterem

Kresy.pl / torun.naszemiasto.pl

3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz