Pisalnik przed sądem

Były korespondent „Rzeczpospolitej” w Moskwie i działacz nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi Andrzej Pisalnik stawił się w czwartek w sądzie w Grodnie w związku z podejrzeniem o rozpowszechnianie „ekstremistycznych treści”.

Usłyszał, że rozprawa została przełożona na październik, czyli już po wyborach parlamentarnych rozpisanych na 28 września.

W rozmowie z PAP powiedział, że była to rozprawa wstępna i trwała 10 minut, choć w sprawę rozpowszechniania „ekstremistycznych treści” zamieszanych jest dziewięć osób. Oprócz Pisalnika wśród wezwanych do sądu znaleźli się m.in. dwaj studenci, uczący się w Polsce w ramach stypendium im. Kalinowskiego.

Pisalnik przypuszcza, że sprawę przełożono, bo „władza nie chciała przed wyborami psuć klimatu polepszenia stosunków między Unią Europejską a Białorusią”.

„Ja nie biorę żadnego udziału w kampanii wyborczej i jeśli jest to presja wymierzona w aktywistów opozycji, którzy uczestniczą w tej kampanii, to w moim wypadku chybiono” – powiedział Pisalnik, który obecnie w Grodnie przechodzi rehabilitację po wylewie.

Zarzuty przeciwko niemu mają związek z czasopismem ZPB „Głos znad Niemna na uchodźstwie”, którego egzemplarz skonfiskowano Pisalnikowi w lutym 2006 roku na dworcu w Grodnie, gdy wracał z Polski. Pisalnik był na początku przez kilka miesięcy redaktorem naczelnym pisma.

Działacz chciał wykorzystać rozprawę w sądzie, by bardziej szczegółowo zapoznać się z materiałami.

„Chciałem sprawdzić, co KGB jeszcze do tej teczki włożyło poza wnioskiem przeciwko mnie. Sądziłem, że będą w niej jakieś wyniki ekspertyz lingwistycznych, ewentualnie tłumaczenia artykułów na język rosyjski lub białoruski, bo przecież +Głos znad Niemna+ jest wydawany po polsku. Jednak w tej teczce niczego nie znalazłem i do tej pory nie bardzo rozumiem, o jaki artykuł konkretnie im chodzi, w jakim artykule dopatrzyli się ekstremizmu” – tłumaczył PAP Pisalnik.

„Nie wykluczam, że +Głos znad Niemna na uchodźstwie+ mogą także uznać za wydawnictwo ekstremistyczne i zabronić rozpowszechniania go na Białorusi” – zaznaczył.

Studiujący w Polsce Jauhen Skrabutan wyjaśnił niezależnym białoruskim portalom, że przed lokalnymi wyborami w grudniu 2006 r. skonfiskowano mu na granicy dwa dyski flash z różnymi fotografiami i nagraniami wideo.

„Gdy jechałem do Polski z dokumentami po pierwszym kongresie sił demokratycznych, na którym Alaksandra Milinkiewicza wybrano na lidera zjednoczonej opozycji, te dokumenty też zabrano do sprawdzenia” – powiedział Skrabutan portalowi inicjatywy obywatelskiej „Karta-97”.

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) we wniosku złożonym do sądu KGB wystąpiło o stwierdzenie, czy skonfiskowane na granicy kilku osobom gazety, książki, biuletyny prawnicze i płyty kompaktowe z muzyką zawierają „informacje o cechach ekstremistycznych, które mogą przynieść szkodę politycznym i ekonomicznym interesom kraju”.

Poza „Głosem znad Niemna na uchodźstwie” chodzi m.in. o „Kronikę naruszania praw człowieka na Białorusi w 2004 roku”, nagrania programów polskiego radia, płyty kompaktowe z zapisem koncertu „Solidarni z Białorusią”, projekt rezolucji kongresu sił demokratycznych, biuletyn „Wolna Myśl” i książki o Alaksandrze Łukaszence pt. „Zwyczajny prezydent” autorstwa Swietłany Kalinkiny i Pawła Szeremieta.

Wszystkie te materiały zostały skonfiskowane przez celników w latach 2005-2007 różnym ludziom, którzy przekraczali białoruską granicę.

Kalinkina podkreśliła w rozmowie z „Kartą-97”, że konfiskata prasy, wydawnictw, płyt jest stosowana bardzo często, lecz do tej pory sprawy nie trafiały do sądu.

Według wprowadzonej na początku 2007 roku nowej ustawy o „przeciwdziałaniu ekstremizmowi” materiały ekstremistyczne – to „produkcja informacyjna, która zawiera wezwania do działalności ekstremistycznej”.

Wiceprezes BAŻ Andrej Bastuniec zwrócił uwagę na fakt, że wiele przejętych przez celników materiałów zostało wydanych jeszcze przed wejściem w życie nowej ustawy. Za przykład „czarnego humoru” uznał zaliczenie do materiałów ekstremistycznych kroniki naruszania praw człowieka.

„Z takim podejściem, jakie prezentuje KGB należy spalić na stosie wiele prywatnych bibliotek i pozwać przed sąd prawie połowę kraju” – skomentował.

Według „Karty-97” przełożenie sprawy skonfiskowanych materiałów na termin po wyborach parlamentarnych świadczy o intencjach prezydenta Łukaszenki. „Przesłanie Łukaszenki dla Zachodu jest jasne – jeśli wy nie uznacie +wyborów+ i mojego reżimu za demokratyczne, ja posadzę jeszcze dziewięciu ludzi” – ocenia portal w artykule pt. „Łukaszenka bierze nowych zakładników”. (PAP)

jo/ kar/ mow/

forma płatności