Rosja podejmuje środki odwetowe w reakcji na wzmocnienie obe- cności sił NATO w pobliżu jej granic – oświadczył naczelnik Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej gen. armii Walerij Gierasimow.
Według generała, który przemawiał podczas konferencji na temat bezpieczeństwa międzynarodowego zorganizowanej przez rosyjskie ministerstwo obrony, wydarzenia na Ukrainie doprowadziły do zaostrzenia sytuacji wojskowo-politycznej w Europie, a „niektóre państwa zachodnie nasiliły antyrosyjską retorykę wojenną”. – Rozbudowuje się skład ugrupowań wspólnych sił NATO w państwach bałtyckich, Polsce i Rumunii, a także obecność wojskowa bloku w basenie mórz Bałtyckiego, Czarnego i Śródziemnego. Podwyższona została intensywność gotowości operacyjnej i bojowej wojsk Sojuszu w pobliżu rosyjskich granic. W tych warunkach nie możemy pozostać bezczynni w obliczu zachodzących zdarzeń, podejmujemy środki odwetowe – powiedział Gierasimow. Jako przykłady wymienił wzmocnienie misji patrolowania przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich, regularne loty samolotów wczesnego ostrzegania nad Polską i Rumunią, a także zwiększenie liczby natowskich okrętów na Bałtyku i Morzu Śródziemnym.
Według przedstawiciela Rosji przy NATO Aleksandra Gruszki, Sojusz wykorzystuje sytuację na Ukrainie, żeby się odrodzić i uzyskać od rządów krajów członkowskich zgodę na zwiększenie wydatków zbrojeniowych.
Konferencja na temat bezpieczeństwa międzynarodowego odbyła się w Moskwie po raz trzeci. Państwa NATO i wiele innych zbojkotowały spotkanie w związku z rosyjską polityką wobec Ukrainy i aneksją Krymu. Na liście uczestników przeważają delegacje z krajów WNP i Azji. Głównym tematem forum miało być znaczenie polityczne i militarne tzw. kolorowych rewolucji i przewrotów nazywanych „arabską wiosną”. Rosja uznaje te wydarzenia za inspirowane przez Zachód próby zburzenia równowagi sił w różnych regionach świata. W liście do uczestników konferencji prezydent Władimir Putin napisał, że „współczesne wyzwania i zagrożenia wymagają rezygnacji z archaicznej logiki geopolitycznych gier o sumie zerowej, z prób narzucania innym narodom swoich recept i systemów wartości, w tym drogą kolorowych rewolucji”. Myśl tę rozwinął szef dyplomacji Siergiej Ławrow. W jego ocenie, Zachód zamiast „urzeczywistnienia historycznej szansy zbudowania wielkiej Europy bez linii podziałów” chce narzucić państwom byłego bloku komunistycznego „twardy wybór między Wschodem i Zachodem”. W efekcie realizowana jest „polityka odstraszania Rosji”.
Ławrow wezwał, by na Ukrainie zaprzestano „wspierania ksenofobicznych, neonazistowskich nastrojów”, jak Moskwa zwykle nazywa wszelkie posunięcia obecnych władz w Kijowie. Zagroził też, że brak współpracy Zachodu z Rosją wpłynie negatywnie na walkę ze światowym terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni masowego rażenia. Gierasimow, najwyższy rangą rosyjski oficer, obszernie opowiadał o obecności zagranicznych najemników i całych prywatnych armii walczących po stronie ukraińskiego rządu za pieniądze USA. Oskarżeń tych nie potwierdziły żadne dowody.
– Nie sądzę, żeby na Ukrainie działały jakieś znaczące grupy uzbrojonych obcokrajowców na służbie Kijowa. Wypowiedź generała Gierasimowa służy demonizowaniu obrazu operacji sił prorządowych. Skoro o armii ukraińskiej mówi się jako o trupie, co jest w zasadzie prawdą, to w celach propagandowych trzeba znaleźć poważniejszego przeciwnika, którym można straszyć – mówi Rusłan Puchow z Centrum Analiz Strategii i Technologii.
Piotr Falkowski






























