Władze w Kijowie oświadczyły, że Ukraina nie wróci do rosyjskiej strefy wpływów.
Zachód liczy, że niedzielne wybory prezydenckie na Ukrainie przyniosą polityczny przełom.
Pełniący obowiązki prezydent Ukrainy Ołeksandr Turczynow oświadczył, że jego kraj nigdy nie wróci do strefy postsowieckiego neoimperium, o czym marzą władze Rosji. – Ukraina nigdy nie wróci do postsowieckiego imperium, bez względu na to, jak piękne hasła wygłaszają ci, którzy budują ten skazany na porażkę projekt – zapewnił Turczynow. Szef parlamentu przypomniał, że Ukraińcy bronili na Majdanie prawa do życia w wolnym i demokratycznym państwie. – Oni chcą sami zdecydować o drodze rozwoju naszego państwa, a jest to droga ku cywilizacji, droga do zbudowania silnego, demokratycznego państwa – oświadczył. Zaznaczył też, że choć Rosja faktycznie wypowiedziała Ukrainie wojnę, trwa okupacja Krymu i są podejmowane próby wzniecenia separatystycznego pożaru na wschodzie i południu kraju, to w obwodach chersońskim, odeskim, mikołajowskim, dniepropietrowskim i zaporoskim pożar ten udało się stłumić.
Zupełnie inaczej sytuację na Ukrainie ocenia oczywiście Rosja. Zdaniem Władimira Putina, w kraju tym „trwa wojna domowa na pełną skalę”. Prezydent Rosji po raz kolejny powtórzył wczoraj także ocenę, że na Ukrainie doszło do „przewrotu państwowego, który wsparli nasi partnerzy amerykańscy i europejscy”. – Co dalej? Chaos i obecnie widzimy wojnę domową na pełną skalę – mówił Putin.
Do jednego z poważniejszych incydentów doszło znów w okolicach Doniecka. Bojownicy proukraińskiego, ochotniczego batalionu „Donbas” wpadli w zasadzkę w okolicy wsi Karłowka, przygotowaną przez sterowanych z Moskwy separatystów. Po kilku godzinach jednostce udało się wyrwać z okrążenia. Jak poinformował dowódca batalionu Semen Semenczenko, 50 proc. jego składu odniosło rany, wielu żołnierzy straciło dużo krwi. Rannych przewieziono na posterunek wojskowy w Krasnoarmijsku.
Władze w Kijowie koncentrują się jednak na zaplanowanych na jutro wyborach prezydenckich. Ołeksandr Turczynow zaapelował o aktywny udział w głosowaniu. Podkreślił, że tylko wspólnym wysiłkiem Ukraińcy zdołają zbudować silne, demokratyczne państwo. – Budujemy dziś nowe państwo europejskie, którego fundamenty położyły miliony Ukraińców, dowodząc, że potrafią obronić swój wybór i swój kraj – mówił w specjalnym wystąpieniu telewizyjnym. Turczynow wyraził przekonanie, że wraz z wyborem prezydenta zakończy się formowanie na Ukrainie prawomocnej i odpowiedzialnej władzy.
– Zakończymy cementowanie fundamentów naszego państwa – oświadczył. Według organizacji Komitet Wyborców Ukrainy (KWU), która od lat monitoruje procesy wyborcze w kraju, w wyborach może wziąć udział ponad 70 proc. uprawnionych.
Zachód stawia na Poroszenkę
Duże nadzieje z wyborami i potencjalnym zwycięstwem faworyta sondaży Petra Poroszenki wiążą państwa Zachodu. Amerykańscy komentatorzy piszą, że „król czekolady” może wygrać już w pierwszej turze. Przyznają jednak, że nie wiadomo, jak na wyniki wyborów zareaguje Rosja, jeśli nie odbędą się na wschodzie kraju. Wcześniej wiceprezydent USA Joe Biden zagroził, że jeśli Rosja podważy wynik ukraińskich wyborów, Zachód dokręci śrubę z sankcjami.
Tymczasem separatyści przejmują kolejne komisje wyborcze w obwodach donieckim i ługańskim. Jak poinformował rzecznik Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Kostiantyn Chywrenko, praca 20 z 34 okręgowych komisji wyborczych w regionie jest całkowicie lub częściowo zablokowana.
Z kolei Bruksela zapowiada, że uzna wynik wyborów, nawet jeśli ich przebieg zostanie zakłócony. Przeprowadzenie wolnych i uczciwych wyborów prezydenckich na Ukrainie jest niezwykle ważne dla stabilizacji tego kraju i stabilności w całym regionie – ocenił szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso. W ostatnich tygodniach UE wielokrotnie ostrzegała Rosję przed próbami zakłócenia głosowania czy wręcz ich uniemożliwienia. Parlament Europejski wysłał siedmioosobową delegację do Kijowa z misją obserwacyjną. Europosłowie dołączą do ponad tysiąca międzynarodowych obserwatorów, którzy będą monitorować niedzielne wybory.
W wyborach prezydenckich – według oficjalnych danych – wystartuje 21 kandydatów. Najnowszy sondaż przedwyborczy daje zdecydowane zwycięstwo biznesmenowi i byłemu szefowi dyplomacji Petrowi Poroszence, na którego zamierza głosować 45 proc. ankietowanych. Na drugim miejscu jest była premier Julia Tymoszenko, którą poparło 13,3 proc. badanych. Druga tura – jeśli do niej dojdzie – zaplanowana jest na 15 czerwca.
Łukasz Sianożęcki


























