Na Ukrainie nie walczy się z ASF, cały kraj jest zakażony. W Lubuskiem pracuje ok. 40 tys. Ukraińców w rolnictwie. Bardzo możliwe, że to oni sprowadzili wirusa – powiedział minister rolnictwa Jan K. Ardanowski. Powołał się na przykład z Czech, gdzie udowodniono, że chorobę tę przynieśli z sobą migranci z Ukrainy.

We wtorek na antenie Radia Wnet minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski odpowiadał m.in. na pytanie dotyczące afrykańskiego pomoru świń (ASF) w Polsce. Jak informowaliśmy, w miniony piątek ogłoszono wykrycie pierwszego przypadku ASF u dzika na terenie województwa lubuskiego. Chorobę odkryto u martwej samicy dzika, która zginęła 4 listopada br. w wypadku drogowym na trasie nr 325 pomiędzy Sławą a Nową Solą. To zarazem pierwszy przypadek ASF na zachód od Wisły.

Ardanowski przyznał, że problem tej choroby jest poważny, choć spodziewał się, że presja choroby utrzymując w Polsce wschodniej tam pozostanie. Podkreślał przy tym, że w porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba ognisk ASF w gospodarstwach jest o połowę mniejsza. Jego zdaniem, działania podejmowane w tej sprawie przez rząd przynoszą skutek.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl
 

PRZECZYTAJ: W ciągu trzech lat rząd PiS doprowadził do likwidacji 1/4 polskich gospodarstw chlewnych

Minister zaznaczył, że w przypadku ASF w Lubuskiem, przypadek ten odnotowano ponad 300 km od dotychczasowego obszaru występowania tej choroby.

Przeczytaj: Masowy odstrzał dzików w Niemczech z powodu zagrożenia ASF

– Podejrzewaliśmy, że ta choroba może przemieszczać się ze wschodu na zachód, ale okazuje się, że pojawiła się 330 km od dotychczasowego miejsca występowania choroby, niedaleko niemieckiej granicy – powiedział Ardanowski.

– Znaleziony dzik, notabene powypadkowy, został znaleziony przez leśnika w lesie. Inna sprawa, że nikt nie zgłaszał wypadku komunikacyjnego w tym czasie. Boję się jakiś sugestii, bo to nie tylko ten jeden dzik, a są następne. Od dawna słyszę teorie, że próbuje się zniszczyć Polskę, polskie rolnictwo – dodał minister rolnictwa. Zdecydowanie odrzuca jednak taką możliwość:

– ASF występuje aktualnie w kilkudziesięciu krajach świata, również w największych hodowlach w Chinach, gdzie zabija się kilkaset milionów świń w walce z chorobą. Chiny zaczynają być głodne, zaczyna brakować wieprzowiny. To co? Wszędzie ktoś podrzuca? To teoria, którą łatwo [ten problem – red.] tłumaczyć, a nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością.

Ardanowski podkreślił, że problem wynika z tego, że nie walczy się z ASF na Ukrainie. – Cały kraj jest zakażony – powiedział minister. Zwrócił uwagę, że z Ukrainy do Polski „przyjechało około 1,5 mln pracowników”, choć „nikt do końca nie wie ile”.

– Przywożą ze sobą jedzenie, m.in. wędliny, w słoikach przywożą jakieś mięso. Taka prawidłowość. My, kiedy jeździliśmy do roboty na Zachodzie, robiliśmy dokładnie to samo – powiedział.

– W Lubuskiem pracuje ok. 40 tys. Ukraińców w rolnictwie. Bardzo możliwe, że to oni sprowadzili wirusa. Taki przykład był w Czechach. Czesi mieli ognisko, które otoczyli i wybili te świnie, bo było malutkie. Udowodniono, że choroba do Czech przyszła właśnie z pracownikami z Ukrainy – wyjaśniał szef resortu rolnictwa.

Przypomnijmy, że dwa lata temu w podobnym tonie odnośnie pochodzenia ASF w Polsce wypowiadał się poprzedni szef resortu rolnictwa w rządzie PiS, Krzysztof Jurgiel.

Radio Wnet zwraca uwagę, że jeśli rzeczywiście za przeniesienie wirusa odpowiadają migranci zarobkowi z Ukrainy, to oznaczałoby to, iż „zostały złamane przepisy celne zakazujące wwozu produktów pochodzenia zwierzęcego na teren UE, bez uprzedniej kontroli weterynaryjnej”.

Czytaj także: Sąd uniewinnił rolników, którzy nie pozwolili wybić zdrowych świń. „Działali w stanie wyższej konieczności”

Minister Ardanowski mówił też do problemów polskich rolników na rynku. Jego zdaniem, rozwiązaniem nie są kolejne regulacje rządowe, ale spółdzielczość rolnicza. Jak mówił, z powodzeniem funkcjonuje w innych krajach europejskich.

– Pojedynczy rolnik na rynku nie liczy się wcale. Tylko rolnicy, którzy się organizują, tworzą spółdzielnie: razem prowadzą zaopatrzenie, sprzedają, negocjują ceny (…). Tylko ci się na rynku liczą – mówił minister. – A w Polsce (…) my nie chcemy nic z sąsiadami, bo ich podejrzewamy, że są nieuczciwi.

Jak dodał, problemem w tym względzie jest mentalność Polaków, którzy spółdzielczość często kojarzą z komunizmem i nie mają zaufania do innych.

W innym miejscu minister wyjaśniał,  że odpowiednie służby starają się wyjaśnić w jaki sposób przypadek ASF mógł pojawić się w woj. lubuskim. Poszukiwane będą też inne padłe dziki, żeby sprawdzić, czy chora populacja jest większa. Zaznaczył też, że poruszał tę kwestię na forum unijnym.

Radio Wnet / RIRM / Kresy.pl

Czytaj kolejny artykuł
4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. pympyrymszym
    pympyrymszym :

    Pieprzony KŁAMCA !!!
    Znam dwa 100% sprawdzone przypadki znalezienia dzików upadłych z wysokości. Wschodnia Polska, bardzo blisko granicy, mca oddalone od siebie o ponad 200km. W pierwszym przypadku myślałem, że ruscy zrzucili ze śmigłowca czy inaczej, w każdym bądź razie dzik był wbity w miękki grunt. Ale drugi przypadek ciekawszy. Ktoś znalazł dzika na drzewie, zadzwonił po wsparcie, dzika zdjęli i zakopali. A nad razem polskie wojsko przeczesuje las, dzika szuka…
    I jak to rozumieć?