Ministerstwo Obrony Holandii poinformowało, że myśliwiec F-35A, należący do Królewskich Sił Powietrznych, po raz pierwszy potwierdził zestrzelenie rosyjskiego drona. Do zdarzenia doszło podczas lotu patrolowego nad terytorium Polski.
Holenderskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że samolot F-35A Królewskich Sił Powietrznych z numerem ogonowym F-027 dokonał pierwszego potwierdzonego zestrzelenia rosyjskiego drona. Zdarzenie miało miejsce podczas misji wykonywanej nad Polską, w trakcie której odnotowano zagrożenie dla przestrzeni powietrznej państwa.
Według przekazanych informacji, po skutecznym zniszczeniu celu na kadłubie maszyny pojawił się tzw. „kill mark”, będący symbolem udanego ataku na nieprzyjacielski obiekt. To pierwszy odnotowany przypadek, w którym myśliwiec F-35 użyty został w realnych działaniach bojowych do neutralizacji rosyjskiego drona.
Zestrzelenia dokonał samolot należący do 313. Eskadry Królewskich Sił Powietrznych Holandii. Jednostka ta stacjonuje w bazie lotniczej Volkel, położonej na południu kraju. Od dłuższego czasu eskadra bierze udział w misjach NATO, których celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa powietrznego na wschodniej flance Sojuszu.
Maszyny F-35 z Holandii prowadzą regularne patrole w przestrzeni powietrznej Polski oraz państw bałtyckich. Zadania te stanowią element wspólnej strategii obronnej NATO, mającej na celu zwiększenie kontroli nad ruchem w rejonie graniczącym z Rosją i reagowanie na ewentualne incydenty naruszające bezpieczeństwo powietrzne państw członkowskich.
W komunikacie podkreślono, że rosyjskie drony stanowiły bezpośrednie zagrożenie, co doprowadziło do przeprowadzenia akcji obronnej przez pilotów NATO. Holenderskie ministerstwo nie podało szczegółów dotyczących rodzaju zniszczonego drona ani miejsca, w którym doszło do incydentu.
Jak informuje dziennik „Rzeczpospolita”, w nocy z 9 na 10 września doszło do incydentu w rejonie Wyryk, gdzie w ramach działań obronnych przeciwko rosyjskim dronom i rakietom poderwano samoloty sojusznicze NATO. Według ustaleń gazety, myśliwce wystrzeliły wówczas trzy pociski, z których jeden spadł na budynek mieszkalny w tej miejscowości.
„Rzeczpospolita” zaznacza, że nie ujawniono dotąd, do jakich konkretnie celów oddano strzały. Możliwe, że chodziło o bezzałogowiec przenoszący materiały wybuchowe, rakietę bojową lub pocisk wyposażony w betonową głowicę, podobną do tej, jaką znaleziono w kwietniu 2023 roku w okolicach Bydgoszczy. Źródła cytowane przez gazetę wskazują, że w sytuacji uznanej za realne zagrożenie podjęto decyzję o użyciu rakiet i „działano szybko, eliminując cele, które mogły stanowić niebezpieczeństwo”.
Według nieoficjalnych informacji, które dotarły do redakcji, w rejonie Wyryk w sumie odpalono trzy pociski. Jeden z nich spadł na dom, powodując straty materialne, ale bez ofiar w ludziach. Jak podkreślono, użycie rakiet było uzasadnione i wynikało z oceny sytuacji dokonanej w czasie rzeczywistym przez wojsko.
Zobacz też: Rosyjskie drony nad Polską okazją dla Ukrainy? Analiza z ukraińskiego portalu
Kresy.pl
































