Białoruski ekonomista Siarhej Czały skomentował dla TV Biełsat sankcje ekonomiczne USA wobec Białorusi i niejednoznaczną postawę Europy. Biały Dom rozszerzył bowiem sankcje, które m.in. przewidują zakaz dokonywania transakcji m.in. firmami naftowymi.
Sankcje ekonomiczne jakie przeciw Białorusi wprowadziły Stany Zjednoczone zadziałałyby, gdyby przyłączyła się do nich UE. Jednak nie dojdzie to do skutku, bo Europa posiada interesy ekonomiczne związane z Białorusią, szczególnie w obszarze przemysłu chemicznego i naftowego. USA nie może zagrozić podstawowym interesom Białorusi. Nie ma np. szans na zablokowanie operacji sprowadzania ropy naftowej z Wenezueli. Teoretycznie wenezuelska ropa jest wymieniana na azerską ropę i dociera do USA. Jednak Ameryka nie może zablokować tej operacji typu swap, bo musiałby wprowadzić sankcje przeciw Azerbejdżanowi czy Wenezueli na co nie ma teraz szans.
Na pewno gdyby UE wprowadziła zakaz importu produktów naftowych byłoby to poważnym uderzeniem w naszą gospodarkę i ciężko byłoby znaleźć nowe rynki zbytu. Naszymi głównymi odbiorcami jest bowiem Holandia, kraje bałtyckie szczególnie Łotwa i Wielka Brytania. Ewentualnie zostałaby Ukraina, jednak i tam pojawiła się kwestia wprowadzenia środków antydumpingowych przeciwko białoruskiej benzynie. A przewożenie produktów naftowych do Azji jest zupełnie nieopłacalne. Jeżeli Europa postawiłaby sobie zadanie uderzenia w gospodarkę Białorusi, miała by do tego odpowiednie narzędzia. Jednak takiego zadania nie było.
Siarhej Czały, białoruski ekonomista niezależny
Biełsat (Belsat.eu)






























