Czechy wybrały koreańską grupę Korea Hydro & Nuclear Power (KHNP) jako partnera do budowy dwóch nowych bloków jądrowych w elektrowni Dukovany.
Grupa CEZ, kontrolowany przez czeski Skarb Państwa właściciel elektrowni Dukovany, oficjalnie ogłosiła, że KHNP wygrała przetarg na budowę dwóch bloków jądrowych z reaktorami APR 1000. Każdy blok ma kosztować około 200 miliardów koron czeskich, co w przeliczeniu na złote wynosi około 33,73 miliarda złotych.
Premier Czech Petr Fiala podkreślił, że wybór KHNP był podyktowany racjonalnością ekonomiczną i korzystnymi warunkami finansowymi, jakie oferowała koreańska firma. Dodatkowo, znaczny udział czeskiego przemysłu w tej inwestycji, wynoszący około 60%, stanowi ważny impuls dla rozwoju gospodarczego kraju.
Czeski minister przemysłu i handlu Jozef Síkela zaznaczył, że KHNP zaoferowało lepszą cenę i bardziej wiarygodne gwarancje kontroli kosztów oraz harmonogramu realizacji projektu. Podpisanie kontraktu planowane jest na marzec 2025 roku, a testowe uruchomienie pierwszego bloku na rok 2036, z komercyjnym uruchomieniem w 2038 roku.
Jak podkreśla wnp.pl, wybór dostawcy technologii dla nowych bloków jądrowych w Czechach przebiegał na zupełnie innych zasadach, niż ma to miejsce w Polsce. “Czesi chcieli kupić możliwie najtańszy (to nie znaczy tani) reaktor, z niską ceną produkcji energii. Do tego ważna była gwarancja terminowości budowy (terminowość nie jest mocną stroną sektora jądrowego) oraz duży udział czeskiego przemysłu w tej inwestycji. Kryteria przejrzyste i łatwo weryfikowalne. Polska natomiast podeszła do budowy elektrowni jądrowych w zupełnie inny sposób. Najpierw wybrano partnera – amerykańską grupę Westinghouse – a dopiero potem zajęto się szczegółami, typu model finansowania i określenie tego, ile elektrownia ma kosztować” – pisze wnp.pl.
Wciąż nie wiemy ile będzie kosztować pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce oraz jaki może być przybliżony koszt wyprodukowanej tam energii i jaki faktycznie będzie udział polskiego przemysłu. Nie wiemy też kiedy będziemy to wiedzieć. Znane są jedynie rządowe szacunki.
Według informacji rządu, finansowanie własne stanowi 30 procent kosztów budowy w Polsce elektrowni jądrowej. Pozostałe 70 proc. to finansowanie dłużne, w tym ze strony amerykańskiego EXIM Bank. Jak przekazał Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej Maciej Bando “koszty budowy tej inwestycji szacowane są na 115 mld zł. Jest to koszt techniczny. 35 mld zł to szacunek kosztów towarzyszących”. „W sprawie długu mamy deklaracje ze strony USA, że donatorem będzie EXIM Bank” – zaznaczył.
Przypomnijmy, że KHNP wraz z Polską Grupą Energetyczną (PGE) oraz grupą ZE PAK Zygmunta Solorza, złożyło propozycję budowy dwóch bloków jądrowych w Koninie, z reaktorami APR1400. Po zmianie rządu projekt ten nie zanotował znaczącego postępu. PGE wskazuje na konieczność osadzenia projektu w szerszej strategii energetycznej kraju, co wymaga aktualizacji strategicznych dokumentów rządowych.
Obecnie trwają prace nad “Krajowym planem na rzecz energii i klimatu” (KPEiK), który ma być gotowy pod koniec 2024 r. Następnie, na przełomie 2024 i 2025 r., ma być gotowa “Polityka energetyczna Polski do 2040 r.”. Dopiero potem można spodziewać się aktualizacji Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ), która określi, ile będziemy potrzebować mocy jądrowych. PPEJ można się więc spodziewać dopiero w 2025 r.
Jak informowaliśmy, ZE PAK miała zostać poinformowana przez przedstawicieli rządu i PGE o zamrożeniu prac nad wspólnym projektem budowy elektrowni jądrowej, za którego realizację miał odpowiadać koreański koncern KHNP – wskazują medialne doniesienia.
Podczas posiedzenia rady nadzorczej spółki PGE PAK Energia Jądrowa, w której po 50 proc. udziału mają ZE PAK i PGE przedstawiciele tej drugiej mieli z kolei poinformować, że PGE jest gotowa zakończyć lub też zamrozić swój udział w projekcie.
Jak pisaliśmy, minister przemysłu Marzena Czarnecka oświadczyła, że pierwsza elektrownia atomowa w Choczewie powinna powstać i funkcjonować w 2040 roku. To o sześć lat później niż do tej pory zakładano. Dodała, że to oszczędne szacunki. Jej słowa wywołały falę oburzenia.
Jak informowaliśmy, w lutym br. wiceminister Miłosz Motyka (PSL) uczestniczył w Ogólnopolskim Kongresie Energetyczno-Ciepłowniczym Powerpol. Podczas wydarzenia zapowiedział “urealnienie harmonogramu prac nad elektrownią jądrową”. “Może być drobne opóźnienie, co nie zmienia faktu, że moce zainstalowane w elektrowni jądrowej powinny być wpisane w politykę energetyczną państwa, również z uwzględnieniem kierunkowym innych źródeł, jak SMR” – stwierdził. Przyznał, że “drobne opóźnienie” może oznaczać rok.
W styczniu pojawiły się informacje dotyczące możliwej zmiany lokalizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w gminie Choczewo na Pomorzu, co spowodowałoby kolejne opóźnienia. W odpowiedzi ministerstwo przekazało, że nie ma podstaw do zmiany, a decyzja o lokalizacji elektrowni jądrowej w gminie Choczewo jest ostateczna.
Przeczytaj: Bloomberg: Ekipa Tuska naciska na koncerny z USA. Chodzi o budowę elektrowni jądrowej
Kresy.pl / wnp.pl
































