Samozwańczy rząd Kirgistanu wykluczył możliwość współpracy z odsuniętym od władzy prezydentem. Kurmanbek Bakijew przebywa w swojej rezydencji w mieście Osz, na południu kraju. Prezydent chce rozmawiać ze swoimi przeciwnikami, ale nie zamierza rezygnować z urzędu.
W antyrządowych starciach w stolicy Kirgistanu Biszkeku zginęło dotąd 75 osób, kilkaset zostało rannych.
Samozwańczy rząd chce z kolei rozmawiać jedynie o rezygnacji Bakijewa. Oskarża go, że przed ucieczką z rodziną opróżnił państwową kasę, a jeden z jego braci, dowodzący gwardią prezydencką, wydał rozkaz strzelania do cywilów.
Wiceprzewodniczący tymczasowego rządu – Almazbek Atambajew udał się do Moskwy, gdzie będzie zabiegał o rosyjską pomoc ekonomiczną. Wiadomo, że kirgiska delegacja pod jego przewodnictwem spotka się z przedstawicielami administracji rosyjskiej, jednak bliższe szczegóły nie są znane.
Amerykańska ambasada w Biszkeku została zamknięta dla interesantów. Źródła dyplomatyczne informują, że placówka działa normalnie, jednak nikt nie jest wpuszczany do środka. Część personelu została przeniesiona wraz z rodzinami do amerykańskiej bazy wojskowej.
Niektórzy komentatorzy sugerują, że odsunięcie od władzy prezydenta Bakijewa miało związek z podpisaniem przez niego porozumienia, zgodnie z którym Amerykanie będą mogli dalej korzystać z tej bazy w Kirgistanie. Jest ona kluczowa dla operacji NATO w Afganistanie.
Tymczasem MSW tymczasowego samozwańczego rządu Kirgistanu poinformowało, że w nocy udało sie opanować sytuację w Biszkeku. W trakcie nocnych starć rannych zostało kilkadziesiąt osób.
Nowe władze tymczasowe chcąc nie dopuścić do dalszego plądrowania sklepów i podpalania budynków, skierowały do ochrony porządku siły milicyjne , wojska wewnętrzne i drużyny ochotnicze.
W stolicy wznowione zostało funkcjonowanie transportu publicznego, otwierane są sklepy i punkty wymiany walut.
IAR/Kresy.pl




























