W Irlandii zapadł wyrok w sprawie Kongijczyka, który w pociągu zaatakował 11-letniego chłopca z Polski. Choć 26-latek przyznał się do winy, a irlandzkie media wskazują, że ma już 24 wyroki skazujące, sąd zdecydował o karze w zawieszeniu i argumentował decyzję m.in. „jeszcze jedną szansą”.

We wtorek w Irlandii zakończyła się sprawa dotycząca Kongijczyka, który w podmiejskim pociągu w Dublinie uderzył 11-letniego chłopca rozmawiającego po polsku. Oskarżony przyznał się do winy, a sędzia dała mu „jeszcze jedną szansę”. Jednocześnie lokalne media podkreślają, że 26-latek ma bogatą kartotekę: łącznie 24 wyroki skazujące. W tle pojawia się też informacja, że mężczyzna przyznał się do winy w innej sprawie – dotyczącej udziału w śmiertelnym ataku nożem.

Do zdarzenia doszło 2 lipca 2024 roku w pociągu DART. Kongijczyk Bakuani Diasivi oraz jego partnerka wsiedli na stacji Booterstown i usiedli obok 11-letniego chłopca, jego starszej siostry oraz matki. Rodzina miała rozmawiać po polsku i śmiać się, co – według opisu – sprowokowało agresywną reakcję mężczyzny.

W pewnym momencie Diasivi miał zwrócić się wulgarnie do dziecka, dopytując, na co patrzy i z czego się śmieje. Wtedy starsza siostra zareagowała słowami: „Coś z tobą nie tak? On ma dopiero 11 lat”.

Po tej wymianie zdań doszło do kłótni między siostrą chłopca a partnerką mężczyzny, a sytuacja szybko przerodziła się w rękoczyny. Do awantury włączył się też 26-letni Kongijczyk, który – jak ustalono – uderzył 11-latka pięścią w twarz. Zareagowali inni pasażerowie, a na miejsce wezwano policję. Mężczyznę zatrzymano na stacji Lansdowne Road.

Czytaj: Irlandia: Nauczyciel, który odmówił używania transseksualnych zaimków wyszedł z więzienia

Podczas przesłuchania Diasivi przyznał się do uderzenia chłopca i udziału w zdarzeniu, tłumacząc swoje zachowanie twierdzeniem, że 11-latek próbował uderzyć jego partnerkę.

Sprawa trafiła do sądu. Wyszło na jaw, że w chwili zdarzenia oskarżony przebywał na wolności za kaucją oraz miał już wyrok w zawieszeniu. We wtorek sędzia Orla Crowe przyznała, że „trudno zrozumieć, jak mogło dojść do takiej sytuacji”. Stwierdziła też, że „na szczęście chłopiec nie poniósł poważniejszych obrażeń”.

Sąd ostatecznie wymierzył karę 18 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, wskazując, że daje oskarżonemu „jeszcze jedną szansę”. Kara ma obowiązywać „na surowych warunkach”.

Zobacz: Holender skazany za wpisy zachęcające do obywatelskich kontroli na granicy z Niemcami

Obrona argumentowała, że partnerka 26-latka wkrótce urodzi i oskarżony powinien zostać w domu, by ją wspierać. Adwokat twierdził też, że mężczyzna pracuje na pół etatu i jest rzekomo „utalentowanym muzykiem”, który podpisał kontrakt z wytwórnią. Jednocześnie obrońca nazwał uderzenie dziecka „nikczemnym przestępstwem”, argumentując, że klient „wpadł w furię i pod wpływem impulsu stał się nadopiekuńczy wobec swojej partnerki”, a sprzeczka „toczyła się głównie między dwiema kobietami”.

W toku sprawy padła też deklaracja wpłaty 1000 euro do sądu jako wyraz skruchy, na co rodzina dziecka miała przystać. Sędzia poleciła, by pieniądze przekazano policjantowi prowadzącemu sprawę, a następnie rodzinie 11-latka. Nakazała też Diasiviemu stawić się na początku marca na posiedzeniu związanym z wcześniej orzeczoną karą w zawieszeniu.

Dziennik „The Irish Times” podał, że Diasivi ma na koncie 24 wyroki skazujące (m.in. za wykroczenia drogowe i naruszenia porządku publicznego). Z kolei serwis Gript zwrócił uwagę, że mężczyzna przyznał się do winy również w sprawie dotyczącej udziału w śmiertelnym ataku nożem na Quhama Babatunde, do którego doszło na Anne Street w Dublinie w lutym ubiegłego roku.

Tagi: , , , , ,
forma płatności