Neokonserwatyści od pewnego czasu poprzedzają swoje agresywne zamiary prefiksem „demokracja” lub „demokracja liberalna” tak, jak hiszpańscy i austriaccy Habsburgowie w XVI i XVII wieku umieszczali słowo „święte” w nazwach ich wojennych sojuszy. Bliżej naszych czasów rządy komunistyczne faworyzowały użycie „demokracji ludowej”, aby wskazać, że to oni są tymi dobrymi. Jak się wydaje neokonserwatyści przyjęli teraz tę manierę – wskazuje prof. Paul Gottfried, amerykański historyk idei na łamach The American Conservative.

Od kilku miesięcy tworzy się sojusz między neokonserwatywnym American Enterprise Institute (AEI) a neoliberalnym Center for American Progress (CAP). To rodzaj zbliżenia nie widziany w Waszyngtonie od dekady. Komunikat prasowy CAP z 10 maja informuje: „Zespół CAP i AEI łączą siły, aby bronić demokracji i partnerstwa transatlantyckiego”. Ten sam radosny ton towarzyszył publicznemu oświadczeniu wydanemu przez AEI 31 lipca, w którym podkreślono, że sojusz ma sprzeciwiać się „populistycznym atakom na wspólnotę transatlantycką” w celu „obrony demokracji”.



Pomimo tego, jak twierdzi Vikram Singh, członek CAP, obaj partnerzy „często mają odmienne zdanie w ważnych kwestiach politycznych”, obecnie połączyli siły „w czasach, gdy stawką jest charakter naszych społeczeństw”. Ta rozrastająca się współpraca podkreśla, że „nasze zaangażowanie na rzecz demokracji i podstawowych zasad demokratycznych jest silniejsze niż kiedykolwiek”. Skoro oba dokumenty szafują pojęciem „demokracja” i „demokracja liberalna”, aby uzasadnić interwencjonistyczną politykę zagraniczną, możemy bezpiecznie założyć, że to neokonserwatyści stoją za tym projektem. Neokonserwatyści od pewnego czasu poprzedzają swoje agresywne zamiary prefiksem „demokracja” lub „demokracja liberalna” tak, jak hiszpańscy i austriaccy Habsburgowie w XVI i XVII wieku umieszczali słowo „święte” w nazwach ich wojennych sojuszy. Bliżej naszych czasów rządy komunistyczne faworyzowały użycie „demokracji ludowej”, aby wskazać, że to oni są tymi dobrymi. Jak się wydaje neokonserwatyści przyjęli teraz tę manierę.

Jak na ironię, ten ukształtowany przez neokonserwatystów nowy sojusz think-tanków jest tak samo zainteresowany obroną demokracji, jak byli nią zainteresowani władcy ZSRR. AEI atakował brytyjską decyzję o opuszczeniu Unii Europejskiej jako symptom „populistycznych ataków na tradycyjne struktury spraw międzynarodowych, takich jak UE i międzynarodowe systemy handlowe”. To w tym kontekście, NATO „wydaje się być drugorzędną sprawą”, a globalizacja, która „zapoczątkował bezprecedensowy światowy wzrost”, została zagrożona. Pomijając inne krytyczne analizy globalizmu, które podważają entuzjazm AEI dla neoliberalnej ekonomii, należy zadać pytanie, co „niedemokratycznego” jest w tym, że naród głosuje za opuszczeniem UE? I w związku z tym, dlaczego „niedemokratyczne”, jest to, że kraje zastanawiają się nad sensem swojego członkostwa w NATO?

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Co więcej, kim są ci „autorytarni” źli ludzie, których CAP ma teraz na celowniku i od których planuje uwolnić świat wraz ze swoimi nowymi neokonserwatywnymi partnerami? Przypuszczalnie chodzi o centroprawicowe rządy w Europie Środkowej i Wschodniej, uosabiane przez ulubionego chłopca do bicia lewicy, Viktora Orbana. Chociaż CAP nie chce być szczególnie „konfrontacyjny” w odniesieniu do swoich złoczyńców, a przynajmniej tak twierdzi, utrzymuje również, że „reżimy autorytarne realizują inne cele niż społeczeństwa z władzami, które są odpowiedzialne przed ludźmi i szanują rządy prawa”. Może CAP zechciałby wytłumaczyć, w jaki dokładnie sposób rządy Węgier, Polski i innych europejskich krajów nie zostały wybrane w sposób demokratyczny i pogwałciły tradycje prawne swoich krajów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: To neokonserwatyści są imperialistami

Na szczęście nasz sojusz think-tanków nie jest w stanie narzucić swojej woli. Ci histerycy mogą co najwyżej wyrazić swoje żale i fałszywie przedstawiać je jako „bronienie demokracji”. AEI i CAP po prostu wzięły listę tego, co im nie odpowiada, np. że Ameryka nie jest w stanie przeciwstawić się odpowiednio cyberatakom Chin, zestawiły to z rosyjską agresją, „zagrożeniami bezpieczeństwa” w ogólności, i rozprzestrzenianiem się broni jądrowej oraz wymieszali to ze standardową lewicową gadką o „nieliberalizmie” Orbana i „dzieleniu się naszymi wartościami”. Wskazuje to oczywiście na taktykę neokonserwatyzmu polegającą na łączeniu tego, co jego rzecznicy uważają za istotne z rzekomo wspólnym celem, jakim jest ratowanie demokracji przed tym, co jest przedstawiane jako „antydemokratyczne”.

Tych, którzy zastanawiają się, co AEI, rzekomo centroprawicową fundację, łączy z CAP, informuję, że takie zbliżenie między fundacjami związanymi z republikanami i centrolewicowymi think-tankami trwa już od jakiegoś czasu. W grudniu 2015 r., AEI i Brookings Institute z dumą ogłosiły, że współpracują przy opracowywaniu programu walki z ubóstwem, który zdecydowanie odbiegał od tego zaproponowanego przez ówczesnego kandydata Trumpa. Obie fundacje wezwały, oprócz innych reform, do podniesienia płacy minimalnej i większego wsparcia rządu dla ubogich rodzin.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Nowością w tym „partnerstwie w obliczu niebezpieczeństwa” jest jednak stopień współpracy AEI/CAP i niepowtarzalny powiew antytrumpizmu wśród ich uczonych i pisarzy. Wydaje się również, że ceną współpracy dla AEI było zobowiązane do przyłączenia się do swojego bardziej lewicowego partnera w walce z demokratycznie wybranymi przywódcami politycznymi w Europie Środkowej. Przypomina to zbyt jaskrawo sowiecką praktykę usuwania „niedemokratycznych”, czyli wrogich rządów, podczas przejmowania Europy Wschodniej pod koniec drugiej wojny światowej. Obecnie, to świat think-tanków orzeka, że rządy wybierane sprawiedliwie przez swoich obywateli, są niewystarczająco demokratyczne.

Paul Gottfried

Reklama





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz