Uwięzieni pośrodku Abchazji

Wódka i nostalgia są jedynymi przyjaciółmi rodowitych Gruzinów zmuszonych do pozostania we wspieranym przez Rosję państwie, które wyodrębniło się z Gruzji, ale nie zostało uznane przez społeczność międzynarodową.

Melancholijnym tonem wspomina Moskwę starszy mieszkaniec Gali. Pomimo że nie ma jeszcze południa, siedząca w rozpadającej się restauracji grupa starych przyjaciół zaczyna już drugą tego dnia butelkę wódki. ‚Dawniej jeździliśmy często do Moskwy lub do Tbilisi, gdzie tylko chcieliśmy. To było dawniej, kiedy mieliśmy życie, kiedy ciągle istniał Związek Sowiecki. Teraz nie ma tu już żadnego życia.’



Gali jest takim miejscem gdzie ludzie chcieliby, aby Związek Sowiecki powrócił. W tym stale przygnębiającym mieście z niszczejącymi budynkami zniszczonymi przez wojnę i mijający czas, kolory można zobaczyć jedynie na sowieckich malowidłach ściennych przedstawiających szczęśliwe życie i przyjaźń pomiędzy narodami. Wydaje się to jakimś okrutnym żartem biorąc pod uwagę ostatnią historię miasta i tego regionu.

Gali jest częścią Abchazji, która po ciężkiej wojnie na początku lat 90 wyodrębniła się z Gruzji i od tamtej pory funkcjonuje, jako niezależne państwo, nieuznane przez społeczność międzynarodową. Rdzenni Abchazowie rządzą terytorium od stolicy Suchumi, ale Gali to region zamieszkany prawie w całości przez rodowitych Gruzinów, mimo to znajduje się on w granicach Abchazji.

Po wojnie z Gruzją w 2008 roku, Rosja uznała zarówno Abchazję jak i Osetię Południową za państwa niepodległe powodując tym samym niezadowolenie Gruzji i niepokój społeczności międzynarodowej. Obecnie, rosyjska pomoc i inwestycje zalały republikę, w której zostały założone rosyjskie bazy wojskowe, a większość obywateli posiada rosyjski paszport. Krytycy Kremla twierdzą, że teren ten staje się w gruncie rzeczy częścią Rosji, garnizonem Moskwy skierowanym przeciwko NATO i Zachodowi w niestabilnym regionie Kaukazu.

Z dala od przygnębienia Gali, północna część tego terytorium jest porośniętym bujną roślinnością, podzwrotnikowym rajem z okazałymi, starymi budynkami i pełnymi palm plażami. Józef Stalin miał tutaj kilka dacz i w Związku Sowieckim teren ten uchodził za najbardziej prestiżowe miejsce urlopu. Obecnie rosyjscy turyści powracają, przywożąc z sobą pieniądze, tak potrzebne w tym miejscu, gdzie szerzą się bieda i bezrobocie.

W zeszłym miesiącu Abchazja przeprowadzała wybory prezydenckie, podczas których prezydent Siergiej Bagapsz z poważną przewagą głosów został ponownie wybrany prezydentem na kolejne pięć lat. Gruzja uznała wybory za ‚nielegalne pod względem prawnym, moralnym i politycznym’.

Większość społeczności międzynarodowej jest po stronie Gruzji. Niewiele państw pospieszyło za Moskwą i uznało niepodległość Abchazji i Południowej Osetii. Jedynie Nikaragua i Wenezuela początkowo poparły te terytoria, głównie jako afront wobec Waszyngtonu, podczas gdy sojusznicy Kremla tacy jak Białoruś nie ulegli presji i nie uznali ich niepodległości.

W zeszłym miesiącu Kreml odniósł małe zwycięstwo, kiedy niewielka wyspa na Pacyfiku, Nauru oświadczyła, że może poprzeć niepodległość tego regionu. Rosyjska gazeta podała, że to oświadczenie zostało wydane dzień po tym jak Moskwa obiecała pomoc finansową dla państwa wyspiarskiego (wynoszącą około 2,500 dolarów na jednego z 12,000 mieszkańców Nauru) w zamian za uznanie niepodległości Abchazji i Południowej Osetii.

Ale niektórzy mówią, że przez bagatelizowanie Abchazji, Zachód jedynie przysłuży się Rosji. Choć wybory nie były tam idealne, jak na standardy tego regionu były demokratyczne – odbyły się z kandydatami, którzy proponowali swoje programy polityczne, reklamą i czasem antenowym.

Wielu miejscowych ludzi, choć wdzięcznych za wsparcie i niepodległość przyznaną im przez Rosję, odnosi się podejrzliwie do osaczającego wpływu Rosji na terytorium. Nawet Siergiej Bagapsz, ostrożny w wychwalaniu Rosji za jej pomoc, wielokrotnie powtarza, że Abchazja liczy nie na przykład Rosji, ale Europy. ‚Chcemy współpracować z krajami europejskimi’ mówi prezydent Abchazji zaciągając się Marlboro Light w swoim biurze mieszczącym się nad samym morzem w Suchumi. ‚Uznajemy, że są to wielkie demokracje i chcemy się od nich uczyć i z nimi pracować, aby ulepszyć nasze państwo. Ale oni nie chcą pracować z nami.’ Bagapsz mówi, że został w tym roku zaproszony do Paryża, ale następnie odmówiono mu wizy.

W Gali wiadomo, kto dyktuje warunki. Obserwująca wybory rosyjska misja, na której czele znajduje się Władimir Czurow, napuszony człowiek z brodą świętego Mikołaja, który jako przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Federacji Rosyjskiej, odpowiada za prowadzenie rosyjskich, sfałszowanych wyborów. W dniu wyborów został on zaproszony na bankiet do największego w mieście lokalu wyborczego.

Gospodarzem lunchu był rodowity Abchaz, przywódca regionu, wznoszący toasty na cześć Rosji, Władimira Putina i niepodległości Abchazji. Poza lokalem wyborczym, grupa starszych mężczyzn narzekała na sytuację. Władze Abchazji – mówili – nie pozwalają im mieć szkół z językiem gruzińskim i utrudniają podróże za granicę. Ale są również źli na Gruzję i jej prezydenta, Micheila Saakaszwilego. Ludzie zgłaszają telefony z pogróżkami od gruzińskich tajnych służb do tych, którzy współpracują z władzami Abchazji.

Jedynie 3,500 z 55,000 ludzi, którzy mieszkają w regionie Gali otrzymało abchaskie paszporty, które upoważnią ich do głosowania. Proces przyznawania paszportów w regionie został wstrzymany w obawie, że Abchazja zostałaby zdestabilizowana przez tak dużą liczbę rodowitych obywateli Gruzji. ‚Ich pozycja jest straszna’ – mówi pochodzący z zagranicy pracownik NGO, który pracował w Abchazji. ‚Abchazowie myślą, że oni są ich potencjalnymi wrogami i jeśli zacznie się wojna, będą walczyli po stronie Gruzji’; ponadto Gruzini postrzegają ich, jako zdrajców, którzy mieszkają w obszarze separatystycznym.

Z Gali jest jedynie 16 kilometrów do miasta Zugdidi, mieszczącego się już na terenie Gruzji. Jednak droga jest zamknięta, a mieszkańcy muszą płacić łapówkę, aby dostać się na drugą stronę. Niemożliwe stało się odwiedzanie bliskich lub handel przez granicę. Mieszkańcy Gali nie są mile widziani w Suchumi, co powoduje ich zupełną izolację. Stacja kolejowa leży w ruinach, chwasty porastają tory i perony przykryte są gruzem – jako symboliczne przypomnienie izolacji miasta. Na granicy z Gruzją, rosyjska trójkolorowa flaga trzepocze nad białym namiotem, rozłożonym obok czternastowiecznej wieży obserwacyjnej, a obok widnieje ogromny billboard z prezydentem Rosji i Abchazji.

Żołnierz abchaski na granicy odmawia powiedzenia ilu rosyjskich żołnierzy znajduje się w nowej bazie wojskowej, ale uważa się, że w sumie w całej Abchazji jest ich więcej niż 3,000. Oczywiste jest, że mają tu pozostać.

‚To jest nasz dom i chcemy tu mieszkać’ mówi jeden z mieszkańców Gali, który nie chce podać swojego imienia. ‚Nie obchodzi nas, kto ma władzę. Nie mamy problemu z Abchazami. Ale przez tych drani w Moskwie i Tbilisi, nasze życie jest nie do zniesienia.’

Źródło: The Independent

http://www.independent.co.uk/news/world/europe/stuck-in-the-middle-of-abkhazia-1870939.html

Oprac. i tłum.: Kamila Pyrek

Reklama

Tagi:

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz