Rośnie konflikt na linii Kirgistan-Kazachstan

Konflikt na linii Kirgistan-Kazachstan zamiast wygasać, po zakończeniu wyborów prezydenckich w Kirgistanie, zaczął narastać. Ustępujący prezydent Ałmazbek Atambajew pogłębia go, wygaszające jednocześnie napięcia z Uzbekistanem z którym stosunki Biszkeku były bardzo napięte. Niektórzy obserwatorzy dopatrują się w działaniach Kirgistanu ręki Moskwy, która ma w ten sposób ukarać Kazachstan za zbyt samodzielną jej politykę, niebiorącą pod uwagę jej interesów. Większość jest jednak zdania, że przyczyny konfliktu są znacznie głębsze.

Napięcie miedzy Kirgistanem a jego sąsiadami z Azji Centralnej, Uzbekistanem, Tadżykistanem i Kazachstanem były w ostatnich latach codziennością, choć nie wszystkie były nagłaśniane. Kazachstan był dla Kirgistanu starszym bratem i ten oficjalnie zaciskał zęby i nie mówił tego co myślał. Obecne zaś, odchodząc ze stanowiska, prezydent Ałmazbek Atambajew postanowił tupnąć nogą i pokazać, że Kirgistan chociaż biedny, ma swój honor i traktować się jako chłopiec na posyłki nie pozwoli.



Na dawnej postsowieckiej przestrzeni w Azji Centralnej Kazachstan zajmuje poczesne miejsce. Jest olbrzymem otoczonym wianuszkiem mniejszych republik o odpowiednio mniejszym potencjale. Astana nigdy nie ukrywała, że w stosunku do nich chciałaby odgrywać rolę wiodąca. Już wiele lat temu wystąpiła z inicjatywą utworzenia organizacji zrzeszającej wszystkie kraje postsowieckiej Azji Centralnej. Organizacja ta w deklaracji Astany wzmocniłaby siłę regionu wobec innych graczy, takich jak Rosja, Chiny, Unia Europejska i USA. Inicjatywa nie zyskała jednak aprobaty wśród elit pozostałych krajów regionu. Uznano tam, że Kazachstanowi nie chodzi o wzmocnienie roli regionu, a tylko swojej własnej pozycji.

Wszelkim inicjatywom integracyjnym Astany sprzeciwiał się zwłaszcza Uzbekistan. Kraj ten ze względu na swój potencjał ludnościowy ma podobną ochotę do liderowania na rosyjskim podbrzuszu. Turkmenistanowi zaś z jednymi z największych na świecie złożami gazowymi żadne integracyjne inicjatywy nie są do niczego potrzebne. Zabiegających o jego względy jest tak wielu, że propozycja Astany była dalece mało atrakcyjna.

Kazachstan starał się jednak wzmocnić swoją rolę w regionie poprzez zacieśnianie stosunków dwustronnych. Najbardziej podatnym na naciski Astany stał się Kirgistan. Państwo to leżące między Kazachstanem a Chinami było pogrążona w kryzysie i stale wymagało pomocy gospodarczej. Nie chcąc, by Kirgistan wpadł w ręce Chin i stał się strefą wolnocłową dla chińskich towarów zalewających kazachski i rosyjski rynek, Astana zaczęła lobbować za przyjęciem Kirgistanu do Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego, chociaż ten nie spełniał warunków formalnych.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Astana spodziewała się, że w zamian za to Biszkek będzie bardziej wobec niej spolegliwy. Tymczasem Kirgstan zamiast z Kazachami, demonstracyjnie wręcz zaczął zacieśniać swoje stosunki z Rosją. Jako bodaj jedyny przywódca z regionu prezydent Ałmazbek Atambajew na wszystkich spotkaniach kordialnie ściskał się z Putinem, podczas gdy inni podawali mu tylko rękę. Dodatkowo prezydent Kirgistanu zaczął bardzo życzliwie odnosić się do rosyjskich propozycji i demonstrować wielką zażyłość.

Zobacz także: To oni trzymają władzę w Kazachstanie

Nursułtanowi Nazarbajewowi to się oczywiście nie spodobało, ale niewiele mógł zrobić. Gdy jednak w Kirgistanie zaczęły się zbliżać wybory, kazachski prezydent zaczął ingerować w proces wyborczy, chcąc osadzić w Biszkeku wygodnego dla siebie prezydenta. Ustępująca głowa państwa, Ałmazek Atambajew dosłownie wściekł się, gdy Nazarbajew przyjął na audiencji jego osobistego wroga, a przy tym kontrkandydata obozu prezydenckiego. Oprócz teatralnych gestów w stylu zbojkotowania posiedzenia przywódców krajów Wspólnoty Niepodległych Państw w Soczi, Atambajew wykonał ruch, który narusza interesy całego Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego – zrezygnował z przyjęcia pomocy od Kazachstanu na adaptację swego kraju do wymagań EZG. Pomoc ta wynosiła 100 mln dolarów. Kwota ta miała pójść na rozbudowę granicznej infrastruktury, zwłaszcza przejść granicznych, by odpowiadały związkowym normom. Chodzi głównie o to, by można na nich dokonywać kontroli weterynaryjnych i fitosanitarnych. Niezrealizowanie tych posunięć stawia pod znakiem zapytania dalszą przynależność Kirgistanu do Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego. Atambajew twierdzi, że znajdzie inne źródła finansowania granicznych inwestycji, ale nie ujawnia skąd. Dnia 1 grudnia br. traci on co prawda swoje prezydenckie pełnomocnictwa, ale nie wiadomo, czy następca nie zechce kontynuować rozpoczętej przez niego polityki. Atambajew w tej kwestii wydaje się być bardzo zdeterminowany. Chce, by decyzja w sprawie zerwania umowy o pomocy kazachskiej miała charakter ustawy. W tym celu zwrócił się do parlamentu z konkretny projektem.

Reakcje Kazachstanu na posunięcia Kirgistanu są jak na razie wstrzemięźliwe. Nazarbajew zdenerwował się tylko, gdy w ramach antykazachskiej kampanii medialnej Atambajew nazwał go „złodziejem rozkradającym bogactwa kraju”. Jako dowód na tę tezę zaprezentował wyliczenia o tym, że PKB Kazachstanu w przeliczeniu na głowę mieszkańca jest dziesięciokrotnie wyższe niż w Kirgistanie, ale zarobki wyższe tylko półtora razy. Według Atambajewa jest to dowód na to, że reszta jest rozkradana. Nazarbajew w odpowiedzi zamknął granicę Kazachstanu z Kirgistanem dla ciężarówek i nakazał przeprowadzać bardzo dokładną kontrolę samochodów osobowych. Doprowadziło to praktycznie do zamknięcia granic.

Niektórzy obserwatorzy sugerują, że konflikt między Kirgistanem a Kazachstanem zakończy się, gdy Atambajew odejdzie na polityczną emeryturę. Sęk w tym, że nie jest to wcale pewne. U władzy pozostanie bowiem jego obóz, wywodzący się z Socjaldemokratycznej Partii Kirgistanu. Możliwy jest też scenariusz w którym Kirgistan wystąpi z Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego i otworzy znów granicę dla Chin, przekształcając się ponownie w strefę wolnocłową. Możliwy jest tak naprawdę każdy scenariusz.

Marek A. Koprowski

Reklama

Tagi: , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.

a

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz