Każdy mógł się przekonać, że coś jest nie tak z tym ostatnim „chemicznym atakiem”, rzekomo przeprowadzonym przez Baszszara al-Asada, tuż przed tym, jak jego wojska miały właśnie wykończyć ostatnich buntowników pod Damaszkiem. Ale Donald Trump najwyraźniej nie mógł zrozumieć, że syryjski rząd nie miał motywu do użycia broni chemicznej, podczas gdy rebelianci,  kontrolujący przestrzeń, w której rzekomo miał miejsce atak, mają wszelkie powody, aby zmotywować międzynarodową koalicję do ataku na armię syryjską – pisze były oficer CIA, Philip Giraldi, na łamach strategic-culture.org.

W Stanach Zjednoczonych istnieje ogromny przemysł, który chce gorącej wojny z Syrią i Iranem, a także zwiększonej konfrontacji z Rosją i Chinami. Należy go określić jako przemysł, ponieważ ma wiele komponentów i jest w dużej mierze napędzany przez pieniądze, z których wiele pochodzi z Wall Street i dużych korporacji czerpiących zyski z działalności wojennej. Niektórzy wolą określać tego potwora mianem układu przemysłowo-wojskowego, ale odkąd sformułowanie to zostało wymyślone przez prezydenta Dwighta D. Eisenhowera w 1961 roku, jego znaczenie ogromnie się rozrosło, obejmując wymiar polityczny, w tym większość kongresmanów uzależnionych od otrzymywania dziesięciny z zysków sektora zbrojeniowego, z których sfinansowane są ich własne kampanie wyborcze, co z kolei pozwala im na pozostawanie w Kongresie na czas nieokreślony i wygodne przechodzenie do stanowiska lobbingowego lub dyrekcji korporacyjnej.



Przemysł obronny sfinansował również setki tzw. think-tanków, których jedyną działalnością jest promocja wojny. Niektóre, jak neokonserwatywny Instytut Badań nad Wojną (Institute for the Study of War), mają jasną agendę, ale najsilniejsi polegają na eufemizmach, aby ukryć to, co robią. Należą do nich American Enterprise Institute i Fundacja Obrony Demokracji, które promują twardą politykę zagraniczną skierowaną przeciwko Iranowi i Rosji, włączając w to zintensyfikowaną konfrontację z obydwoma krajami w Syrii.

Krajowe media, które również korzystają z tego samego łańcucha pokarmowego, także biorą udział w tym procesie, wiedząc, że społeczeństwo może łatwo zostać oszukane przez oświadczenia pochodzące od rzekomych ekspertów w Waszyngtonie. Czołowi politycy, tacy jak senatorowie Lindsay Graham i John McCain, przewodzą stadu, ale nie brakuje także mniej znanych kongresmanów, którzy również biją na alarm w sprawie rzekomych zagranicznych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego. Odnośnie wydarzeń w Syrii, Graham radził w ubiegły weekend, aby Trump zaatakował i zniszczył syryjskie siły powietrzne, bo w przeciwnym razie sprawiłby wrażenie, że jest „bezsilny”, podczas gdy McCain powiedział, że rozmowa w Białym Domu o wycofywaniu wojsk z Syrii „rozzuchwaliła” Asada.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W Białym Domu przeważa nieoświecona prywata, jeśli chodzi o formułowanie polityki, a interes publiczny zupełnie znika z widoku, gdy urzędnicy wysokiego szczebla popierają agendy promowane przez tych, którzy mają pieniądze i dostęp do władzy.  Nie ma żadnego innego wytłumaczenia dla zadziwiającego spektaklu, który popchnął Stany Zjednoczone bliżej nowej wojny, pomimo wcześniejszych wypowiedzi Trumpa, że chce opuścić Syrię, z czego szybko się wycofał pod presją ze strony Izraelczyków i Kongresu.

Mamy do czynienia z wątpliwą narracją o potwornym ataku z użyciem broni chemicznej w Syrii, podczas gdy Izraelczycy spędzili ostatnie dwa tygodnie strzelając do dwóch tysięcy nieuzbrojonych demonstrantów, zaatakowali syryjską bazę lotniczą, zabijając 14 osób, udając, że troszczą się o ofiary cywilne, kiedy jedyne, na czym naprawdę im zależy, to ożywienie siedmioletniej wojny, która właśnie zaczęła wygasać.

Każdy mógł się przekonać, że coś jest nie tak z tym ostatnim „chemicznym atakiem”, rzekomo przeprowadzonym przez Baszszara al-Asada, tuż przed tym, jak jego wojska miały właśnie wykończyć ostatnich buntowników pod Damaszkiem. Ale Donald Trump najwyraźniej nie mógł zrozumieć, że syryjski rząd nie miał motywu do użycia broni chemicznej, podczas gdy rebelianci, którzy kontrolują przestrzeń, w której rzekomo miał miejsce atak, mają wszelkie powody, aby zmotywować międzynarodową koalicję do ataku na armię syryjską.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

O 8 w niedzielę rano prezydent Stanów Zjednoczonych napisał na Twitterze: „Wiele ofiar śmiertelnych, w tym kobiety i dzieci, bezmyślnego ataku chemicznego w Syrii. Miejsce, gdzie doszło do tego okrucieństwa jest zablokowane i otoczone przez armię syryjską, przez co jest całkowicie niedostępne dla świata zewnętrznego. Prezydent Putin, Rosja i Iran są odpowiedzialne za wsparcie zwierzęcia Aasada”.

Donald Trump nie mógł wiedzieć tak szybko, kto zaatakował bronią chemiczną, ale czuł się zmuszony do napisania czegoś na Twitterze. I nie było tak, że inni obserwatorzy nie podejrzewali, iż nadchodzi wielkie kłamstwo. Na kilka dni przed przeprowadzeniem ataku, Rosyjskie Ministerstwo Obrony ostrzegało, że przygotowywany jest incydent typu „false flag”.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Godzinę później, poranne programy publicystyczne w USA przedstawiły mnóstwo raportów o użyciu broni chemicznej przez reżim syryjski. Nikt nie zaprzeczył tej narracji, a wiadomości wkrótce pojawiły się w późnych wydaniach niedzielnych gazet. „Fake news” znów wygrały, pomimo kompletnego braku dowodów i wiarygodności. To kompletne szaleństwo. Jest coś bardzo nie tak z tym, co obecnie ma miejsce Stanach Zjednoczonych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Trump grozi Rosji „nowymi” rakietami, zapowiada atak na Syrię

Philip Giraldi

Autor jest byłym oficerem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Za strategic-culture.org.

Reklama





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz