Ks. Dymitr Zieliński

Sercanin, proboszcz polskiej wsi Swoboda – Raszkowo w Przydniestrzańskiej Mołdawskiej Republice, swoistej oazie, będącej największym wiejskim skupiskiem Polaków i śladem dawniej zwartego w tych okolicach osadnictwa polskich chłopów z XVIII wieku.

Choć urodził się w Bielcach i mieszkał tam z rodzicami przez dwa lata, to wychował się w odległej o 28 kilometrów od tego miasta zamieszkałej głównie przez Polaków wsi Grigorówka. Matka pochodziła bowiem ze wsi i nie odpowiadało jej życie w mieście. W Grigorówce ks. Dymitr ukończył szkołę średnią, po której został powołany do odbycia służby wojskowej w Armii Sowieckiej.

,,Skierowano mnie do Azji Środkowej” – wspomina ks. Dymitr. ,,W Uzbekistanie ukończyłem szkołę podoficerską, a następnie dostałem przydział do jednostki stacjonującej na granicy turkmeńsko- afgańskiej. Do domu wróciłem po dwóch latach w 1990 r. Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z ks. Henrykiem Soroką, który przyjechał do Mołdawii i zaczął proboszczować w Słobodzie. Zjawił się w Grigoriewce razem z ks. Jackiem Puciem, który objął parafię w naszej wiosce. Zaprosili na spotkanie chłopaków ze wsi, po którym ks. Soroka zaproponował mi, bym pozostał. Gdy zostaliśmy sami, spytał mnie wprost – czy nie chciałbym zostać księdzem? Zdumiałem się tą propozycją i bez ogródek oświadczyłem, że mam zupełnie inne życiowe plany. Więcej o tym nie rozmawialiśmy. W 1991 r. pojechałem z grupą mołdawskiej młodzieży na VI Światowy Dzień Młodzieży do Częstochowy. Tę pielgrzymkę na spotkanie z papieżem organizował ks. Jacek Puć, grupie zaś przewodził ówczesny diakon Piotr Herkulan Malczuk obecny biskup pomocniczy diecezji odessko- symferopolskiej. Dojechaliśmy pociągiem do Przemyśla, a następnie dołączyliśmy do pielgrzymki młodzieżowej diecezji rzeszowskiej. Była to moja pierwsza pielgrzymka w życiu. Nogi mnie strasznie bolały i gdyby nie wojskowa zaprawa, to pewnie nie dałbym rady. Po spotkaniu z Ojcem Świętym na błoniach pod Jasną Górą już wiedziałem, że zostanę kapłanem, tam zrodziło się moje powołanie. W drodze powrotnej od razu wstąpiłem do Księży Sercanów w Krakowie. Długo rozmawiałem z prowincjałem. Ustaliliśmy, że jeżeli wytrwam w swoim postanowieniu, to w 1992 r. rozpocznę postulat. Tak też się stało. W 1999 r. zostałem wyświęcony na kapłana. Wróciłem do Mołdawii. Pracowałem w Benderach, Tyrasopolu, placówce sercanów na Ukrainie, a od trzech lat posługuję w Słobodzie. Przez dwa lata wspomagałem ks. Henryka Sorokę jako wikary, a od roku jestem proboszczem. Ks. Henryk nadal mieszka w Słobodzie i wspiera mnie jako rezydent. Wykonuje tez inne zlecone przez przełożonych obowiązki. Wraz z nim tworzymy mini wspólnotę. Jesteśmy przecież zakonnikami.”

W Słobodzie ks. Dymitr stara się kontynuować wszystkie dzieła ks. Henryka, a także dodawać coś od siebie.

,,Prowadzimy szkolną stołówkę dla dzieci, z której korzysta 104 uczniów miejscowej szkoły” – wylicza ks. Dymitr. ,,Praktycznie wszyscy. Dla dzieci w wieku przedszkolnym prowadzimy ochronkę. Uczęszcza do niej 30 najmłodszych Słobodzian. Chcemy znacznie rozwinąć też działalność parafialnej „Caritas”. Taka jest bowiem potrzeba chwili. Chcemy urządzić centrum medyczne, stanowiące przynajmniej namiastkę przychodni medycznej i stacji opieki. Przymierzamy się również do rozbudowy kościoła. Obecny jest już zbyt mały w stosunku do potrzeb.”

Pod kierunkiem ks. Dymitra parafia w Słobodzie nadal oczywiście służy polskości. Duszpasterstwo jest w niej prowadzone w języku polskim,. Odciążony przez ks. Dymitra z parafialnych obowiązków ks. Henryk może więcej niż dotąd czasu poświęcić na nauczanie języka polskiego w miejscowej szkole.

,,Praca w Słobodzie nie jest oczywiście łatwa. Ksiądz Henryk narzucił określone standardy, poniżej których żaden proboszcz nie może zejść, gdyż najzwyczajniej straci autorytet.”

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz