Dlaczego liberalizm musi odejść

To właśnie mający być receptą na wszystko „wolny rynek” doprowadził do tego, że aktualnie dławiona jest jedna z najbardziej podstawowych wolności, do jakiej przywykliśmy, czyli wolność słowa. Percepcję tego faktu utrudnia liberałom fakt, iż dokonuje się to nie rękami złowrogiego państwa, lecz prywatnych firm. Tych firm, których dominacja jest skądinąd wynikiem kapitalizmu.

Nie ma ostatnio dnia, by z prawicowego światka nie sączył się przekaz o tryumfującym na Zachodzie komunizmie, któremu szlak ku zwycięstwu przeciera oczywiście „marksizm kulturowy”. Arbitralne banowanie nieprzychylnych mainstreamowi polityków czy publicystów na platformach społecznościowych ma być apogeum tego procesu i wstępem do tryumfu rewolucji, po której nastanie Nowy Wspaniały Świat. Problem w tym, że przykład mediów społecznościowych świadczy akurat o tym, że nawet Marks miewał rację. Nie mają jej za to liberałowie, którzy winę za swoje błędne diagnozy zrzucają właśnie na niemieckiego filozofa.

Z wyjątkiem libertariańskich sekciarzy (którzy monopol bądź oligopol Facebooka, Twittera i podobnych im platform uświęcają pozostawaniem tychże w rękach prywatnych oraz teoretyczną możliwością założenia własnej platformy), liberałowie nie są w swej masie konsekwentni. To właśnie mający być receptą na wszystko „wolny rynek” doprowadził do tego, że aktualnie dławiona jest jedna z najbardziej podstawowych wolności, do jakiej przywykliśmy, czyli wolność słowa. Percepcję tego faktu utrudnia liberałom fakt, iż dokonuje się to nie rękami złowrogiego państwa, lecz prywatnych firm. Tych firm, których dominacja jest skądinąd wynikiem kapitalizmu.

Zobacz także: Schyłek Stanów Zjednoczonych

Nie kto inny, jak Marks, podkreślał iluzoryczny i czysto formalny charakter wolności w sytuacji upośledzenia ekonomicznego, przede wszystkim w przypadku nieposiadania środków produkcji. Dziś teoria ta przynajmniej częściowo okazuje się trafna. Współcześni posiadacze środków produkcji, czyli właściciele platform społecznościowych, czynią wolność jednostek i całych społeczeństw względną i zależną od ich dążeń do cenzurowania wybranych treści w internecie. Na nic zda się tutaj wzywanie do legalizmu, do istniejącego porządku prawnego, między innymi do konstytucyjnego zakazu cenzury prewencyjnej. Tym bardziej absurdalnie brzmią postulaty, by na wolnym rynku samemu założyć własną platformę społecznościową i konkurować z portalem Zuckerberga.

Tymczasem monopole czy oligopole to nieuchronna konsekwencja kapitalizmu w jego obecnym kształcie. Powstałe na wolnym rynku platformy społecznościowe zagregowały użytkowników i treści przez nich emitowane w taki sposób, że każdy Internauta mający ambicje opiniotwórcze bądź zamierzający być na bieżąco z informacjami musi korzystać z Facebooka i/lub Twittera. To pozwala właścicielom platform na dowolne odsiewanie treści bez żadnych konsekwencji dla swojej pozycji na rynku, a przynajmniej na „wolnym” rynku.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia

Liberałowie nawet nie zdają sobie przy tym sprawy z tego, że sami są lustrzanym odbiciem marksistów. Wszak wolność według nich – a Marks był przede wszystkim filozofem wolności, którą uważał on za wartość centralną – realizuje się poprzez stosunek do własności. Przy czym Marks chciał całą ludzkość wyzwolić od stosunków ekonomicznych, zaś liberałowie wolność postrzegają głównie jako możliwość nieskrępowanej realizacji potrzeb materialnych przez jednostkę. Jakakolwiek wspólnotowość jest przy tym przez liberałów negowana, chyba że jest to wspólnota płacenia podatków do tego samego budżetu, co zresztą widać w dyskusji o masowej imigracji do Polski. Wszak imigranci „płacą tutaj podatki”, „nie przyjeżdżają po socjal, tylko do pracy”, zupełnie tak, jakby głównym czynnikiem łączącym obywateli było podleganie jurysdykcji tego samego Urzędu Skarbowego.

Jedynie niechęć do obyczajowych wynaturzeń oraz popieranie kary śmierci pozwalają liberałom na dodanie szacownego przedrostka „konserwatywny” do swej autoidentyfikacji. Stąd bierze się wewnętrznie sprzeczna zbitka konserwatywnych liberałów. Zupełnie tak, jakby konserwatyzm afirmował prawa jednostki ponad wspólnotę, jakby podzielał czysto formalistyczną definicję wolności, jakby był doktryną materialistyczną i nie stawiał w centrum Absolutu, czyli jakby postulował wszystko to, co liberałowie. A przecież we wszystkich tych kluczowych punktach konserwatyzm i liberalizm są ze sobą sprzeczne. Co więcej, nawet idei narodowej, będącej wraz z liberalizmem owocem znanej nam nowoczesności zastępującej stary konserwatywny Porządek, nie da się z liberalizmem pogodzić.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Liberałowie nie rozumieją bowiem, że proces trwający na Zachodzie jest właśnie klęską podstawowych założeń Marksa, przez co zaklęcia o tryumfie marksizmu, choć tym razem „kulturowego” to jedynie dobieranie wygodnego dla siebie języka opisu. Rewolucyjny porządek nie wyłania się bowiem przez zmianę stosunków własnościowych, jak chciał Marks, lecz poprzez oddziaływanie kultury i propagowanie nowych wzorców obyczajowości. Dlatego to właśnie suwerenne państwo narodowe, mające na swoim terytorium monopol na stanowienie prawa i stosowanie przemocy, jest tamą, która przy korzystnej konfiguracji byłaby zdatna dać rewolucji odpór.

Z kim jednak budować państwo narodowe, skoro znaczna część „prawicy” samo państwo uważa za rodzaj spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, za jeden wielki zakład pracy, gdzie może przyjechać dosłownie każdy z dowolnego zakątka świata, byle nie brał socjalu i płacił podatki? Kto ma ponosić ciężary funkcjonowania takiego państwa, skoro jeden z gwiazdorów liberalnego pomysłu na nie rapuje „nienawiść do podatków, tak zostałem wychowany”? Chodzi o wrogość wobec podatków głupich i niesprawiedliwych czy wrogość do podatków jako takich?

Tymczasem to, co może spajać ze sobą nie znające się osobiście miliony ludzi rozsiane na terytorium ponad 300 tys. km kwadratowych, to świadomość funkcjonowania we wspólnym habitusie kulturowym, świadomość wspólnoty losów, wreszcie: świadomość, że jesteśmy czymś więcej, niż sumą jednostek.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Właśnie we wspólnocie – i tylko w niej – można realizować i bronić prawa do wolności. Zupełnie tak, jak na wojnie, gdzie żołnierze zgrupowani są w oddziały, związki taktyczne, nie operując bez dowodzenia, bez koordynacji, samopas. Żołnierze nie bronią indywidualnie swoich domów czy własności, lecz kolektywnie bronią całości wspólnej ojczyzny. Jeżeli do liberałów nie dociera taka metafora, bo przecież jesteśmy na kulturowej wojnie, to ciężko będzie o jakąkolwiek dyskusję.

Państwo, które interweniuje w imieniu tworzącej je wspólnoty, które ingeruje w wolny rynek, gdy wymaga tego kolektywny interes narodu, przetrwanie jego kultury czy obyczajów, jest obrzydzane wręcz jako synonim zamordyzmu. Koncepcja jego ograniczenia do minimum generuje czysto transakcyjne, tak charakterystyczne dla liberałów podejście, w którym w zamian za opłacanie podatków poszczególni przedstawiciele jego struktury mają zapewnić społeczeństwu bezpieczeństwo zewnętrzne (wojsko) i wewnętrzne (policja, wymiar sprawiedliwości). Nic więcej ma obywateli z państwem nie łączyć, jedynie ten czysto barterowy stosunek. A przecież często to właśnie wolny rynek, a nie państwo (rząd) – jak twierdził Reagan – jest problemem. Przykład platform społecznościowych, które w formalnie suwerennym państwie są w stanie wypaczać wewnętrzne reguły wyłaniania władzy, dowodzi tego dobitnie. Tymczasem przymusowość – konstytutywna cecha instytucji państwa – to wcale nie zło konieczne, lecz istotny oręż dla samoobrony wspólnoty. Poddanie platform społecznościowych zasadzie przymusowości, wbrew wolnorynkowej utopii czy naiwnej wierze w pozytywizm prawniczy, jest odruchem jak najbardziej racjonalnym.

Suwerenność narodu w swoim państwie to obecnie także suwerenność informacyjna, to obrona granic swojej informacyjnej przestrzeni przed coraz bardziej wszechwładnymi platformami społecznościowymi. Nieaktualność liberalizmu, w tym koncepcji państwa minimum, polega także na tym, że nie rozpoznaje on zagrożeń płynących od międzynarodowych aktorów niepaństwowych, zagrożeń dla obywateli innych niż agresja obcej armii bądź kryminalne występki przestępców. Nie rozpoznaje on tego, że to nie marksizm doprowadził do stanu zagrożenia rozkładem lokalnych kultur narodowych, lecz właśnie on sam, liberalizm w najczystszej postaci. Jednocześnie liberalizm nie potrafi być użytecznym nawet w sporze z marksizmem. 

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Co jednak dla nas najbardziej interesujące, liberalizm całkowicie kapituluje w najbardziej aktualnym ze sporów, a więc wobec idei narodowej. Również i w tym przypadku, aby ukryć własną nieporadność, po liberalnej stronie określa się oponentów mianem socjalistów – zupełnie tak, jakby zwolennicy państwa narodowego proponowali upaństwowienie/uspołecznienie środków produkcji. W ten sposób lojalność wobec ideałów wolnego rynku w oczywisty sposób stoi w kontrze do lojalności wobec własnej wspólnoty narodowej. Liberałowie nie rozumieją bowiem, że można rozpatrywać dobro człowieka w kategoriach innych niż materialne, że wspólnotowość jest wartością samą w sobie, a nie jedynie narzędziem do wzbogacania się. Tymczasem to właśnie kapitalistyczny materializm zmienia rozumne jednostki w skupione na konsumpcji zombie, wykorzenioną masę niepotrafiącą już nawet odróżniać „swoich” od „obcych” w prostym odruchu polityczności; masę, która z łatwością porzuca własny habitus kulturowy, a Boże Narodzenie spędza głównie na zakupach w „galeriach” handlowych. Tam bowiem, gdzie definiuje się wolność człowieka przez jego stosunek do dóbr materialnych, tam właśnie liberalizm – mimo odmiennych zgoła konkluzji –  sytuuje się tuż obok marksizmu.

Zobacz także: Jałowość liberalizmu

W powyższym ujęciu „socjalizm”, choć jako pojęcie oderwany został przez liberałów od swego rdzenia semantycznego, jest jedynym remedium na rewolucję szturmującą tradycyjne instytucje społeczne i suwerenność narodów. Nawet jeżeli owoc takiej rewolucji arbitralnie nazwiemy komunizmem, to właśnie ów wyklęty „socjalizm” jako jedyny ma szansę na danie jej odporu. Liberalizm zaś nie tylko jej nie daje, ale sam istniejący kryzys pogłębia.

Marcin Skalski

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz