Czy Stany Zjednoczone pójdą na wojnę z Chinami o Tajwan?

To czas, aby przemyśleć amerykańskie zobowiązania obronne. Ryzykowanie katastrofalnym konfliktem jest zbyt wysoką ceną za Tajwańską niepodległość – pisze Ted Galen Carpenter na łamach The American Conservative.

Podczas gdy uwaga Ameryki pozostaje skupiona na kryzysie północnokoreańskim, okazjonalnie odrywając się ku kwestiom Morza Południowochińskiego, we Wschodniej Azji pojawiło się kolejne pole konfrontacji. Chiny zaczynają stosować coraz większą liczbę środków, aby zastraszyć Tajwan, włącznie z podkreślaniem, że jakiekolwiek nadzieje, które Tajwańczycy mieli na utrwalenie de facto niepodległości wyspy są nierealistyczne i nieakceptowalne. Wrogie działania obejmują nakłanianie i przekupywanie małej liczby państw (które wciąż posiadają dyplomatyczne relacje z Tajpej) do przejścia na stronę Pekinu, wyrażane wprost ostrzeżenia, że Chiny użyją siły jeśli będzie to konieczne dla powstrzymania separatyzmu Tajwanu, a także nagły wzrost liczby i zasięgu wojskowych ćwiczeń w Cieśninie Tajwańskiej i innych pobliskich terenach.



Militarne manewry są szczególnie niepokojące. Wg tajwańskich przekazów medialnych, w 2017 r. Chiny przeprowadziły 16 ćwiczeń wojskowych wokół Tajwanu, w porównaniu do zaledwie ośmiu w 2016 r., i nawet jeszcze mniejszej liczby między latami 2008 a 2016. Chińskie wojskowe siły powietrzne zaangażowały się w ćwiczenia blisko północnego wybrzeża Tajwanu w grudniu. Gry wojenne chińskich sił morskich i powietrznych osiągnęły punkt kulminacyjny w styczniu 2018, kiedy flotylla, w skład której wchodził jedyny chiński lotniskowiec, przepłynęła wzdłuż cieśniny. Liu Junchuan, szef Chińskiego Biura ds. Tajwanu, szczyci się że „dysproporcja sił wzdłuż Cieśniny Tajwańskiej będzie stawał się coraz większa, a my będziemy mieli pełną, przytłaczającą przewagę strategiczną nad Tajwanem”.

Jest zrozumiałe, że Tajwańczycy są coraz bardziej zaniepokojeni chińskim pobrzękiwaniem szabelką. Urzędnicy w Tajpej twierdzą, że rosnąca aktywność militarna stanowi „ogromne zagrożenie” dla bezpieczeństwa Tajwanu. W odpowiedzi chiński rząd poinformował Tajwańczyków, że muszą przyzwyczaić się do powietrznych i morskich jednostek okrążających wyspę, ponieważ działania te nie zostaną przerwane.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Wzrastające napięcia między Tajpej a Pekinem powinno przyciągać większą uwagę. Zwiększona asertywność Pekinu, jeśli nie wręcz agresywność jest więcej niż kwestią abstrakcyjnej troski Stanów Zjednoczonych. Ustawa o stosunkach z Tajwanem (TRA) z 1979 r., którą kongres przyjął kiedy administracja Jimmy’ego Cartera formalnie uznała Chińską Republikę Ludową (ChRL) i umniejszyła znaczenie relacji Waszyngtonu z Tajpej do nieformalnych ekonomicznych i kulturowych więzi, wyszczególnia dwie kwestie bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone zobowiązały się postrzegać każdą próbę zniewolenia Tajwanu przez ChRL, jako wielkie zagrożenie dla pokoju we Wschodniej Azji. Obiecały również sprzedawać „artykuły obronne i usługi obronne w takiej ilości, jaka może być niezbędna do umożliwienia Tajwanowi utrzymania wystarczającej zdolności samoobrony”.

Chociaż zobowiązania TRA nie są równoznaczne z nałożeniem na Stany Zjednoczone obowiązku do użycia militarnej siły, nie są one trywialne. Jeśli wybuchnie zbrojny konflikt między ChRL a Tajwanem, jest prawie pewne, że Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte do walki.

Napięcia między Pekinem a Tajwanem pojawiały się wcześniej, ale tym razem wydają się wyjątkowo złowieszcze. Chińscy urzędnicy drażliwie reagują na jakiekolwiek demonstracje niepodległości Tajwanu. Mimo że wyspa nigdy nie znajdowała się po kontrolą ChRL. Australijski naukowiec Andrew Tan adekwatnie podsumowuje stosunek Pekinu: „Dla Chin, Tajwan reprezentuje niedokończone interesy związane z chińskimi wojnami domowymi i wywołuje nacjonalistyczne emocje, które dalece przewyższają napięcia w Północnej Korei, na wyspach Senkaku i Morzu Południowochińskim. Dla rosnącej potęgi, która  jest coraz bardziej pewna siebie, asertywna i nacjonalistyczna, ponowne zjednoczenie Tajwanu z kontynentem jest największym, niezbywalnym, państwowym obowiązkiem”. Co więcej, ChRL przyjęła prawo antysecesyjne w 2005 r., podkreślając, że Chiny użyją siły jeśli okaże się to konieczne, aby powstrzymać każdy ruch Tajwanu w kierunku formalnej niepodległości.

Dwustronne napięcia ustąpiły w 2008 roku, kiedy tajwańscy wyborcy wybrali na prezydenta przywódcę partii Kuomitang (KMT) Ma Ying-jeou. Ma kontynuował politykę odprężenia i pracował wytrwale, aby zwiększyć ekonomiczne więzi z kontynentem. Dwustronny handel eksplodował, a duża liczba chińskich turystów przybyła na wyspę po raz pierwszy, co ułatwiło utworzenie komercyjnych linii lotniczych.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Amerykańscy urzędnicy odetchnęli z ulgą, a chińscy liderzy emanowali pewnością, że sieć ekonomicznych więzi doprowadzi do zmniejszenia pro-niepodległościowy nastrojów na Tajwanie i ostatecznie poskutkuje zjednoczeniem wyspy z kontynentem. Wbrew tym nadziejom, spotkało ich rozczarowanie. Tajwańskie nastroje prozjednoczeniowe były – i pozostają – niezmiernie niskie. Rosnący niepokój, że handel z ChRL podważa autonomię Tajwanu, połączony z rosnącą publiczną złością na wszechobecną korupcję w KMT, doprowadził do tak zwanej „Rewolucji Słoneczników” — ruchu studentów i liderów społecznych, który wybuchł masowymi protestami i demonstracjami przeciwko rządowi Ma w latach 2014 i 2015.

Wybory w styczniu 2016 r. zaowocowały całkowitym zwycięstwem pro-niepodległościowej Demokratycznej Partii Postępowej (DPP). Nie tylko nominatka partii, Tsai Ing-wen, zdobyła prezydenturę, ale po raz pierwszy w historii DPP zdobyła kontrolę nad państwową legislaturą. Chińscy przywódcy byli zszokowani i wściekli.

Od tych wyborów relacje między obu brzegami cieśniny pogorszyły się w sposób drastyczny. Ostrzeżenia z Pekinu pod adresem Tsai i tajwańskiego społeczeństwa pojawiły się wcześnie i często. Zhang Zhijun, szef Chińskiego Biura ds. Tajwanu, oświadczył bez ogródek tajwańskiej delegacji biznesowej w maju 2016 (kilka tygodni po tym jak Tsai objęła urząd): „Nie ma przyszłości dla niepodległości Tajwanu, to nie jest opcja dla przyszłości Tajwanu. Taka jest konkluzja historii”, dodając: „niektórzy ludzie twierdzą, że musicie brać pod uwagę zdanie opinii publicznej w Tajwanie” – Zhang wykpił takie rozumowanie. Zamiast tego, „Społeczeństwo Tajwanu powinno zrozumieć i przywiązywać wielką wagę do uczuć 1.37 miliarda mieszkańców kontynentu”.

Tsai podjęła szereg działań, które rozwścieczyły Pekin. Wprowadziła dialog dotyczący kwestii wzajemnego bezpieczeństwa z chińskim regionalnym arcy-przeciwnikiem – Japonią. We wczesnym czerwcu 2016 r. parlament Tajwanu pierwszy raz w historii zorganizował ceremonię upamiętniającą ofiary masakry z 1989 r. na placu Tiananmen. Ta uroczystość była ostentacyjnym policzkiem wymierzonym władzom Pekinu. Potem był słynny (lub niesławny) telefon, który Tsai wykonała do ówczesnego prezydenta elekta Donalda Trumpa. Dla chińskich przywódców jej akcja była jawną próbą nakłonienia nowego przywódcy USA do traktowania Tajwanu jako w pełni niezależnego kraju.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Pekin natychmiast ponowił swoje starania aby odciągnąć garść pozostałych sojuszników Tajwanu. Późnym grudniem 2016 r., Sao Tome zerwało stosunki z Tajpej, w czerwcu 2017 r. to samo uczyniła Panama, być może największy i najbardziej znaczący partner dyplomatyczny Tajpej. Oprócz gry dyplomatycznej Pekin drastycznie zwiększył swoją militarną presję.

Przywódcy USA muszą więc zrewidować czy obronne zobowiązanie wobec Tajwanu służy najlepiej interesom Ameryki czy też stanowi obecnie niedopuszczalne ryzyko. Można było ochraniać wyspę kiedy Pekin nie miał możliwości odepchnięcia amerykańskiej interwencji wojskowej, a ostrożni chińscy przywódcy, wiedząc to, powstrzymywali się od rozpoczęcia ataku przeciwko Tajwanowi. Dlatego też przepłynięcie grupy bojowej lotniskowca przez Cieśninę Tajwańską w 1996 r., podczas wcześniejszego kryzysu, nie wiązało się z wielkim ryzykiem dla USA.

Ale od tamtej pory sytuacja zmieniła się drastycznie. Pekin zainwestował setki milionów dolarów w modernizację sił zbrojnych, szczególnie na rozwój przeciwokrętowych pocisków manewrujących i innych systemów „odmowy dostępu” [„acces denial”]. Dzisiaj interwencja Stanów Zjednoczonych, w celu ocalenia Tajwanu wciąż może odnieść sukces, ale byłaby bardzo niebezpieczna i przyniosłaby o wiele większe koszty w postaci krwi i pieniędzy. W kolejnych latach perspektywy sukcesu staną się jeszcze mniej pewne.

Stany Zjednoczoną muszą ponownie przeanalizować TRA i dokonać oceny obowiązków, które dokument ten zawiera. Waszyngton powinien kontynuować sprzedaż broni dla Tajwanu, mimo przewidywanych i nieustannych protestów Pekinu. Taka sprzedaż da Tajwańczykom opcję kontynuowania oporu wobec żądań ChRL, jeśli chcą ponieść związane z tym ryzyko. Jednak przywódcy Stanów Zjednoczonych powinni też wyjaśnić, że Tajwan jest sam, oraz zmienić język TRA, aby usunąć wszystkie wynikające zeń zobowiązania obronne. Pomimo całej naszej sympatii dla tryskającego energią, demokratycznego Tajwanu, ryzykowanie katastrofalną wojną z Chinami jest dalece zbyt wysoką ceną, za obronę de facto niepodległości wyspy.

Ted Galen Carpenter, starszy człowiek w obronie i studiach z zakresu polityki zagranicznej w Instytucie Cato i współpracujący redaktor w The American Conservative, jest autorem 10 książek i ponad 700 artykułów dotyczących spraw międzynarodowych.

Tłumaczenie: Anna Krajewska

Reklama

Tagi: , , , , ,

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz