“Był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem” – pisał po jego śmierci Jarosław Iwaszkiewicz.

Leopold Staff w młodości mawiał do jego matki: „Niech pani strzeże tego chłopca, to będzie wielki poeta”. Zygmunt Jan Rumel, bo o nim mowa, był wielkim poetą, mimo, że jego życie zostało w okrutny sposób przedwcześnie przerwane.

Urodził się w 1915 roku w polskiej rodzinie patriotycznej, w obecnym Sankt Petersburgu wówczas jeszcze Piotrogrodem zwanym. Ojciec, z wykształcenia inżynier rolnictwa, był oficerem Wojska Polskiego, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku, za co został nagrodzony Krzyżem Virtuti Militari i ziemią na Wołyniu, w okolicach Wiśniowca. Tam też wzrastał Zygmunt. Uczył się w słynnym Liceum Krzemienieckim, przez pewien czas mieszkał nawet w dworku należącym niegdyś do rodziny Juliusza Słowackiego. W latach szkolnych i wczesnej młodości był bardzo aktywny. Działał w harcerstwie, interesował się teatrem, sportem i krajoznawstwem. Pisał liczne artykuły dotyczące zagadnień socjologicznych, etnograficznych i kulturalnych oraz wiersze. Był też członkiem Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej, który skupiał Polaków i Ukraińców. Jego talent literacki rozwijał się również podczas studiów polonistycznych, które podjął w 1935 roku na Uniwersytecie Warszawskim. Wychowany na terenie wielokulturowych, wielonarodowościowych i wieloreligijnych Kresów, na ukochanym Wołyniu, odzwierciedlał to również w swojej poezji. W „Pieśni III” z 1937 roku pisze „Przędą Pryśki, przędą Jaryny/już oprzędły płótna Wołyniem/w znakach prostych i jak najprościej/na tych płótnach Wołyń się mości…”.

Pisać nie przestał nawet w mroczne lata okupacji. W jego twórczości zaznaczyły się wówczas wyraźne wątki patriotyczne, narodowowyzwoleńcze i związane z powojenną wizją Polski. Od pierwszych dni wojny zaangażował się w działalność konspiracyjną: organizował drukarnię w Warszawie, a jako komendant BCh na Wołyniu organizował oddziały partyzanckie i samoobronę w czasie nasilających się rzezi dokonywanych przez banderowców na ludności polskiej. 7 lipca 1943 roku wraz ze swoim oficerem Krzysztofem Markiewiczem został wydelegowany przez Pełnomocnika rządu RP Kazimierza Banacha, jako emisariusz do UPA w celu zahamowania eksterminacji Polaków na Wołyniu. Upowcy nie chcieli jednak rozmów. Zabili polskich emisariuszy we wsi Kustycze 10 lipca. Następnego dnia rozpoczęło się apogeum wołyńskiego ludobójstwa. W ciągu jednego dnia upowcy zaatakowali w stu kilkudziesięciu miejscach, mordując wielu Polaków, w tym kobiety, starców, dzieci, a nawet duchownych i wiernych w kościołach podczas Mszy Świętych.

W 2008 roku staraniem zasłużonego w działalności kresowej Stowarzyszenia Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich ukazał się drukiem tomik wierszy Zygmunta Jana Rumla pod znamiennym tytułem „Dwie matki”. Tomik zawiera wiersze już publikowane jak również kilka takich, które nigdzie jeszcze nie były drukowane. Tytułowe „Dwie matki” (wiersz napisany w lipcu 1941 roku), to Polska i Ukraina, które ukształtowały wrażliwość i talent poety, a teraz, w okrutnym czasie wojny są przyczyną bolesnego rozdarcia:

„Dwie Matki-Ojczyzny hołubiły głowę-
Jedna grzebień bursztynu czesała we włos,
Druga rafy porohów piorąc koralowe,
Zawodziła na lirach dolę ślepą – los…
(…)
Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –
W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –
Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –
By serce rozdwojone płakało – jak głos …”

Uzupełnieniem tomiku jest krótka biografia poety oraz wspomnienia bliskich o nim. Dodatkowo książeczka zawiera kilka archiwalnych fotografii Rumla i jego rodziny.

Mimo, że wołyński poeta odszedł w sposób tragiczny – pamięć o nim pozostała. Coraz szerszym kręgom znana jest jego poezja, opisywany tomik również do owej znajomości się przyczyni, ulice w Gdańsku i Słupsku, nazwano jego imieniem, w 2004 roku powstał godzinny film Wincentego Ronisza pt.: „Poeta nieznany”.

W ubiegłym roku dr Iwan Parnikoza, przyrodnik i historyk z Kijowa, w ramach kampanii ochrony starych drzew na Ukrainie prowadzonej przez Kijowskie Centrum Ekologiczno-Kulturalne, zaproponował aby nazwać imieniem Zygmunta Rumla sędziwy dąb rosnący we wsi Bodziaczów, kilka kilometrów od słynnego Przebraża.

Wydaje się też, że przetrwała wiara poety w dobroć ludzką – matkę i siostrę Zygmunta uratował od niechybnej śmierci Ukrainiec.

Krzysztof Wojciechowski

forma płatności