W średniowiecznych klasztorach zima była jednym z najtrudniejszych sprawdzianów codziennego życia. Pierwsze reguły zakonne powstawały w łagodniejszym klimacie południowej Europy, tymczasem wspólnoty działające w Normandii, Anglii, Polsce czy północnej Francji musiały mierzyć się z długimi, wilgotnymi i mroźnymi miesiącami.

Mnisi byli do tego przygotowani raczej duchowo niż fizycznie – chłód traktowano jako element umartwienia. W wielu środowiskach uważano, że im większe było fizyczne cierpienie, tym większą miało ono wartość duchową. Dla zachowania zdrowia trzeba było się jednak czasem ogrzać. O zimowych problemach średniowiecznych mnichów przypomina portal „The Conversation”.

Zimno? Idź do izby grzewczej

Podstawą wczesnośredniowiecznego życia monastycznego była reguła św. Benedykta, nakazująca skromność i wyrzeczenie. Mnisi nie mogli posiadać prywatnego majątku, a wygoda nie była uznawana za wartość. Reguła tylko w ograniczonym stopniu uwzględniała problem chłodu, uznając, że mnisi w chłodniejszych regionach potrzebują większej ilości odzieży. Ogrzewanie ograniczano jednak do minimum. W kościołach, dormitoriach i większości pomieszczeń nie było kominków ani pieców. Jedynym miejscem, w którym wolno było się ogrzać, był specjalny pokój zwany calefactorium, czyli izbą ogrzewaną.

Świadectwa epoki pokazują, jak dotkliwe bywały zimy. Orderyk Vitalis, kronikarz żyjący w Normandii na przełomie XI i XII wieku, pisał, że z powodu zimna musi przerwać pracę nad księgą i wróci do niej dopiero wraz z nadejściem wiosny: „Śmiertelni ludzie są gnębieni przez liczne nieszczęścia, które wypełniłyby wielkie tomy, gdyby je wszystkie spisać. Lecz teraz, zdrętwiały z zimowego chłodu, zwracam się ku innym zajęciom i zmęczony trudem postanawiam zakończyć w tym miejscu moją obecną księgę. Gdy powróci wiosenne ciepło, w kolejnych księgach opiszę wszystko to, czego tutaj dotknąłem jedynie pobieżnie albo całkowicie pominąłem” („Historia ecclesiastica”).

Taki zapis dobrze oddaje wpływ mrozu na codzienną aktywność mnichów, dla których zimno było nie tylko niewygodą, lecz realnym ograniczeniem pracy i modlitwy. Przez kilka miesięcy w roku działalność skryptoriów była znacznie utrudniona lub wręcz niemożliwa.

Grzali się na zmianę

Calefactorium było zwykle niewielkie i nie mogło pomieścić całej wspólnoty. Można wyobrazić sobie kilku lub kilkunastu zakonników zgromadzonych przy ogniu, w ciszy lub rozmawiających półgłosem, próbujących choć na chwilę się ogrzać. W klasztorach cysterskich nawet takie ustępstwo traktowano jednak jako konieczny, lecz ściśle ograniczony przywilej.

Mimo to ogrzewane pomieszczenia miały dla wspólnot ogromne znaczenie. W opactwie Meaux w Yorkshire budowę izby grzewczej zapisano w kronice obok wzniesienia refektarza, co świadczy o wadze, jaką przywiązywali do nich mnisi. Wiadomo, że także w opactwie Rievaulx z czasem powstał rozbudowany ogrzewany kompleks, a w Durham specjalny dom z paleniskiem. Był on jedynym miejscem, gdzie zwykli mnisi mogli poczuć ciepło. Jak zapisano w „The Rites of Durham”: „ogień utrzymywany był [tam] przez całą zimę, aby mnisi mogli przy nim przychodzić się ogrzać, gdyż nie wolno im było korzystać z żadnego innego ognia poza tym jednym”. Istniały oczywiście wyjątki – „przeorzy i urzędnicy, którzy mieli własne paleniska”.

Podobnie w Polsce

Podobny model, oparty na ograniczonym dostępie do ciepła, funkcjonował także w Europie Środkowej. Na ziemie polskie przeniesiono śródziemnomorski system pieców typu hypocaustum, wywodzący się z tradycji antycznych łaźni i rzymskich budynków mieszkalnych. W chłodniejszym klimacie urządzenia te dostosowano do nowych warunków i od późnego średniowiecza służyły one już nie tylko celom higienicznym, lecz także ogrzewaniu wybranych pomieszczeń w klasztorach i innych budowlach.

Na ziemiach polskich odkryto liczne relikty takich instalacji w zespołach klasztornych, lecz także ich zasięg był ograniczony. W piwnicach klasztoru augustianów na Kazimierzu w Krakowie funkcjonował piec typu hypocaustum, którego konstrukcja – komora paleniskowa z kanałem odprowadzającym ciepło do pojedynczego pomieszczenia na wyższej kondygnacji – wskazuje, że ogrzewano raczej pojedyncze izby niż całe skrzydła zabudowy. Podobnie w opactwie cystersów w Jędrzejowie rozpoznano urządzenie grzewcze w piwnicy pod refektarzem, przeznaczone do ogrzewania jedynie znajdującej się nad nią sali.

Zimno było więc stałym elementem życia zakonnego, zarówno w Anglii, jak i na ziemiach polskich. Prawo do ciepła było ograniczone. Ogień, dostępny tylko w wybranych miejscach, stanowił ważny punkt dnia – chwilę wytchnienia w świecie, w którym chłód i surowość miały prowadzić do duchowego doskonalenia. W średniowiecznym klasztorze ciepło nie było oczywistością, lecz rzadkim dobrem, dozowanym tak samo oszczędnie jak jedzenie czy wygoda.

Kresy.pl / The Conversation

Autor korzystał też z:

Bojęś-Białasik, Anna; Kwiatkowska-Kopka, Beata, „Średniowieczne urządzenia grzewcze w klasztorze cystersów w Jędrzejowie i augustianów-eremitów na Kazimierzu w Krakowie”, [w:] „Wiadomości Konserwatorskie – Journal of Heritage Conservation”, nr 25 (2009), s. 77–87.

Czytaj też:

Rachunki za ogrzewanie wzrosną

Klasztor w Sąsiadowicach

Tagi: ,
forma płatności