Prawa ręka Witosa

– Dzień Dobry Panie Premierze!
– Dzień Dobry Panie Prezesie!
Tak najczęściej zaczynała się rozmowa pomiędzy Wincentym Witosem a Michałem Głowaczem, chłopem z podprzemyskiej wsi.

Jednak historia życia Michała Głowacza jest niezwykle interesująca i bardzo nietypowa jak na biografię „zwykłego” chłopa. Był on bowiem współpracownikiem Wincentego Witosa, aktywnym działaczem politycznym, niestrudzonym społecznikiem i … moim pradziadkiem.

Michał Głowacz był rolnikiem, który urodził się i mieszkał we wsi Żurawica nieopodal Przemyśla. Przyszedł na świat 4 kwietnia 1885 roku jako pierwszy syn Jana i Marii z Hnatowskich. W roku 1906 odbywał służbę wojskową jako ułan w Wiedniu. Związek małżeński z Wiktorią Włochówną zawarł w 1912 roku, mieli ośmioro dzieci. Dwa lata później został powołany do wojska i walczył na wojnie przez cztery lata jako ordynans kapitana pochodzącego z miejscowości Gać koło Przeworska. Osoba owego kapitana, do którego nazwiska niestety nie udało mi się dotrzeć, wywarła bardzo duży wpływ na Pradziadka. To ów kapitan dał Pradziadkowi najlepsze wychowanie patriotyczne, włączając Go jednocześnie do pracy politycznej w ruchu chłopskim. Po zakończeniu wojny kapitan i Pradziadek odwiedzali się i cały czas pozostawali w bardzo dobrych, wręcz przyjacielskich stosunkach.

Pradziadek był wójtem gminy Żurawica w latach dwudziestych ubiegłego wieku, członkiem Rady Nadzorczej Banku Spółdzielczego Rzemieślników i Rolników w Przemyślu, członkiem Okręgowego Towarzystwa Rolniczego, jednym z założycieli Kółka Rolniczego w Żurawicy.

Pradziadek był bardzo dobrym rolnikiem i gospodarzem. Swoje obowiązki wypełniał sumiennie i jak na prawdziwego gospodarza przystało najważniejsze prace wykonywał osobiście. A cóż jest ważniejszego niż dobra orka; dlatego też tę czynność Pradziadek zawsze wykonywał osobiście, nie dopuszczając innych do pługa. Będąc współzałożycielem Kółka Rolniczego sprowadzał do Żurawicy nowe maszyny takie jak siewnik czy kultywator. W gospodarstwie Pradziadka uprawiano między innymi buraki cukrowe. Było to wówczas jedyne gospodarstwo w Żurawicy w którym były one uprawiane. Uprawa ta przynosiła bardzo dobre dochody.

Był nie tylko dobrym gospodarzem ale też sąsiadem i doradcą. Pradziadek miał tę niezwykłą zdolność, że potrafił łagodzić spory, zawsze służył innym dobrym słowem i radą. Ale przede wszystkim był wielkim patriotą i politykiem.

Pierwsze polityczne wystąpienie Pradziadka miało miejsce tuż po wojnie, gdy przemawiał (z balkonu budynku w którym mieści się obecnie muzeum) do zgromadzonych na przemyskim rynku mieszkańców miasta. Wystąpienie to miało miejsce 3 maja 1918 roku. Jak wspomina Stanisława Ochalik, córka Pradziadka, a moja ciocia, do tego pierwszego wystąpienia pomagał przygotować się Pradziadkowi Pan Tarnawski – ówczesny dyrektor przemyskiego gimnazjum. Jednak późniejsze wystąpienia nie wymagały już żadnego przygotowywania, bowiem Pradziadek miał dar pięknego wysławiania się i bez trudu przemawiał do tłumów, przekonując argumentami i porywając swą mową.

Z pierwszym wystąpieniem Pradziadka związana jest pewna ciekawa historia. Pradziadek swoją mowę zakończył słowami: „Niech żyje Najjaśniejsza Rzeczpospolita”. Po tych słowach, orkiestra zagrała Hymn Polski. Jest to szczególnie godne odnotowania, gdyż tego dnia na rynku przemawiało wielu znanych i bardziej znaczących od Pradziadka prelegentów i po żadnym z wcześniejszych przemówień nie zagrano Mazurka Dąbrowskiego. Jednak zdarzało się wielokrotnie, że podczas różnych wieców, przemawiającego do zgromadzonych Pradziadka posądzano o to iż jest „podstawiony”. Nie chciano wierzyć, że jest chłopem, ponieważ miał bardzo ładne, zadbane dłonie.

Pradziadek należał do Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, którego był prezesem w strukturach powiatowych. Jemu też została powierzona organizacja ruchu chłopskiego na terenie powiatu przemyskiego, z czego wywiązał się wzorowo. Zorganizował partię chłopską: najpierw PSL „Piast”, a następnie Stronnictwo Ludowe. Przez okres lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku był prezesem zarządu powiatowego tej partii.

W roku 1925 został członkiem rady naczelnej PSL ”Piast”. Brał udział w kongresie zjednoczeniowym stronnictw ludowych, które miało miejsce w roku 1931 w Warszawie. W latach 1935-1939 został wybrany na członka Rady Naczelnej Stronnictwa Ludowego. Piętnastego sierpnia 1937 roku został zorganizowany wielki wiec w Dubiecku na którym Pradziadek ogłosił strajk chłopski. Został za to aresztowany.

Od roku 1940, w czasie okupacji niemieckiej, dziadek organizował konspiracyjny Ruch Ludowy. Był przewodniczącym powiatowego kierownictwa tego ruchu. W 1941 roku gestapo aresztowało Pradziadka wraz z dziewięcioosobową grupą innych działaczy społecznych z Przemyśla. Areszt trwał 100 dni.

Po zakończeniu wojny dziadek nadal pełnił funkcję prezesa zarządu Polskiego Stronnictwa Ludowego w Przemyślu. W 1944 roku Pradziadek został wybrany na przewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, za co wkrótce został aresztowany. Był także posłem do Krajowej Rady Narodowej.

Od listopada 1945 roku przeszedł do PSL-u Stanisława Mikołajczyka. To przejście nastąpiło w bardzo symboliczny i wymowny sposób – nad grobem Witosa, w dniu jego pogrzebu.

Za czasów sprawowanej przez Pradziadka funkcji w PSL stronnictwo to nigdy nie przystąpiło do organizacji Komisji Porozumiewawczej Partii i Stronnictw Politycznych. Władza ludowa w Przemyślu chciała powołać tak zwana Komisję Porozumiewawczą Partii i Stronnictw Politycznych PPR, PPS i Stronnictwa Chłopskiego i wtedy działać wspólnie jako porozumienie czterech partii politycznych. W wielu regionach Polski to się udawało, natomiast Pradziadek do takiego porozumienia nie przystąpił i to spowodowało duże niezadowolenie ze strony ówczesnych władz.

W roku 1947 współpracownik Pradziadka Roman Kisiel z Orłów ulegając namowom towarzyszy z PPR-u dokonał rozbicia w stronnictwie. Został wybrany prezesem i przystąpił do Komisji Porozumiewawczej Partii i Stronnictw Politycznych. Po tym fakcie Pradziadek zrzekł się wszystkich funkcji i wycofał się z życia politycznego nie chcąc wspierać swoją osobą ówczesnej władzy. Miał wówczas 62 lata. Paradoksem jest, że to właśnie Pradziadek uczynił Kisiela swoim zastępcą i szefem Batalionów Chłopskich, a później ten dokonał rozbicia partii i przyczynił się do przedwczesnego wycofania się Pradziadka z życia politycznego. Pomimo wielu zabiegów i namawiania Pradziadka do powrotu on sam swego zdania nie zmienił.

Warto również dodać, iż organizacja Ruchu Chłopskiego była połączona z oświatą chłopów. Od roku 1936, każdej jesieni Pradziadek chodził od wsi do wsi i namawiał do zapisywania się do Stronnictwa Ludowego i do Kółka Rolniczego. Co roku odwiedzał poszczególne Koła.

Rozumiał potrzebę oświaty chłopów. Wielokrotnie dawał temu wyraz. W jego rodzinie przed wojna do szkoły średniej chodziła jego córka Stanisława i syn Kazimierz. W tamtym czasie tylko trzy rodziny z całej wsi wysłały swoje dzieci do gimnazjum. Tuż po wojnie pomagał w zorganizowaniu szkolnictwa w Przemyślu.

Mimo, że był z chłopów często zapraszał Go książę Andrzej Sapieha, właściciel dóbr Żurawica, prezes Związku Ziemian. Nie były to tylko rozmowy grzecznościowe. Książę niejednokrotnie pomagał Pradziadkowi w trudnych sytuacjach. Pewnego dnia Pradziadek wziął najładniejszą ze swoich jałówek i poszedł do księcia z zamiarem jej sprzedaży. Chciał w ten sposób zdobyć pieniądze na kształcenie swojej córki, która uczęszczała wówczas do prywatnego gimnazjum sióstr benedyktynek. W momencie kiedy Książę dowiedział się, na co mają być przeznaczone pieniądze, dał je Pradziadkowi, nakazując jednocześnie aby ten zachował jałówkę. Książę, podobnie jak Pradziadek, doskonale rozumiał potrzebę edukacji, dlatego też wspomógł Pradziadka, tym bardziej że jego córka chciała zostać nauczycielką. Na wiosnę 1944 roku książę Sapieha zaprosił Pradziadka by się z nim pożegnać. Książę jako wielki patriota musiał uciekać przed bolszewikami, przeczuwając co może go spotkać. Przewidując konfiskatę swojego majątku, poprosił Pradziadka, aby ten zadbał, żeby ziemia przeszła w ręce chłopów, a nie stała się kołchozami. Pradziadek tę prośbę zrealizował.

Za swoją działalność opozycyjną Pradziadek był kilkakrotnie więziony. Dwa razy w okresie sanacji za strajki chłopskie, w czasie okupacji był aresztowany jako zakładnik. Władza komunistyczna więziła Go trzykrotnie. Paradoksem jest, że wszystkie te uwięzienia były bezprawne, bowiem Pradziadek nigdy nie otrzymał żadnego wyroku sądowego. Najgorzej wspominał ostatni pobyt w więzieniu, gdy był przetrzymywany przez UB w piwnicy budynku przy ulicy Krasińskiego w Przemyślu. Jego cela miała wymiary 2m x 2m. Przesiedział w niej trzy miesiące. Przez cały czas trwania aresztu odbywały się nocne przesłuchania; nie dawano mu wody do mycia, ani łyżki do jedzenia. Przez to bardzo podupadł na zdrowiu, ale nie ugiął się i nie poszedł na współpracę.

W domu Pradziadka gościło wielu znanych działaczy Stronnictwa Ludowego między innymi Bruno Gruszka, Wiktor Jedliński, Piotr Świetlik i inni. Obok znanych postaci dom Pradziadka był często odwiedzany przez sąsiadów i znajomych, którzy przychodzili tam po poradę, życzliwe słowo czy pomoc w rozstrzygnięciu sporu.

Pradziadek był bliskim współpracownikiem Wincentego Witosa. Tuż przed drugą wojną światową spotkali się na rynku w Przemyślu. Pradziadek często jeździł do Witosa do Wierzchosławic oraz do Warszawy, gdy ten był premierem. Potem Pradziadek odwiedzał go również na zamku rzeszowskim, gdzie ten był internowany przez Niemców, a także podczas pobytu w jarosławskim szpitalu. Obaj byli do siebie zresztą bardzo podobni – wielcy patrioci, o zdolnościach oratorskich i wreszcie obydwaj orali własne pola osobiście nie dopuszczając innych do pługa.

Wincenty Witos był bardzo ważną osobą nie tylko w życiu Pradziadka, ale i w życiu całej rodziny. To na jego cześć i dla uczczenia Jego pamięci dwoje wnucząt Pradziadka nosi imiona: Wincenty i Wincenta.

Pradziadek zmarł w roku 1960. Przez ostatnie lata swojego życia nie brał udziału w życiu politycznym, nie narażając się tym samym ówczesnej władzy, jej niechętny stosunek do Pradziadka nie przeminął. Na klepsydrach nie można było umieścić informacji o działalności Pradziadka. Z tego samego powodu w niewielu książkach czy publikacjach dotyczących ruchu chłopskiego z trudem można spotkać choćby wzmianki o Michale Głowaczu.

Brak informacji o Pradziadku był jednym z powodów dla których zdecydowałam się napisać ten artykuł. Pradziadek był wielkim patriotą, który nigdy nie sprzeniewierzył się ideałom, wiernie służył ludziom, Bogu i Ojczyźnie. Swoimi czynami zasłużył na pamięć i uznanie. Mam nadzieję, że pamięć o Michale Głowaczu przetrwa nie tylko w jego rodzinie, ale także inne osoby będą czerpać wzorce z jego postawy.

Joanna Godzień

Prawnuczka Michała Głowacza

Niniejszy artykuł ma charakter przyczynkarski. Zapewne nie dotarłam do wszystkich źródeł informacji o moim Pradziadku. Będę wdzięczna za wszelkie przesłane informacje: ul. Wyszyńskiego 18/12, 37-710 Żurawica

adres email: [email protected]

Artykuł został napisany w oparciu o wspomnienia Adama Głowacza i Stanisławy Ochalik dzieci Michała Głowacza, którym chciałabym w tym miejscu serdecznie podziękować.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem”

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz