Symbole UPA, które powinny zostać potępione na wniosek polskiego Sejmu, są teraz integralną częścią symboli Sił Zbrojnych Ukrainy – napisał o tym na swojej stronie na Facebooku Wołodymyr Wjatrowycz.
Były szef Ukraińskiego IPN, obecnie deputowany parlamentu Ukrainy znany „kłamca wołyński” i propagator banderyzmu oraz kultu OUN-UPA groził Polsce w sprawie krytyki UPA.
“Nakrycie głowy dzisiejszych żołnierzy ukraińskich jest repliką Mazepinki Ukraińskiej Powstańczej Armii. Banderowskie pozdrowienie „Chwała Ukrainie!” stało się oficjalne w armii. A powstańczy Krzyż Zasługi Wojskowej został odznaczeniem prezydenckim. Czcionka ceremonialna używana przez Siły Zbrojne Ukrainy jest oparta na grafice podziemnego artysty Niła Chasewycza. Można też wspomnieć o nieoficjalnym, ale wszechobecnym, stosowaniu w armii czerwonych i czarnych flag” – napisał na Facebooku.
“Dlatego żaden obecny polityk ukraiński nie wpadnie na idiotyczny pomysł porzucenia tych symboli na prośbę polityków sąsiedniego państwa. A gdy obecnych polityków zastąpią następni, wśród których będzie wielu, którzy walczyli pod tymi symbolami, odpowiedzią na takie oświadczenia nie będzie już cisza” – dodał.
Posłowie podczas 16. posiedzenia Sejmu podjęli uchwałę w sprawie uczczenia 81. rocznicy zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Dodano również, że Sejm potępia propagowanie ideologii oraz symboliki nawiązującej do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. “Osoby oraz organizacje, które organizowały ludobójstwo, muszą być objęte infamią oraz na zawsze stanowić antywzór działania” – głosi uchwała.
Sejm „potępia wszelkie próby relatywizacji prawdy o Rzezi Wołyńskiej oraz zakłamania i fałsz w dyskusji o tym wydarzeniu” oraz „daje wyraz przekonaniu, że pamięć o zbrodni, hołd dla ofiar i ich godne upamiętnienie są niezbędne dla partnerskich, dobrosąsiedzkich i przyjaznych relacji między Polską a Ukrainą”. Podkreślono, że Polska, wspierając naród ukraiński w walce z rosyjskim agresorem, oczekuje uczciwego upamiętnienia męczeńskiej śmierci swoich obywateli z rąk nacjonalistów ukraińskich.
Były szef ukraińskiego IPN w rozmowie ze stacją Espresso powiedział: “Najwyraźniej ten temat pozostaje, wybaczcie określenie, politycznie atrakcyjny dla polskich polityków. Nadal próbują wycisnąć z niego jakiś wyborczy sok. Były nadzieje, że po zmianie władzy, po restarcie władzy, będzie tego mniej, ale widzimy, że nie jest mniej. Poza wypowiedzią ministra obrony narodowej, której mniej więcej można było się spodziewać, biorąc pod uwagę, którą partię reprezentował (Polskie Stronnictwo Ludowe). Znacznie bardziej zaskoczyło mnie głosowanie nad tą uchwałą w Sejmie, gdzie tylko siedem głosów wstrzymało się od głosu, a bezwzględna większość była za. Uchwała, która w pełni kontynuuje retorykę Prawa i Sprawiedliwości, i mimo że rzekomo nastąpił reset, to teraz nie ma większości w tym parlamencie”.
“Oczywiście, mało prawdopodobne jest, aby przyczyniło się to do jakichkolwiek normalnych stosunków między Ukrainą a Polską. Ponadto polscy koledzy doskonale zdają sobie sprawę, że nawet w tych aspektach honorowania Ukraińskiej Powstańczej Armii nie ma i nigdy nie było niczego antypolskiego, że Ukraińska Powstańcza Armia była, jest i pozostaje dla Ukraińców przykładem walki o niepodległość, przede wszystkim przeciwko Rosji, przeciwko rosyjskiej agresji” – powiedział.
“Wiecie, te tezy, które padają z ust polskich polityków – żeby porzucić tych, którzy walczyli o niepodległość w przeszłości, niestety mówią mi, że przynajmniej część z nich nie chce widzieć Ukrainy w niepodległej przyszłości”.
W czwartek 11 lipca br. przypada 81. rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu – masowej akcji mordowania Polaków w ramach przeprowadzonego przez ukraińskich nacjonalistów ludobójstwa. Łącznie, na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zginęło co najmniej 100 tys. Polaków.
Krwawa Niedziela była kulminacją fali morderstw i wypędzania Polaków z ich domostw, trwającej już od początku 1943 roku. Jednak do pierwszych mordów dochodziło już jesienią 1939 roku.
Sprawcami Zbrodni Wołyńskiej były Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery (OUN – B) oraz podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Współdziałała z nimi także część ludności ukraińskiej, która uczestniczyła zarówno w mordach na swoich polskich sąsiadach, jak i w rabowaniu ich dobytku. OUN-UPA nazywała swoje działania „antypolską akcją”. Ukrywając za tym określeniem zamiar jakim było wymordowanie i wypędzenie Polaków.
Pierwszy masowy mord na Wołyniu miał miejsce 9 lutego 1943 roku. Doszło do niego we wsi Parośla I w powiecie sarneńskim. UPA, podając się początkowo za sowieckich partyzantów, zamordowała 173 Polaków.
Nasilenie zbrodni miało związek m.in. z porzuceniem w marcu i kwietniu 1943 roku przez policjantów ukraińskich służby na rzecz Niemiec. Wstąpili oni następnie w szeregi UPA. Wielu z nich brało wcześniej udział w mordowaniu Żydów. Do jednej z największych zbrodni UPA sprzed lipca 1943 roku doszło w nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 r. Spalono wtedy osadę Janowa Dolina. Około 600 Polaków zostało zamordowanych.
W lipcu 1943 roku nastąpiło nasilenie zbrodni. Zamordowano wtedy około 10 – 11 tysięcy Polaków. UPA dokonała w dniach 11 i 12 lipca skoordynowanego ataku na Polaków w 150 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim oraz łuckim. Mordercy specjalnie wybrali niedzielę, kiedy Polacy udawali się do kościołów na Msze Święte. Ukraińscy nacjonaliści wkraczali do kościołów, mordując ludność cywilną i duchownych. Doszło do tego m.in. w Kisielinie, a także w Porycku. Na Wołyniu spalono lub zburzono około 50 kościołów katolickich. Zbrodnie trwały również w kolejnych dniach i później. W wyniku ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zginęło co najmniej 100 tys. Polaków.
Kresy.pl/Espresso
































