Informowaliśmy niedawno o wprowadzeniu w jednej ze szkół w Witebsku na Białorusi fakultatywnych lekcji języka polskiego. Polski działacz społeczny z Grodna, Andrzej Poczobut przestrzega przed zbytnim entuzjazmem.

1 września ogłoszono, że w Szkole nr 22 w Witebsku 75 uczniów będzie mogło uczyć się języka polskiego w ramach zajęć dodatkowych. Członek Zarządu Głównego niezależnego Związku Polaków na Białorusi, Andrzej Poczobut przestrzega jednak przed zbytnim entuzjazmem. “W Witebsku w szkole 22 będą prowadzone zajęcia fakultatywne. Oznacza to, że będzie to 1 godzina w tygodniu i na dodatek te zajęcia będą prowadzone w czasie pozalekcyjnym. Zgodnie z rozporządzeniem władz ma się to odbywać w sobotę” – objaśnia polski działacz, pytając – “Czy jest to tak wielki sukces?”.

Poczobut zauważył, że w tej bardzo ograniczonej formie, języka polskiego uczy się w obwodzie witebskim 340 uczniów szkół publicznych, w tym dwóch szkół w samym Witebsku. “Poziom wiedzy jakie dają zajęcia fakultatywne mogliśmy ocenić w ramach akcji “Lato z Polską” kiedy dzieciaki w tym i z Witebska wyjeżdżali na odpoczynek do Polski. Mogę więc śmiało powiedzieć, że jest on bardzo i bardzo słaby”, jednak zaznacza, że “nie jest to wina nauczycielek” bo “czy można za godzinę w tygodniu nauczyć języka?” – pyta Poczobut.

Opisując sytuację w Witebsku zauważa, że “władze się nie zgodziły na to by gdziekolwiek w obwodzie witebskim język polski był wykładany jako przedmiot czyli normalnie w ramach nauczania w czasie lekcyjnym. I to nie zważając na zainteresowanie pobierać naukę właśnie w formie normalnych lekcji […] zamiast tego, nie zważając na zainteresowanie rodziców, po prostu poszerzono o jedną szkolę zajęcia fakultatywne, kanalizując w ten sposób zapotrzebowanie – chcieliście polskiego, miejcie go. Ale w sobotę i jako fakultatyw”.

Działacz ZPB zaleca więc “umiarkowanie” w ocenie decyzji dyrekcji witebskiej szkoły, szczególnie “na tle tego co się stało na Grodzieńszczyźnie. Od trzech lat władze świadomie dyskryminują szkoły polskie odgórnie ustalając liczbę uczniów, która może zostać przyjęta do nich. Wiedzą, że zapotrzebowanie jest większe, ale świadomie zaniżają liczbę miejsc wytwarzając sztuczny deficyt”. Zaznacza, że w tym roku do Szkoły nr 36 z polskim językiem nauczania w Grodnie przyjęto 57 nowych uczniów, to o dwóch mniej niż w zeszłym roku, jednocześni odmawiając przyjęcia 9 uczniom, mimo nalegań rodziców. Stało się tak mimo tego, że “w tym roku MSZ RP, ambasada, konsulat i wszystkie polskie delegacje parlamentarne, które odwiedzały Białoruś zabiegały o to, by w Grodnie przyjęto wszystkich chętnych”, jednak jak ocenia Poczobut – “Czyli dialog dialogiem, ale “sprawiedliwość i tak jest po stronie kuratorium i władz”.

Poczobut podkreśla, że blokowanie przyjęć dzieci do polskiej szkoły przez administrację państwową nie jest nowym procederem – “od trzech lat polskim dzieciom odmawia się w przyjmowaniu do polskiej szkoły w Grodnie. Łączna liczba odmów sięga już kilkudziesięciu przypadków”.

Jak wynika ze spisu ludności przeprowadzonego na Białorusi w 2009 r. w położonym na wschodzie tego kraju mieszka nieco ponad tysiąc Polaków, stanowiąc 0,3% jego mieszkańców. W Grodnie mieszka  64,6 tys. etnicznych Polaków stanowiących w nim 24,8% jego mieszkańców. Poza ograniczaniem przyjęć do jedynej w tym mieście polskiej szkoły, administracja doprowadziła w 2015 roku do likwidacji ostatniej polskojęzycznej grupy przedszkolnej. Miejscowe kuratorium wywierało też presję na dyrektorów innych szkół by rezygnowali oni z nauczania języka polskiego nawet w ramach zajęć dodatkowych, takich jakie teraz uruchomiono w Witebsku.

facebook.com/kresy.pl

forma płatności