Jest to związane z możliwością wystąpienia konfliktów w trakcie głosowania i sporów o jego wynik, m.in. w związku z kandydaturą Donalda Trumpa.

Według informacji “Washington Post”, Organizacja ds. Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE),wysyłającej swoich obserwatorów na amerykańskie wybory od 2003 roku, tym razem ma wysłać 500 osób w tej misji. Dla porównania w poprzednich wyborach, w 2012 roku, wysłano ich tylko 44.

Obserwatorów przyśle także Organizacja Państw Amerykańskich (OAS). Jest to pierwsze tego typu działanie organizacji. Obserwatorów ma wysłać także Rosja. Podczas wyborów 8 listopada mogą mieć miejsce konflikty związane z uchwaleniem w niektórych stanach ustaw wymagających przy rejestracji do wyborów lub przed oddaniem głosu okazywania dowodów tożsamości ze zdjęciem. Niektóre z tych ustaw została zakwestionowana w sądach po pozwach wnoszonych przez Afroamerykanów i Latynosów. Według nich, tego typu przepisy mogą uniemożliwić głosowanie wielu wyborcom, którzy nie posiadają prawa jazdy, pełniącego w USA rolę dowódu tożsamości.

Dodatkowo obawy przed gwałtownymi sporami, zostały wywołane przez wypowiedzi republikańskiego kandydata na prezydenta Donalda Trumpa, że wybory mogą zostać sfałszowane.

Jednak konflikty mogą zostać wywołane także przez samych obseratorów zagranicznych. Wybory nie odbywają się tam według jednolitej ordynacji – jest ona zależna od stanu. Dwanaście z nich zabrania wstępu do lokali wyborczych zagranicznym obserwatorom. Podczas wyborów w 2012 roku władze stanów Teksas i Iowa zagrozili aresztowaniem obserwatorom OBWE, jeżeli pojawią się w lokalach wyborczych.

kresy.pl / rp.pl

forma płatności