W recenzji filmu „Wołyń” dla ukraińskiej agencji Ukrinform dziennikarz Jurij Banachewycz krytycznie ocenia film Samrowskiego, zarzucając mu m.in. brak obiektywizmu, uproszczenia historyczne i niepotrzebne epatowanie przemocą. W jego ocenie temat „zbrodni wołyńskiej” jest obecnie częścią anty-ukraińskiej propagandy prowadzonej przez Rosję i sugeruje, że film może stanowić zagrożenie w zakresie bezpieczeństwa.
– Z całą pewnością można powiedzieć, że [film „Wołyń”] może stać się czymś w rodzaju miny, podłożonej, w pierwszej kolejności, pod fundamenty dobrosąsiedzkich stosunków ukraińsko-polskich. I tylko od wspólnych wysiłków Ukraińców i Polaków zależy, czy ta mina nie wybuchnie…– pisze z Warszawy dla ukraińskiej agencji informacyjnej Ukrinform Jurij Banachewycz.
Na początku tekstu Banachewycz, w części rozpoczynającej się śródtytułem „Dobrymi intencjami…” określa reżysera filmu Wojciecha Smarzowskiego mianem „polskiego Quentina Tarantino”
– Smarzowski podkreśla, że taki film jest potrzebny, aby “budować mosty”, inicjować aktywny dialog między Ukraińcami i Polakami na temat wydarzeń na Wołyniu. Jego zdaniem obraz powinien zachęcić do refleksji, do głębokich przemyśleń i, ostatecznie, do studiowania własnej historii. Przed premierą wielokrotnie podkreślał, że zdaje sobie sprawę z emocji, które może wywołać ten film. Jednak reżyser sugeruje, że szybko opadną, a następnie historycy i badacze spokojnie przystąpią do swojej pracy, a konieczny do tego klimat zagwarantują im politycy z obu stron. Jednakże, reasekurując sam siebie, mimo wszystko dodał, że trochę się obawia i do końca nie może przewidzieć, w którą stronę wybuchną emocje spowodowane przez film– pisze ukraiński dziennikarz pracujący w Polsce.
Zdaniem Banachewycza, kwestia rzezi wołyńskiej jest obecnie elementem rosyjskiej, antyukraińskiej propagandy:
– Reżyser informuje, że rozpoczął pracę nad filmem cztery lata temu, jeszcze przed wydarzeniami na Majdanie i przed wojną Ukrainy z Rosją. Od tego czasu realia zmieniły się radykalnie, a niektóre tematy, w szczególności zbrodnia wołyńska, postrzegane są bardzo ostro i są częścią anty-ukraińskiej propagandy prowadzonej przez Rosję. Zmieniły się także realia w samej Europie. Jednak nie wstrzymał prac nad filmem.
Przeczytaj: “Wołyń” Wojtka Smarzowskiego bez nagród na festiwalu w Gdyni
Banachewycz zarzuca Smarzowskiemu, że przygotowując Siudo kręcenia filmu korzystał korzystał wyłącznie z polskich źródeł, „faktycznie ignorując argumentacje strony ukraińskiej”. – I być może to stało się jednym z jego głównych błędów przy realizacji filmu– podkreśla. Dziennikarz przypominając o kłopotach przy realizacji filmu twierdzi, że „w procesie zapoznawania się ze scenariuszem i zdając sobie z możliwych konsekwencji filmu, niektórzy sponsorzy odmówili swego wsparcia [finansowego]”. Powołuje się przy tym na niesprecyzowane podejrzenia „niektórych”, że był to tylko chwyt marketingowy.
– Znane powiedzenie mówi: “dobrymi intencjami wybrukowana jest droga do piekła”. Właśnie tak chciałoby się opisać efekt końcowy Smarzowskiego i owoce, które może przynieść– pisze ukraiński dziennikarz.
W kolejnej części, zatytułowanej „TARANTINO-STYLE: Rzeki krwi i okropności tortur”, Banachewycz przyznaje, że film został profesjonalnie zrealizowany, ale krytykuje Smarzowskiego za epatowanie przemocą:
– Na początku filmu reżyser pozwala się rozluźnić widzowi, który od samego początku nastawił się na poważną próbę wizualnej [wytrzymałości]. Twórcy filmu zdają się rzucać na widza fascynujący czar: poczekaj, zrelaksuj się! I widz temu się “poddaje”! Pierwsze pół godziny – to sceny radosnych zabaw, scen weselnych z elementami erotyki i beztroskich pijatyk, wywołujące uśmiech i nastawiające pozytywnie. Widz ma cichą nadzieję, że tak będzie przez cały film, lub przynajmniej nie będzie aż tak strasznie. Ale czeka go głębokie rozczarowanie. Po początkowym “miodowym” etapie filmu rozpoczyna się prawdziwa “rąbanka mięsna”, która trwa aż do końca filmu i sprawia, że widz nieustannie zadaje sobie wewnętrzne pytanie, kiedy to się wreszcie skończy? Otwarte sceny przemocy (wykłuwanie oczu, odcinanie głów i kończyn, rozpruwanie brzuchów, zdzieranie skóry z żywego człowieka, rozrywanie ludzi końmi, palenie żywcem, etc.) wywołują u widza przyspieszone bicie serca, palpitację wręcz, pocenie się dłoni i mimowolnie, w kulminacyjnych momentach, zmuszają do odwrócenia głowy lub zakrycia oczu. Jednak ludzka natura robi swoje, i ciekawość “co dalej?” bierze górę.
Kolejna część, „Zawistni Ukraińcy, zamożni Polacy i hitlerowcy – “obrońcy””, przybliża ogólnie fabułę filmu, prowadzącą do „tragedii wołyńskiej”. W tym kontekście krytykuje to, jak zbiorowo ukazani zostali Polacy i Ukraińcy:
– Ukrainiec w filmie – to taki sobie podstępny, zawistny sąsiad zamożnego Polaka, który kradnie wszystko, co wpada mu w ręce, wójt-kolaborant,który niczym Neczypor w “Weselu w Malinówce” z frazą “władza znowu się zmieniła!” gotów jest chlebem i solą witać każdego okupanta. Ewentualnie jest to bezkompromisowy i podstępny nacjonalista, odczuwający przyjemność podczas dokonywania okrutnego mordu, albo kapłan z ambony cerkiewnej poświęcający widły i kosy ukraińskich nacjonalistów i zachęcający ich do oczyszczenia ziemi z “Lachów”.Dla równowagi reżyser stara się pokazać także dobrych Ukraińców, czy to innego kapłana, wzywającego do zachowania ludzkiej twarzy w okrutnych czasach, lub Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Ale ludzkiemu oku nie umyka fakt, że nawet pozytywni bohaterowie mają jakieś swoje merkantylne interesy: jeden kocha Polkę, którą ratuje przed deportacją przez “Sowietów” na Syberię, a w innym przypadku Polka jest żoną Ukraińca.
Natomiast Polacy w filmie – to albo zamożni rolnicy z poczuciem własnej godności, albo oficerowie, którzy w każdej chwili gotowi są oddać swoje życie za ojczyznę.Dla sprawiedliwości należy zauważyć, że dla równowagi “dobrych” i “złych” pod koniec filmu Smarzowski pokazał również Polaków wyrzynających ukraińską wieś.
Zdaniem recenzenta, choć w filmie „mniej-więcej prawdziwie” pokazano sowieckich żołnierzy, o tyle Niemcy czasem sprawiają wrażenie, że byli na Wołyniu nie okupantami, ale „kimś w rodzaju sił pokojowych ONZ, których zadaniem była obrona Polaków przed Ukraińcami”.
Banachewycz zarzuca Smarzowskiemu, że w warstwie historycznej film jest uproszczony i charakteryzuje się daleko posuniętym subiektywizmem. Krytykuje reżysera, który jego zdaniem tworzy mylne wrażenie, że okropności przedstawione w filmie były na Wołyniu powszechne, pomijając „ucisk Ukraińców przez polskie państwo”:
– Pisząc scenariusz Smarzowski starał się włożyć w 150 minut swego “horroru” najbardziej rażące fakty tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Jednak prawie wszystkie z nich “wycisnął” z życia jednej wsi, i przeciętny widz może odnieść wrażenie, że taki straszny zestaw odbywał się w każdej wsi na Wołyniu. Reżyser niestety nie wspomniał w filmie o ucisku Ukraińców przez polskie państwo do 1939 roku, pokazując na początku filmu wielonarodową beztroską sielankę, a nie oczywiste napięcia społeczne i gnębienie Ukraińców, co w wyniku wojny i kilku okupacji przerodziło się w horror upadku ludzkiej godności.
Film w oczach przeciętnego polskiego widza, nie znającego szczegółów historycznych, jednoznacznie wzmocni negatywny stereotyp współczesnego Ukraińca.Niestety. I co by nie mówić się o konieczności “powiedzenia prawdy”, a następnie o “budowaniu mostów”, film jest subiektywną interpretacją autora ówczesnego obrazu świataopartego na wspomnieniach ludzi, a nie jakimś spójnym historycznym dokumentem ze źródeł archiwalnych. Ale większość ludzi w Polsce nie “zawraca sobie głowy” skomplikowanymi związkami przyczynowo-skutkowymi tych zdarzeń historycznych, lecz chce zobaczyć proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. I faktycznie je otrzymuje.
Banachewycz ostrzega wręcz, że film może stać się przyczyną wybuchu agresji Polaków przeciwko przebywającym w Polsce Ukraińcom – z czego według niego zdają sobie sprawę polskie władze:
– Oczywiście, że oni będą postrzegać film jako dokument historyczny, jako prawdę objawioną w ostatecznej instancji. I to jest przerażające. W Polsce przebywa kilkaset tysięcy Ukraińców, a w Europie szaleją nastroje i postawy anty-imigracyjne i ksenofobiczne.To właśnie tego obawia się Smarzowski. Właśnie tego zaczynają się obawiać polskie władze i prawdopodobnie już przygotowują się na najgorsze.W Polsce w okresie ostatnich dwóch lat zniszczono wiele ukraińskich pomników, dochodzi do nadużyć w stosunku do ukraińskich cerkwi, w Przemyślu w lecie agresywni młodzi mężczyźni pobili ukraińską procesję religijną. Rząd polski póki co wszystko interpretował jako chuligańskie wybryki, a nie ksenofobię i nienawiść na podłożu etnicznym. Teraz film może stać się oliwą zdatną do rozpalania ognia ksenofobii i nietolerancji.
Ostatnią część recenzji zatytułowano „Podarunek dla Moskwy od polskiego “Dostojewskiego””. Banachewycz odnotowuje, że „Wołyń” zbiera w Polsce bardzo dobre recenzje, przytaczając fragment jednej z nich, w które porównano Smarzowskiego do „współczesnego Dostojewskiego kina”. Podkreśla też, że w innej polskiej recenzji film powstał w wyjątkowo nie sprzyjającym czasie, „gdyż zostanie umiejętnie wykorzystany przez rosyjską propagandę w walce z Ukrainą”, a w kolejnej zawarto sugestię, że Rosja nie zdecyduje się na pokazanie „Wołynia” w kinach, ponieważ w negatywnym świetle przedstawia Rosjan podczas okupacji Wołynia.
– Chciałoby się odpowiedzieć autorowi: oni nie potrzebują tego robić! Po to istnieje propaganda, aby sprytnie manipulować faktami, eksponując jedne obrazy, ukrywając inne. Nie ma potrzeby nawet mieć umiejętności przewidywania: kremlowskie kanały telewizyjne będą dokonywać odpowiednich cięć w filmie i w reżimie non-stop będą straszyć swoich obywateli, a także cudzoziemców ukraińskimi “neobanderowcami” i “faszystami”. Z całą pewnością, oprócz scen przemocy, szczególnie będą smakować epizod, gdzie ukraińscy nacjonaliści pod czerwono-czarnymi i niebiesko-żółtymi flagami oraz wykrzykując “Sława Ukrainie! – Bohaterom Sława” ideologicznie indoktrynują i zachęcają do eksterminacji polskich wsi– pisze ukraiński recenzent.
Banchewycz przywołuje również słowa prof. Andrzeja Zybertowicza (nie wymieniając go z nazwiska), doradcy prezydenta Dudy ds. bezpieczeństwa, który po zamkniętym pokazie filmu zasugerował możliwość realizacji “czarnego scenariusza”. Mianowicie, że film doprowadzi do tego, że z pomocą agentury rosyjskiej i polskich fanatyków (jak precyzuje Banachewycz – polskich nacjonalistów) sytuacja wymyka się spod kontroli.
– Wyobrażam sobie efekt, w którym film mający być opisem prawdy, dzięki której przezwyciężymy niebywale trudną fazę naszych dziejów, stanie się w czyichś rękach zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa– mówił prof. Zybertowicz. Jak zaznacza Banachewycz, „trudno nie zgodzić się z tymi stwierdzeniami”.
– Jeden z autorów starał się spojrzeć w przyszłość stosunków ukraińsko-polskich po premierze filmu “Wołyń”. “Film uruchomi wybuch bomby, która miała wybuchnąć już dawno. Przeniesie rozliczenie z historią na poziom popkultury, finału czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć” –podkreślił. Publicysta stwierdził, że teraz jesteśmy w przededniu wielkich debat, które będą prowadzić już nie historycy, a głównym bohaterem będzie tam “typowy Janusz ubrany w koszulkę z napisem “Wołyń. Pamiętamy”. Zaznacza, że film Smarzowskiego jest świadectwem tego, że po 25 latach dialogu historycznego Ukraina i Polska są w punkcie wyjścia, a każda następna minuta filmu “demontuje fikcję ukraińsko-polskiego dialogu”– pisze recenzent.
Na koniec Banachewycz pyta, czy „Wołyń” powinien był powstać i czy odzwierciedla prawdę”
– Oczywiście, Smarzowski miał prawo zrealizować ten film. Powstaje jednak wątpliwość, czy należało epatować tak szokującymi aktami przemocy, czy to wystarczyłoby, aby poczynić na ich temat aluzje i niechby widzowie już sami domyślili się i dopowiedzieli sobie resztę. Po tym wszystkim, agresja rodzi agresję. (…) Przemoc rodzi przemoc, to metafizyka, i od tego nie da się uciec. Film nie może również pretendować do jakiegoś obiektywizmu, choćby z tej prostej przyczyny, że odzwierciedla subiektywny pogląd reżysera tych wydarzeń, wsparte wspomnieniami polskich naocznych świadków. Natomiast ukraiński punkt widzenia w nim w ogóle nie został przedstawiony.
Zdaniem recenzenta, trudno spodziewać się, jakie będą konsekwencje filmu:
– To najtrudniejsze pytanie. Nikt nie może przewidzieć kierunku, w którym popłynie gorąca lawa ludzkich emocji. A może trzęsienie ziemi wcale nie będzie. Kto wie. Jedno jest pewne, że film “Wołyń” wkrótce stać się obiektywna rzeczywistością z nieprzewidywalnymi konsekwencjami, które powinny być brane pod uwagę po obu stronach granicy.
Ukrinform.ua/ Kresy.pl, opracował M. Trojan na podstawie tłum. W. Tokarczuka





























