Jak ustalił portal Kresy.pl, Bogdan Huk – ukraiński szowinista, którego opinia ws. fotografii młodych Ukraińców z flagą OUN-UPA przyczyniła się do umorzenia postępowania, nie jest bliżej znany ani prokuratorowi nadzorującemu dochodzenie, ani nawet policjantowi, który powołał go na biegłego. Żadna ze stron nie chce również wziąć za to odpowiedzialności, przerzucając się winą.
W trakcie prowadzenia dochodzenia, dotyczącego nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym i propagowania ustroju totalitarnego najwyraźniej nikt nie zadbał o to, żeby sprawdzić, kto w tym przypadku został powołany w charakterze biegłego. A chodzi o eksponowanie i propagowanie symboliki banderowskiej przez studiujących w Polsce Ukraińców.
Zgodnie z prawem, osobę mającą pełnić rolę biegłego w sprawie proponuje policja. W tym przypadku był to aspirant sztabowy Marcin Palmowski, prowadzący dochodzenie. Jak twierdzi, zwrócił się o opinię do Bogdana Huka, gdyż uznano, że posiada on wiedzę na temat stosunków polsko-ukraińskich.
Przeczytaj, jak Bogdan Huk oburzał się, że Polacy protestują przeciw symbolice OUN-UPA, a sprzeciw wobec niej porówywał do stalinizmu i hitleryzmu.
Bogdan Huk miał być powołany jednorazowo. Aspirant Palmowski nie miał wcześniej żadnej wiedzy na temat jego działalności i poglądów – poza tym, że jest dziennikarzem i absolwentem filologii ukraińskiej Uniwersytetu Warszawskiego.
Aspirant Palmowski podkreśla, że nie zna Huka osobiście, a tym bardziej jego poglądów. Pierwszy raz miał z nim kontakt przy okazji tej sprawy. Twierdzi jednak, że Bogdan Huk został poproszony o opinię specjalistyczną jednorazowo, tylko w tym konkretnym przypadku.
Policja zaznacza, że Bogdan Huk nie był powołany konkretnie jako biegły. Chodzi tu o osobę, która musi posiadać konkretną wiedzę w danej sprawie, ale nie musi to być ktoś wpisany na listę biegłych sądowych. „Według przepisów Kodeksu Postępowania Karnego, osoba, która wypowiada się w danej sprawie nie musi mieć statusu biegłego, choć potoczenie tak się o niej mówi”– mówi rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu, podkomisarz Bogusława Sebastianka . Od takiej osoby, która zdaniem śledczych posiada wiedzę w konkretnej sprawie, pobiera się wówczas oświadczenie. Nigdy nie są to jednak osoby przypadkowe.
Policja oficjalnie nie bierze na siebie odpowiedzialności za powołanie Bogdana Huka na biegłego. W ramach postępowania przygotowawczego działała ona pod nadzorem prokuratury – i to do niej kieruje pytania o motywy stojące za powołaniem tego rodzaju osoby. „Prokurator, jeżeli nie decyduje, to zatwierdza takiego czy innego biegłego. To nie jest pytanie do policji”– mówi podkomisarz Bogusława Sebastianka. Dodaje jednak, że osoba biegłego – wyznaczonego w tym przypadku przez asp. Palmowskiego – była konsultowana z prokuratorem nadzorującym sprawę, którym był prok. Jacek Sowa. Prokurator ma mieć w tej kwestii decydujące zdanie, zaś policja jedynie zgłasza swoją propozycję.
Podobnie ma się rzecz ze sprawdzeniem przez śledczych, z kim faktycznie mają do czynienia. Celem policji było ustalenie, czy gesty wykonywane przez Ukraińców mieściły się w zakresie konkretnej symboliki, a nie sprawdzanie poglądów osoby posiadającej wiedzę w sprawie. Rzecznik przemyskiej policji zastrzega, że odpowiedzialność za wyznaczenie Bogdana Huka spoczywa na prokuratorze prowadzącym postępowanie.
Z kolei prok. Marta Pętkowska , rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu nie potwierdza tych informacji. „Nie ma takiej procedury”– powiedziała, odnosząc się do kwestii zatwierdzenia osoby biegłego przez prokuratora. „Skoro to postępowanie prowadziła policja, to nie miała żadnego obowiązku konsultowania się, czy to będzie dobry biegły”– dodaje.
Z prokuratorem prowadzącym postępowanie nie konsultowano powołania Bogdana Huka na biegłego. Była to decyzja policjanta prowadzącego sprawę. Jak powiedziała prok. Pętkowska, prokurator Jacek Sowa nie weryfikował osoby powołanej w charakterze biegłego. Według rzeczniczki nie wiedział on również, kim jest Bogdan Huk.
Prowadzący sprawę policjant zwrócił się do oddziału IPN w Rzeszowie z prośbą o wskazanie osoby, która mogłaby wydać opinię na temat interpretacji gestów młodych Ukraińców. Pan Tomasz Bereza w imieniu IPN wskazał na osobę prof. dr hab. Ryszarda Szawłowskiego, socjologa i historyka z Warszawy. Niedługo później w charakterze biegłego został powołany przez policję Bogdan Huk. Za jego opinię zapłaciła policja.
W całym postępowainu skupiono się wyłącznie na gestach wykonywanych przez młodych Ukraińców. Ani policja, ani prokuratura nie były zainteresowane faktem używania symboli banderowskich, co kwalifikuje się jako propagowanie “innych ustrojów totalitarnych”. Potwierdził to zresztą sam Bogdan Huk, którego o flagę nie pytano.
Kresy.pl





























