Trzeci dzień z rzędy na Prospekcie Bagramiana w centrum Erywania, niedaleko od siedziby prezydenta Armenii pojawili się demonstranci.
Detonatorem protestów była decyzja władz o podwyżce cen energii elektrycznej, do której doszło najpewniej w związku znacznym spadkiem wartości armenśkiej waluty – drama. Armenia boleśnie odczuwa skutki kryzysu gospodarki rosyjskiej z która najbardziej związana jest jej gospodarka, w dodatku w warunkach kompletnej blokady ze strony Azerbejdżanu i Turcji na tle trwającego od ćwierćwiecza konfliktu o Górski Karabach. Dzisiejszy dzień był spokojniejszy niż wczorajszy kiedy to policja nad ranem podjęła próbę rozproszenia demonstrantów, co skończyło się zatrzymaniem 237 osób. Dziś, według demonstrantów, za działania chuligańskie zatrzymana została jedna osoba. Na Prospekcie Bagramiana przebywało kilka tysięcy osób choć ich liczba zmniejsza się wraz z nastaniem nocy.
Minister spraw zagranicznych Armenii Edward Nalbandjan komentując wystąpienia niektórych ambasadorów państw zachodnich w Erywaniu stwierdził, że wszelkie działania policji są przedmiotem bieżących wyjaśnień, zaś władze kraju potwierdzają swoje “przywiązanie do demokracji i obrony fundamentalnych wolności”.
Tymczasem oficer stołecznej policji Unan Pogosjan skarży się obecność “prowokatorów” wśród protestujących. Jak mówił policjanci na razie nie chcą interweniować, gdyż w tłumie mogłoby to doprowadzić do kolejnej eskalacji. Jak twierdził wśród prowokatorów znajdowała się kobieta zidentyfikowana jako obywatelka Ukrainy. MIała się ona dopuszczac rękoczynów wobec funkcjonariuszy.
Do protestujących przyjechali dziś na rozmowy głównodowodzący polciją Armenii Władimir Gasparian i jego zastępca Lewon Jeranosjan.
1in.am/interfax.ru/kresy.pl





























