Władze w Moskwie sugerują Wiktorowi Janukowyczowi, aby kwestię Majdanu Niepodległości rozwiązał w sposób siłowy

Taką radę rządowi w Kijowie dał doradca prezydenta Rosji Siergiej Głazjew w wywiadzie udzielnym gazecie „Kommiersant-Ukraina”. Zdaniem współpracownika Władimira Putina, większość osób protestujących na Majdanie to „terroryści”. Głazjew skrytykował także państwa zachodnie za to, że „wtrącają się w sprawy Ukrainy” oraz wspierają działalność „niebezpiecznych demonstrantów”, którzy od kilku miesięcy protestują na największym placu Kijowa. Przedstawiciel Kremla zasugerował jednocześnie, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska finansują „ekstremistów” z Majdanu, a nawet ich trenują i dają im broń. Jednocześnie Głazjew twierdzi, że to, co zaoferował opozycji prezydent Janukowycz, między innymi amnestia w zamian za zwolnienie budynków użyteczności publicznej, to maksimum, na co powinien się on zgodzić. Dodał, że jeżeli oponenci władz nie są gotowi na takie ustępstwa, wówczas należałoby wobec nich zastosować rozwiązanie siłowe. Kremlowski urzędnik w rozmowie z dziennikiem przyznaje, że pomimo iż jest świadomy, że takie rozwiązanie może doprowadzić do wojny domowej i rozpadu Ukrainy, i tak rekomenduje ukraińskim władzom rozwiązanie z użyciem przemocy.

Rewizja umowy gazowej?

Kreml jest też zaniepokojony wzrostem długu Ukrainy za gaz. Według Gazpromu, zadłużenie rośnie szybko. – Mamy nadzieję, że nasi ukraińscy partnerzy wypełnią wszystkie punkty obowiązującej umowy – oświadczył sekretarz prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrij Pieskow. Władze w Moskwie zasugerowały, że w związku z tym możliwa jest rewizja dokumentów umowy gazowej, która jednak może nie być potrzebna, jeśli zachodni sąsiad będzie się wywiązywał z jej zapisów. Rzecznik Putina oznajmił, że Rosja z niepokojem śledzi wydarzenia na Ukrainie, jednak nie zamierza ingerować w sprawy wewnętrzne tego kraju. – Życzymy naszym kolegom i partnerom, aby jak najszybciej uregulowali sytuację, którą dzisiaj obserwujemy – dodał. Zapowiedział też, że Rosjanie bez względu na wszystko będą pomagać bratniemu krajowi i jednemu ze swoich głównych partnerów.

Sekretarz prasowy Putina potwierdził też, że Rosja będzie nadal wspierać Ukrainę finansowo, jednak dopiero po sformowaniu tam nowego rządu. W grudniu ubiegłego roku podczas spotkania z Wiktorem Janukowyczem w Moskwie, do którego doszło po odstąpieniu przez Ukrainę od podpisania umowy o stowarzyszeniu z UE, Putin zgodził się na przyznanie Kijowowi kredytu w wysokości 15 mld dolarów. Fundusze te miały być przeznaczone na ustabilizowanie gospodarki. Rosja zaoferowała też obniżenie o jedną trzecią ceny gazu dla Ukrainy i przedłużenie terminu płatności za błękitne paliwo odebrane przez stronę ukraińską w 2013 roku. Decyzje te faktycznie uratowały Ukrainę przed bankructwem. Pierwszą transzę kredytu, która wyniosła 3 mld dolarów, Ukraina otrzymała jeszcze w grudniu – Rosja kupiła ukraińskie obligacje państwowe na tę kwotę. Przed końcem stycznia Kijów zamierzał wyemitować kolejny pakiet obligacji, tym razem na sumę 2 mld dolarów, jednak z powodu stanowiska Moskwy musiał się z tym wstrzymać.

Pat w Radzie Najwyższej

W ukraińskim parlamencie kontynuowane są rozmowy pomiędzy opozycją a kontrolowaną przez prezydencką Partię Regionów większością na temat reformy konstytucyjnej, której celem jest ograniczenie uprawnień prezydenckich. Przewodniczący parlamentu Wołodymyr Rybak zaproponował powołanie specjalnej komisji, która zajęłaby się opracowaniem zmian w ustawie zasadniczej, jednak na to nie zgadza się opozycja. Jej zdaniem, dotychczasowa praktyka pokazuje, że takie komisje są mało efektywne.

Opozycja przygotowała własny projekt zmian w konstytucji, jednak nie mając pewności, że uzyska on poparcie większości konstytucyjnej, która powinna liczyć 300 posłów w 450-osobowej izbie, dotychczas go nie zarejestrowała. Szef opozycyjnej Swobody Ołeh Tiahnybok wyjaśnił, że jeśli projekt zostanie teraz zarejestrowany, lecz nie zostanie poparty w głosowaniu, to po raz kolejny można go będzie rozpatrywać dopiero podczas następnej sesji parlamentu na jesieni.

Wczoraj po raz pierwszy od czasu uprowadzenia i pobicia przez nieznanych sprawców publicznie wystąpił przywódca tzw. Automajdanu Dmytro Bułatow, który leczony jest obecnie w szpitalu w Wilnie. – Codziennie bito mnie po głowie. Uderzenia były bardzo mocne i bardzo bolesne. Oprawcy byli bardzo silni, profesjonaliści, odczuwało się, że znają się na walkach wschodnich. Rozmawiali po rosyjsku, ale z pewnym akcentem – powiedział podczas konferencji prasowej zwołanej w wileńskiej placówce. – Prosiłem też, by mnie zabito, gdyż nie mogłem znieść takiego bólu – dodał. Mężczyzna zaginął 22 stycznia. Odnalazł się po kilku dniach w jednej z podkijowskich wsi. Na ciele miał ślady pobicia i obcięty fragment ucha, a na dłoniach ślady po gwoździach.

Parlament Europejski przyjął wczoraj w Strasburgu rezolucję o sytuacji na Ukrainie, w której potępił przemoc i wzywa do politycznego rozwiązania kryzysu. Apeluje też do państw UE o przygotowanie wsparcia finansowego dla Ukrainy, ale i grozi sankcjami.

Łukasz Sianożęcki

„Nasz Dziennik”

forma płatności