Ukraińscy nacjonaliści nie dopuścili 17 lipca do poświęcenia krzyża, który stanął na miejscu spalonego w czasie rzezi wołyńskiej w lipcu 1943 roku kościoła w miejscowości Stepań, położonej ok. 80 km na wschód od Łucka. Podczas manifestacji padały ostre antypolskie hasła.
Specjalna jednostka policji starała się nie dopuścić do zamieszek, szczególnie, gdy inna grupa mieszkańców Stepania stanęła w obronie Polaków.
Wcześniej bp Marcjan Trofimiak, ordynariusz diecezji łuckiej, odprawił w intencji ofiar Mszę św. w Janowej Dolinie, kilkanaście kilometrów od Stepania, gdzie 23 kwietnia 1943 roku została wymordowana liczna grupa Polaków. Przed Mszą św. pod pomnikiem pomordowanych Polaków modlili się przedstawiciele Kościoła prawosławnego.
Uroczystości w Stepaniu i Janowej Dolinie były częścią obchodów 68. rocznicy rzezi wołyńskiej, w której uczestniczyła grupa ok. 50 Polaków, potomków ocalałych z pogromu, a obecnie mieszkających w różnych częściach Polski. Na dwa dni do grupy dołączył Andrzej Kunert, Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W czasie kilku dni grupa odwiedziła kilka miejsc w powiecie sarneńskim związanych z męczeństwem Polaków m. in. Butejki, Sarny, Huta Stepańska, Huta Mydzka, Chołoniewicze.
Najważniejszymi punktami programu wizyty Sekretarza Rady OPWiM było odsłonięcie tablic w Butejkach i w Sarnach oraz obecność przy poświęceniu krzyża w Dole Śmierci przy Chołoniewiczach. W cerkwi w Butejkach została poświęcona tablica pamięci Sprawiedliwego Ukraińca, Petro Ilkowicza Bazylika, który oddał swoje życie w obronie polskiej rodziny. W katolickim kościele w Sarnach, prowadzonym przez pallotynów, odsłonięto dwie tablice poświęcone w Polakom wymordowanym w okolicznych wioskach.
Andrzej Kunert w rozmowie z KAI wyraził zadowolenie z stanu świadomości Polaków na temat tragedii wołyńskiej z 1943 r., chociaż – jak dodał – „zbyt mało robimy, aby wiedzę na temat skrwiawionego Wołynia w czasie drugiej wojny światowej przekazywać dalej”. „W takich przypadkach jak wydarzenia wołyńskie nie chodzi tylko o wiedzę, ale również o właściwe zrozumienie wydarzeń, a to w przypadku takich jak tu tragedii trudno zrozumieć”.
Isakowicz.pl/KAI





























