Polskie krzyże na Wołyniu

Przebieg VI pielgrzymki kresowian do Stepania daje nadzieję, iż na poziomie zwykłych międzyludzkich relacji, możliwe jest przezwyciężenie nawet najbardziej bolesnych doświadczeń z przeszłości – pisze Jacek Borzęcki w swojej relacji z Wołynia.

W poniedziałek (18 lipca) zakończyła się szósta z kolei pielgrzymka kresowian do Stepania oraz szeregu okolicznych, nieistniejących już polskich wiosek i kolonii w dolinie rzeki Horyń pomiędzy Kostopolem i Sarnami. W ciągu 5 dni ponad 50 pielgrzymów, dawnych tutejszych mieszkańców lub ich potomków, uczestniczyło – wraz z duchownymi rzymskokatolickimi i prawosławnymi – w uroczystym poświęceniu kilku najnowszych pomników-krzyży oraz pamiątkowych tablic. W niektórych uroczystościach uczestniczyli m.in. ordynariusz diecezji łuckiej, ks. biskup Marcjan Trofimiak oraz sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, dr Andrzej Kunert.

I tak np. w cerkwi w Butejkach poświęcona została, w obecności ministra Kunerta, tablica ku czci sprawiedliwego Ukraińca, Petra Bazeliuka, który w 1943 roku przechowywał polską rodzinę, ratując ją od niechybnej śmierci w banderowskim pogromie. W trakcie tej uroczystości wójtowie Butejek i Huty Stepańskiej złożyli na ręce ministra Kunerta pisemne zaproszenie dla prezydenta Polski, Bronisława Komorowskiego, do przyjazdu tutaj za dwa lata, czyli w 70 rocznicę zagłady polskich wiosek na Wołyniu. Z kolei jeden z kresowian, 79-letni Romuald Drohomirecki z Olsztyna, zwrócił się do ministra Kunerta o przekazanie prezydentowi Komorowskiemu prośby kresowian o ustanowienie „orderu sumienia” dla sprawiedliwych Ukraińców, którzy odważyli się ratować Polaków ryzykując własnym życiem. Ten dawny mieszkaniec wioski Derażne, który w 43 roku widział przez okno męczeńską śmierć swego ojca przed drzwiami rodzinnego domu, na własny koszt postawił na miejscowym cmentarzu pomnik upamiętniający ponad 70 Polaków zamordowanych w tej miejscowości i zakopanych w nieoznaczonej mogile.

W kościele parafialnym w Sarnach ks. biskup Marcjan Trofimiak poświęcił tablice upamiętniające Polaków pomordowanych w kilkudziesięciu polskich wioskach i koloniach w rejonie pomiędzy Sarnami i Kostopolem. Po nabożeństwie, przedstawiciele sarneńskich władz rejonowych i miejskich otrzymali od Janusza Horyszkiewicza obrazy przedstawiające dawne, spalone przez banderowców, kościoły rzymsko-katolickie w Hucie Stepańskiej i Stepaniu. Natomiast minister Andrzej Kunert odznaczył orderem byłego wójta Huty Stepańskiej, Wiktora Krota, za szczególną pomoc w akcji przygotowywania i stawiania pomników-krzyży.

W Chołoniewiczach łucki hierarcha odprawił nabożeństwo i poświęcił świeżo postawiony pomnik-krzyż na terenie dawnego majątku ziemskiego, gdzie zostały zamordowane i zakopane rodziny miejscowych polskich ziemian, w tym m.in. 5-osobowa rodzina Trusiewiczów. Miejsce zakopania zwłok wskazała Natalia Sokołec, z domu Słuczyk. W 43 roku, wówczas 13 letnia Natalia pomagała w gospodarstwie u Trusiewiczów i na własne oczy widziała ciała ofiar z odrąbanymi głowami.

Pielgrzymkę zorganizowali potomkowie dawnych mieszkańców Huty Stepańskiej i Siedlisk: Grzegorz Naumowicz, historyk z Opola i Janusz Horoszkiewicz z Zarzecza koło Przeworska. Ten ostatni ze środków własnych oraz zebranych wśród kresowian, postawił w dolinie rzeki Horyń w ostatnich kilku latach ponad dwadzieścia wielkich 6-metrowych krzyży z tablicami upamiętniającymi dawne polskie wioski, spalone kościoły i zamordowanych mieszkańców.

W trakcie całej pielgrzymki miejscowi Ukraińcy życzliwie odnosili się do gości z Polski a duchowni prawosławni – w trakcie licznych uroczystości – jednoznacznie potępiali mordy na niewinnej ludności. I tak np. proboszcz prawosławnej parafii w Stepaniu, o. Stepan Szomonka, podczas poświęcenia krzyża na miejscu spalonej polskiej wioski Nowa Kamionka, zdecydowanie potępił „przywłaszczanie sobie prawa do wyłącznej własności Słońca, Nieba i Ziemi, bo przecież zostały one stworzone przez Boga dla wszystkich ludzi, niezależnie od narodowości i wiary”.

Jedynie w Stepaniu doszło w niedzielę (17 lipca) do nieprzyjemnego aczkolwiek w sumie drobnego incydentu. Miejscowy nacjonalista Bohdan Łazarczuk, znany z antypolskich wypowiedzi, zebrał około dwudziestu starszych mieszkańców i zorganizował pod pomnikiem bojowników UPA mini-wiec, w trakcie którego zarzucał Polakom m.in. zamiar odebrania Ukraińcom w przyszłości dawnych kresów wschodnich. Następnie, pikietujący starcy uniemożliwili uroczyste poświecenie krzyża, postawionego (dzięki jednomyślnemu poparciu miejscowej Rady Wiejskiej) na miejscu dawnego kościoła, spalonego i zburzonego przez banderowców w lipcu 1943 roku. Przeciwwagą tego incydentu był fakt, że część mieszkańców, przypatrujących się pikiecie, wyrażała dezaprobatę wobec „niedobrego potraktowania gości z Polski”. Jedna z Ukrainek, Halina Sereda, wręcz wypominała poplecznikom banderowców, że „ta wasza UPA zastrzeliła, w obecności trójki małych dzieci, mojego dziadka, chorego, leżącego w łóżku”. Jak wyjaśniła w rozmowie ze mną, była to kara za krytykowanie przez niego zbrodni dokonywanych przez OUN-UPA.

Przebieg VI pielgrzymki kresowian do Stepania daje nadzieję, iż na poziomie zwykłych międzyludzkich relacji, możliwe jest przezwyciężenie nawet najbardziej bolesnych doświadczeń z przeszłości. I można tylko powtórzyć główną ideę homilii ks. biskupa Marcjana Trofimiaka, że jeśli ofiara życia tylu niewinnych istnień ludzkich nie ma być daremną i bezsensowną, to trzeba owo straszne doświadczenie przeszłości traktować jako przestrogę oraz zobowiązanie do wzajemnego poszanowania i życzliwości w relacjach pomiędzy Polakami i Ukraińcami, czyli po prostu do respektowania ewangelicznego przykazania miłości bliźniego.

Jacek Borzęcki

Polskie krzyże na Wołyniu
5 (100%) 4 głosów.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

11 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    kovaliv :

    Zarówno krzyż na miejscu Nowej Kamionki, jak i w innych miejscach, były święcone wspólnie. Po poświęceniu przez księdza prawosławnego patriarchatu moskiewskiego poświęcił go duchowny rzymskokatolicki. Nie piszę tego tylko dlatego, że tym katolickim jestem ja, ale od publikacji na tak drażliwe tematy wymaga się super dokładności. Pan Jacek Borzęcki, wieloletni korespondent na Wschodzie, powinien to rozumieć. Serdecznie pozdrawiam.
    ks. Witold Józef Kowalów
    Ostróg nad Horyniem, 20 lipca 2011 r.

    • Avatar
      jacborz :

      W pierwszym akapicie swego artykułu wspomniałem wszakże, że w poświęcaniu krzyży-pomników uczestniczyli zarówno duchowni rzymskokatoliccy, jak i prawosławni. Proszę zauważyć, Wielebny Księże, iż mój artykuł był ogólną relacją z pielgrzymki, skupiającą uwagę tylko na najważniejszych – moim zdaniem – wydarzeniach. Z pewnością moim celem nie było dokładne sprawozdanie z kolejnych i dość licznych poświęceń krzyży, bo to zanudziłoby Czytelników. A jeśli chodzi o to konkretne poświęcenie krzyża na miejscu dawnej wioski Nowa Kamionka, to – przy całym szacunku dla wielebnego księdza – głównym celebransem był jednak prawosławny duchowny ze Stepania, który nie tylko uczynił to pierwszy ale w dodatku w trakcie długiej i bardzo uroczystej ceremonii prawosławnej, w ornacie, z kadzidłem oraz ze śpiewami świetnego zresztą chóru prawosławnego. Zostało to zresztą uwiecznione w pamiątkowej tablicy na krzyżu, gdzie czytamy, że „krzyż postawili parafianie Huty Stepańskiej – o. Szomonka Stepan Dmytrowycz uroczyście poświęcił w 2011 roku”. Dopiero na końcu dane było poświęcić krzyż księdzu ale w białej komży a nie w ornacie oraz bez długiej ceremonii, długich modłów i homilii. Zresztą o poświęceniu krzyża przez prawosławnego duchownego wspomniałem tylko jakby przy okazji, w podpisie pod jego zdjęciem, którego zamieszczenie miało sens ze względu na cytowanie w artykule fragmentu jego bardzo znaczącego i pięknego kazania.

      • Avatar
        jacborz :

        Nazwisko sprawiedliwego Ukraińca z Butejek jest na tablicy pamiątkowej wyraźnie napisane przez „e” a nie przez „y”. A co do pisowni końcówki owego nazwiska, to zasięgnąłem rady z dwóch niezależnych źródeł – mojej żony Heleny, urodzonej i wykształconej we Lwowie oraz pani Marii Baszy, redaktorki Kuriera Galicyjskiego wydawanego we Lwowie i Stanisławowie. Otóż z tych konsultacji wynikałoby, że obie wersje tłumaczenia owej końcówki – zarówno „luk” jak „ljuk” – są tak samo uprawnione, ponieważ na tablicy pamiątkowej nazwisko to jest napisane przez ukraińskie fonetyczne „ju” a nie „u”. Tak więc pozostaję przy swojej intuicyjnie przyjętej wersji jako poprawnej w całości, to znaczy Petro Bazeljuk.

  2. Avatar
    kovaliv :

    Panie Jacku! Tak trudno przyznać się do pomyłki.
    W sprawie pisowni nazwisk ukraińskich w języku polskim może Pan sobie przeczytać we wstępie do każdego dużego „Słownika Języka Polskiego” lub zasadach pisowni polskiej.
    Proszę zapoznać się też z tą informacją:
    „Od 18.07.1943 Mieczysław [Słojewski] z synem Edziem ukrywał się w lesie k. Butejek. Następnie ukrywał ich Ukrainiec Petro Bazyluk. Po wyzwoleniu przez A. Czerwoną przenieśli się do Stepania. W 1945 osiedlili się we wsi Rataje k. Wołowa”.
    Informacja ta pochodzi z polskiej strony internetowej:
    http://wolyn.ovh.org/opisy/borek_s-03.html
    O Bazyluku pisała też miejscowa ukraińska prasa. O BAZYLUKU, a nie BAZIELIUKU. Proszę nie tworzyć nowych bytów przez przekręcanie nazwisk.

  3. Avatar
    kovaliv :

    Petro Bazyluk jest na następującej liście:
    Iwona Łaptaszyńska (oprac.) „Kresowa Księga Sprawiedliwych” //
    http://kresy-ludobojstwo.pl/tematy/ksiega_sprawiedliwych/ksiega_a-b.html
    Jest to lista Ukraińców udzielających pomocy Polakom poddanym eksterminacji w latach 40-tych XX wieku na terenie Kresów Wschodnich opracowana przez p. Iwonę Łaptaszyńską np. książki:
    Romuald Niedzielko (oprac.), „Kresowa Księga Sprawiedliwych 1935-1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji przez OUN i UPA”.
    IPN. Studia i Materiały, tom 12, Warszawa 2007.

  4. Avatar
    jacborz :

    Zacny Księże Witoldzie! Ja nie jestem historykiem tylko dziennikarzem. Relację z odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku czci sprawiedliwego Ukraińca (ufundowanej – jak informował mnie organizator tych uroczystości, pan Janusz Horoszkiewicz – przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie) oparłem na treści tablicy, która zresztą została poświęcona także przez Wielebnego Księdza. Jeśli nazwisko sprawiedliwego Ukraińca zostało na tejże tablicy faktycznie przekręcone, jak sugeruje to Ksiądz, to byłby to skandal i kompromitacja Rady. Wszakże ktoś musiał w Warszawie zatwierdzać treść napisu – a w Radzie są przecież historycy (zresztą zawodowym historykiem jest sam sekretarz generalny tej instytucji, w randze ministra, dr hab. Andrzej Kunert). Zamiast więc zarzucać mi, że „przekręcam nazwisko” i „trudno mi jest przyznać się do błędu”, trzeba było po prostu zwrócić mi uwagę (najlepiej bezpośrednio po uroczystym odsłonięciu), że tablica zawiera ów niefortunny błąd. Oczywiście, sprawdziłbym stan faktyczny i – o ile zarzut by się potwierdził – z pewnością wytknąłbym w artykule kompromitującą niedbałość osobie odpowiedzialnej za zatwierdzenie treści tablicy. Dlaczego tak się nie stało? A może w ogóle nie przeczytał ksiądz napisu na poświęcanej tablicy? W każdym razie wygląda na to, że mam temat do kolejnego artykułu. Z góry więc dziękuję i łączę pozdrowienia – Jacek Borzęcki