Na Białorusi pojawiło się nowe, jeszcze niedotarte zjawisko – cotygodniowe spotkania ludzi na głównych placach miast. Chodzi o to, by w dany dzień o 19.00 przyjść na najważniejszy plac swojego miasta i po prostu tam być, rozmawiać i dyskutować. To kolejna, po tej przeciwko podniesieniu cen na paliwo (Stop-benzin) akcja, zorganizowana przez zwykłych obywateli.
Inicjatywa zrodziła się u użytkowników popularnego w krajach byłego ZSRR portalu społecznościowego „W kontakcie”. Grupa „Rewolucja poprzez portale społecznościowe” szybko zdobyła rozgłos. To właśnie przez portale rozprzestrzenia się informacja o dniu takiego spotkania. Charakterystyczne jest – i może to będzie czynnik wzmagający popularność zjawiska – że organizatorzy przestrzegają przed przynoszeniem jakiejkolwiek symboliki partyjnej czy politycznej, jak twierdzą: i tak wszystko jest jasne, a unika się w ten sposób oskarżeń o antypaństwowe demonstracje. Ot, po prostu, ciepło na dworze, ludzie wyszli na spacer…
Pierwszego „wyjścia na place” nie można zaliczyć do udanych. 1 czerwca pojawiło się zapewne więcej mediów, niż samych szeregowych uczestników. Można to złożyć na karb tego, iż mało kto wierzył, że coś takiego może się udać. Większość ludzi, którzy zgłosili w portalu chęć udziału prawdopodobnie siedziała przed komputerem i/lub przyglądała się z daleka.
Dlatego też druga próba (8.06) i jej przyzwoite powodzenie zdziwiła wielu obserwatorów. Akcja odbyła się w wielu mniejszych i większych miastach – ludzie faktycznie zebrali się o 19.00, posiedzieli, porozmawiali, niekiedy pośpiewali i o 19.30 rozeszli się. Nie obyło się bez incydentów, nawet dość zabawnych – w Mińsku milicja chciała odebrać ludziom megafon i wezwać do rozejścia się. Nim to jednak zrobili wybiła 19.30 i ludzie sami rozeszli się pozostawiając na placu Październikowym zdezorientowanych milicjantów.
W Mińsku właśnie zebrało się ok. 1000 osób, co trzeba uznać za sukces, biorąc pod uwagę formę zwoływania się oraz to, że pomysł nie wyszedł od polityków. Być może ta bezpartyjność inicjatywy przyczynia się do jej popularności. Owszem, uczestnicy pewnie mają swoje sympatie i antypatie, ale kiedy zbierają się na Placu są jedną grupą Białorusinów, niezadowolonych z obecnej sytuacji w kraju.
Wystarczy poczytać wiadomości nt. kryzysu ekonomicznego za wschodnią granicą. Galopujący wzrost cen na wszystko i pogorszenie jakości życia jak widać skłoniło część Białorusinów do zamanifestowania (pokojowego) swojego zdania. Wystarczy też posłuchać, co mówią ludzie na rynkach, w sklepach czy w kolejkach pod kantorami. Jeżeli liczba uczestników tych nowych manifestacji będzie rosła proporcjonalnie do wzrostu cen, to można przypuszczać, że niedługo będziemy świadkami czegoś większego. Miejmy nadzieję, że nikt nie zawłaszczy sobie tej masy ludzi, którzy przychodzą na place nie „za opozycję” a przeciwko poczynaniom władz. Następne spotkanie 15 czerwca o 19.00.
KD




























